19.05.2024, 12:00 ✶
Można było powiedzieć, że ćwiczenia na coś jednak się przydawały, bo słabe płuca które jeszcze w ubiegłym roku ledwie ledwie ogarnęły jego część tortu, teraz po niemal kwartale ciężkiej pracy, jakoś łatwiej, jakoś lżej to wszystko wychodziło. Oddech smoka, to było przyjemne uczucie patrzeć jak ciało skokowo robi postępy.
Pod ognistym tabunem znajdował się oryginalny rysunek przedstawiający głowy czterech rumaków. Malunek był prawdziwym dziełem sztuki, końskie łby poprzetykane świeczkami namalowane jadalnymi farbkami przez jakiegoś artystę w stylu Alfonsa Muchy, były złowrogimi rumakami niosącymi światu zagładę. Anthony uwielbiał bawić się symboliką (co z resztą widać było po ich szlafrokach, prezencie dla całej czwórki przy okazji czterdziestych urodzin), a jak ich było czterech to aż się prosiło obracać wszystkimi znaczeniami zaszytymi właśnie w czwórce. Czterech jeźdźców z siedmiu niestety trąb nie umknęło jego uwadze. Tradycja zaczęła się na niedoszłym ślubie Charlie i Jonthana, gdy cała grupa dostała sygnety z adekwatnymi atrybutami. Dla obserwatora z zewnątrz waga lśniąca na pierścieniu Anthony'ego znaczyła nic, ale on wiedział, oni wiedzieli.
Tort był olbrzymi, aby pomieścić obraz. Machnięciem cisowej różdżki usunął zgaszone świeczki ciesząc się na nadchodzącą pomyślność. Nienawidził swoich urodzin, ale kochał całym sercem te dwie doroczne imprezy, które były sprowokowane datami pojawienia się na świecie. Dla Shafiq'a były to ich prywatne święta celebrujące wybór który posiadali, wybór przyjaźni ponad dzielące ich różnice. Na urodziny nie mieli większego wpływu, ale na to kogo mieli najbliżej siebie już tak.
– Słowo się rzekło, Charlie chwytaj za nóż, będę polewał. Moi drodzy, Champagne Vintage z Krug z dwudziestego dziewiątego. Specjalnie na dziś, tylko dla Was. – Anthony pan czysta krew, snob i dyplomata srodze pogardzał magicznymi trunkami, uważając że magia przeszkadza naturalnym procesom fermentacji, a zabawne w zamierzeniu efekty, rozpraszają i odwracają uwagę od smaku, który winien być najważniejszym czynnikiem decydującym o tym, czy w ogóle należało tracić czas na picie czegokolwiek. Normalnie nie afiszował się aż tak bardzo z miłością do mugolskich trunków, do swoich małych poszukiwań tych nie tylko najlepszych winnic, ale najlepszych roczników. I dlatego też polewał im najlepszego Kruga czyli tego z dwudziestego ósmego, którego etykieta została perfekcyjnie sfabrykowana. Drobne kłamstewko, na otarcie łez własnej starości, pielęgnowania mitu o własnej wyjątkowości.
– W ogóle, czy wszyscy już wiedzą, że mam nowego sąsiada? Co prawda, zamierza trwale się oszpecić brodą do pasa, ale nie mogę się doczekać jego czterometrowej Ateny witającej gości po wejściu do środka. Nie wiedziałem, że tego pragnąłem, a teraz wiem, że chciałem to zobaczyć od zawsze. Cały czas nie mogę się zdecydować czy urządzić parapetówkę w stylu greckim czy jednak lepszy byłby przez wzgląd na charakter zamku średniowieczny turniej z polowaniem na białego jelenia w okolicznych lasach. – szare oczy zalśniły srebrzyście, gdy wszystkim rozdał już kieliszki i powrócił na swoje miejsce. – Ale to po powrocie z Kambodży, może w okolicach października Somnia? Musimy dopasować kalendarze, dzisiaj głosujemy na wiek, który będziemy rekonstruować.
Pod ognistym tabunem znajdował się oryginalny rysunek przedstawiający głowy czterech rumaków. Malunek był prawdziwym dziełem sztuki, końskie łby poprzetykane świeczkami namalowane jadalnymi farbkami przez jakiegoś artystę w stylu Alfonsa Muchy, były złowrogimi rumakami niosącymi światu zagładę. Anthony uwielbiał bawić się symboliką (co z resztą widać było po ich szlafrokach, prezencie dla całej czwórki przy okazji czterdziestych urodzin), a jak ich było czterech to aż się prosiło obracać wszystkimi znaczeniami zaszytymi właśnie w czwórce. Czterech jeźdźców z siedmiu niestety trąb nie umknęło jego uwadze. Tradycja zaczęła się na niedoszłym ślubie Charlie i Jonthana, gdy cała grupa dostała sygnety z adekwatnymi atrybutami. Dla obserwatora z zewnątrz waga lśniąca na pierścieniu Anthony'ego znaczyła nic, ale on wiedział, oni wiedzieli.
Tort był olbrzymi, aby pomieścić obraz. Machnięciem cisowej różdżki usunął zgaszone świeczki ciesząc się na nadchodzącą pomyślność. Nienawidził swoich urodzin, ale kochał całym sercem te dwie doroczne imprezy, które były sprowokowane datami pojawienia się na świecie. Dla Shafiq'a były to ich prywatne święta celebrujące wybór który posiadali, wybór przyjaźni ponad dzielące ich różnice. Na urodziny nie mieli większego wpływu, ale na to kogo mieli najbliżej siebie już tak.
– Słowo się rzekło, Charlie chwytaj za nóż, będę polewał. Moi drodzy, Champagne Vintage z Krug z dwudziestego dziewiątego. Specjalnie na dziś, tylko dla Was. – Anthony pan czysta krew, snob i dyplomata srodze pogardzał magicznymi trunkami, uważając że magia przeszkadza naturalnym procesom fermentacji, a zabawne w zamierzeniu efekty, rozpraszają i odwracają uwagę od smaku, który winien być najważniejszym czynnikiem decydującym o tym, czy w ogóle należało tracić czas na picie czegokolwiek. Normalnie nie afiszował się aż tak bardzo z miłością do mugolskich trunków, do swoich małych poszukiwań tych nie tylko najlepszych winnic, ale najlepszych roczników. I dlatego też polewał im najlepszego Kruga czyli tego z dwudziestego ósmego, którego etykieta została perfekcyjnie sfabrykowana. Drobne kłamstewko, na otarcie łez własnej starości, pielęgnowania mitu o własnej wyjątkowości.
– W ogóle, czy wszyscy już wiedzą, że mam nowego sąsiada? Co prawda, zamierza trwale się oszpecić brodą do pasa, ale nie mogę się doczekać jego czterometrowej Ateny witającej gości po wejściu do środka. Nie wiedziałem, że tego pragnąłem, a teraz wiem, że chciałem to zobaczyć od zawsze. Cały czas nie mogę się zdecydować czy urządzić parapetówkę w stylu greckim czy jednak lepszy byłby przez wzgląd na charakter zamku średniowieczny turniej z polowaniem na białego jelenia w okolicznych lasach. – szare oczy zalśniły srebrzyście, gdy wszystkim rozdał już kieliszki i powrócił na swoje miejsce. – Ale to po powrocie z Kambodży, może w okolicach października Somnia? Musimy dopasować kalendarze, dzisiaj głosujemy na wiek, który będziemy rekonstruować.