Avery nie umiałaby siebie wyobrazić jako kogoś kto się podporządkowuje. Zresztą, czy jakikolwiek artysta by potrafił? Im trudno było narzucić cokolwiek. To ich dosyć mocno różniło, bo Stanley od lat był nauczony wykonywać polecenia przełożonych, może też przez to czasem dochodziło między nimi do niesnasek, bo Stella patrzyła raczej tylko i wyłącznie na swój własny nos, chociaż próbowała to zmienić, nie zawsze jednak jej się udawało, ale naprawdę się starała! Dla niego była w stanie sporo zmienić w swoim zachowaniu, bo naprawdę zależało jej na Borginie. Była szczęśliwa, że kiedyś, zupełnie przypadkiem los skrzyżował ich drogi, był jedynym światełkiem nadziei jakie aktualnie widziała w swoim smutnym życiu.
- Cieszę się, że myślimy podobnie. - Dodała jeszcze uśmiechając się przy tym z satysfakcją, najwyraźniej pokazała już swoje wszystkie twarze Stanleyowi. Mogła wydawać się słaba i zupełnie niepozorna, jednak czasem wstępował w nią diabeł, czy inna istota, która nie do końca pasowała do jej anielskiej aparycji. Nie zdarzało się to często, aczkolwiek Borgin miał już szansę to zobaczyć, a co najważniejsze póki co nie uciekł, nadal trwał przy niej mimo tych czasem nie do końca uzasadnionych humorków.
- Tak naprawdę ja rzadko kiedy robiłam głupoty, tak, zdarzyło mi się pić z butelki, ale poza tym, chyba nic więcej. - Avery należała raczej do tych spokojnych dzieciaków, które nie szalały za bardzo. Nie miała wiele na sumieniu, była raczej tym przykładnym dzieciakiem, którego rodzice stawiają na wzór zachowania. - Ściana mogłaby się przydać. - Dodała jeszcze, chociaż trudno było uwierzyć, że faktycznie się z tym zgadzała.
- Wspaniale, nie mogę się doczekać, aż wreszcie go wypijemy. - Obserwowała przy tym bacznie swojego ukochanego, kiedy zajmował się butelką, wydawało jej się, że bez problemu powinien sobie z nią poradzić, nie wiedzieć czemu czuła dziwne przeświadczenie, że w swoim życiu otworzył wiele takich szklanych butelek.
- Tak, w najlepszym porządku, przecież daleko nie polecę... - Może nie była specjalnie sprawna fizycznie, jednak jakimś cudem udało jej się usiąść na tym stole. Nie ruszał się nawet na boki, co mogło świadczyć o tym, że nie był to wcale taki zły wybór. Stabilne krzesło, które nie było krzesłem, nic więcej.
- Nie lubię zagadek, jestem słaba w takie rzeczy. - Wolała mu to uświadomić, pewnie niepotrzebnie by się denerwowała, że po raz setny nie zgadła, co specjalnego dla niej przygotował. Byłaby zła i sfrustrowana, a chyba oboje woleli tego uniknąć.
- Jak najbardziej, przyjdź, osiągniemy kolejne sukcesy, razem. - Cieszyło ją to, że chciał się tutaj znowu pojawić, ostatnio nie mieli wielu sposobności do spotykania się, więc każda okazja była dobra. Trochę zaczynała tęsknić za jego częstą obecnością w swoim życiu.
- Nie spróbujemy, tylko na pewno otworzymy. - Nie wiedziała czemu mówi w liczbie mnogiej, skoro cała odpowiedzialność za otwarcie butelki znalazła się w rękach Borgina, jednak dobrze było chociaż udawać, że ma na to jakiś wpływ. Nie spuszczała z niego wzroku, chcąc się upewnić, że wie co robi. Miała nadzieję, że nie strzeli sobie korkiem w oko, bo raczej nie byłaby mu w stanie pomóc, gdyby coś takiego się wydarzyło.
Zakryła sobie twarz rękoma, kiedy wspomniał o tym, że otwiera, jak to mówią przezorny zawsze ubezpieczony, nie było jednak powodu, aby to robić, bo poszło mu to całkiem gładko. Klasnęła w dłonie widząc, że mu się udało. - Pięknie, jeszcze chwila i wreszcie będziemy mogli się napić. - Okazywała całkiem spory entuzjazm z tej okazji.