Nigdy nie wyręczała się skrzatem domowym, bo też takiego stworzenia w rodzinnym domu zwyczajnie nie posiadała. Była to jedna z tych wygód, które przeznaczone były dla bogatszych czarodziejów. Nie zaś dla kogoś kto nosił nazwisko Weasley. A do tego zdarzało się, iż w niektórych miesiącach ledwo związywał koniec z końcem. W rodzinnym domu Weasleyów większość obowiązków wykonywało się osobiście. Raz własnoręcznie, raz przy mniejszej lub większej pomocy magii. Zależnie od tego czy w danym przypadku magia wydawała się dobrym rozwiązaniem.
- Nieprzyzwyczajony? - skomentowała jego słowa. Ten znikający nagle uśmiech powiedział jej bardzo dużo. Pozwolił też poczuć to delikatne ukłucie... satysfakcji? Zadowolenia z samej siebie? Aidan zasłużył na to, żeby odpowiednio ja przeprosić za swoje zachowanie. I nieistotne, że sama Penelope Anne Weasley nie zachowała się w tamtym momencie dużo lepiej.
Słysząc, że kartonów jest dużo, uśmiechnęła się szeroko.
- To po prostu bardzo duża dostawa, bo rozszerzamy asortyment sklepu. - skłamała gładko. Aczkolwiek... w te słowa Penny również można było uwierzyć. Zaczarowane Różności utrzymywały się przecież na rynku już kolejny miesiąc. Udało się nawet pozyskać kilku stałych klientów. Wspomniane rozszerzenie asortymentu wydawało się więc całkiem rozsądnym posunięciem. Zwłaszcza jeśli Penny i Terry chcieli wreszcie zarobić dość pieniędzy na remont lokalu. - I wszystko jest uporządkowane. Każdy karton zawiera w środku konkretne produkty. Dasz radę. - zapewniła go. Tutaj akurat nie kłamała. Nie było aż tak źle. Zwłaszcza, że nie chciała dopuścić do tego, żeby Parkinson im tutaj narobił jakiś większych problemów. - Na sklepie też każda rzecz ma swoje miejsce. A na nowości dostawiliśmy już z Terrym dwa nowe regały. Na ten moment są one puste, więc możesz poustawiać tam wszystko... w zasadzie jakkolwiek. Masz wolą rękę. Byle tylko te same produkty znalazły się obok siebie. To ważne.
Wydawało jej się, że wszystko powinno być jasne jak słońce. Mało skomplikowane. Co najwyżej tylko nieco męczące i czasochłonne. Idealne, żeby trochę Aidana wykorzystać. Odrobinę się nad nim poznęcać. Kiedy jednak chłopak zapytał jej gdzie ma przenosić te pudla... aż zamrugała. Naprawdę? Nie przesłyszała się?
- Aidan, Aidan... bierzesz taki karton... - z tymi słowy podeszła do jednego z kartonów, wybrała taki mniejszy, podniosła. - ...podonosisz z podłogi, zabierasz do głównej części sklepu, gdziekolwiek... - z kartonem w ręku minęła chłopaka zanosząc swój karton do głównej sali. - ...otwierasz, sprawdzasz zawartość... - to również zaprezentowała. Tak jakby przyuczała właśnie dziecko w wielu przedszkolnym. - ...no i ustawiasz we właściwym miejscu. Te maści... - przyjrzała się trzymanemu w ręku opakowaniu, następnie odnalazła właściwy regał oraz półkę. - ...Terry trzyma tutaj. Widzisz? To naprawdę żadna filozofia.