19.05.2024, 13:05 ✶
– Och to nic wielkiego. Chciałbym, żeby wykonała Pani dla mnie taki właśnie wieniec, który można byłoby założyć na głowę i nie obawiać się tego, że gdy Bachus rzeczywiście nałoży na nią swoje błogosławieństwo, to liście strącą się, a grona opadną. – Rozsiadł się wygodniej, pozostawiając przed nią fotografie. – Kruszec jest dla mnie dowolny, choć sądzę, że owoce powinny być lśniące i wpadające w fiolet i czerń. Może nie onyksowe... – zamyślił się spoglądając ku oknom. Wiedział, że ów znajomy nienawidził czerni, a jednocześnie z lubością się nią otaczał, podobnie jak do Anthony'ego, który gdyby tylko mógł, wszystkie ściany utrzymywałby w bieli. – Na pewno nie czerwone. Rubiny absolutnie odpadają ze stawki, choćby te najciemniejsze. Jeśli chodzi o kruszec, zależy mi aby był tożsamy z pasem, ponieważ chciałbym z oczywistych względów komplet wieniec i pas. – Przyjemnie było pozostawić to niedopowiedzenie, czy pas miał być reprodukcją czy właśnie tym pasem, który widniał na fotografii. Mógł też w podobny sposób pozostawić jej wybór co do kamieni na grona, ale tu o dziwo z trudnością przychodziło mu odpuszczenie tak ważnego tematu. Pracując w OMSHMie znał doskonale specjalistów, którym powierzał różnorodne zadania. Teoretycznie znał możliwości Viorici, ale nigdy przecież nie pracowali tak bezpośrednio. Tak blisko siebie.
Tknięty impulsem sięgnął do jednej z przepastnych szuflad biurka i wyciągnął czarną teczkę, której treść pozostawiał w ukryciu dla swojego gościa. W długie palce ujął pierwszą kartkę i wydłużając nieco dystans między jej treścią a swoimi oczyma, z zastanowieniem przeskanował... coś.
– Wiem, że jest Pani osobą o wielu, wielu różnorodnych talentów, ale chciałby tylko upewnić się, że jest to w Pani zasięgu aby poza wykonaniem zapewnić jej lekkość i wydłużyć żywotność, czyż nie? – upewnił się, przenosząc stalowe tęczówki na kobietę, która nosiła w sercu obecnie tak wiele emocji. Urocza partnerka do tańca, musiał przyznać. Przez myśl przemknęło mu, że mógłby ja zabrać kiedyś do Meksyku, aby odwiedzili wspólnie kompleks świątynny w Teotihuacán, gdzie w jej sercu znajduje się niewielki i jakże bezczelnie chroniony zmumifikowany Quetzalcoatl. – Jak się pani czuje z pieczęciami? Czy jest to sztuka z którą jest pani zaznajomiona na zadowalającym poziomie? – To miała być rozmowa z jednorazowym zleceniem, ale zdecydowanie nie brzmiała tak, nie w tej chwili, nie gdy zadając to pytanie trzymał w rękach całą teczkę.
Tknięty impulsem sięgnął do jednej z przepastnych szuflad biurka i wyciągnął czarną teczkę, której treść pozostawiał w ukryciu dla swojego gościa. W długie palce ujął pierwszą kartkę i wydłużając nieco dystans między jej treścią a swoimi oczyma, z zastanowieniem przeskanował... coś.
– Wiem, że jest Pani osobą o wielu, wielu różnorodnych talentów, ale chciałby tylko upewnić się, że jest to w Pani zasięgu aby poza wykonaniem zapewnić jej lekkość i wydłużyć żywotność, czyż nie? – upewnił się, przenosząc stalowe tęczówki na kobietę, która nosiła w sercu obecnie tak wiele emocji. Urocza partnerka do tańca, musiał przyznać. Przez myśl przemknęło mu, że mógłby ja zabrać kiedyś do Meksyku, aby odwiedzili wspólnie kompleks świątynny w Teotihuacán, gdzie w jej sercu znajduje się niewielki i jakże bezczelnie chroniony zmumifikowany Quetzalcoatl. – Jak się pani czuje z pieczęciami? Czy jest to sztuka z którą jest pani zaznajomiona na zadowalającym poziomie? – To miała być rozmowa z jednorazowym zleceniem, ale zdecydowanie nie brzmiała tak, nie w tej chwili, nie gdy zadając to pytanie trzymał w rękach całą teczkę.