19.05.2024, 15:52 ✶
Drgnął, czując na swoim ciele dłoń Nicholasa. Jednak bardziej od dotyku jego dłoni zaskoczyły go usta Traversa na swojej skroni. Z tego co zdążył zaobserwować, mężczyzna nigdy nie okazywał czułości w ten sposób. Co się zmieniło? Czy to, że odsłonił przed nim część swojego życia, tajemnicę którą była choroba? Czy może chodziło o coś innego? To zaskoczenie wyraźnie odbiło się w jego stalowych oczach, chociaż przecież kilka godzin temu sam wykonał bardzo podobny gest. Zaraz jednak, na wspomnienie o przejażdżce, Lestrange zmarszczył nieco brwi. Czy jazda konna potrafiła męczyć? Sam potrafił wsiąść na konia, ba - potrafił utrzymać się w siodle, ale nie potrafiłby ruszyć sam z siebie. Nie potrafiłby koniem kierować, nie mówiąc już o abraksamie. Nie był więc pewny, czy taka forma aktywności była męcząca. Zakładał, że jednak była, bo utrzymanie się na żywym stworzeniu zmuszało mięśnie do jako takiej aktywności.
- Być może nie on bezpośrednio, ale mógł się do tego przyczynić - zauważył z niezadowoleniem, zgarniając swój kubek z herbatą. Nie był zazdrosny - Rodolphus miał tak wyjebane w kosmos ego, że nie brał w ogóle pod uwagę faktu, że Laurent Prewett mógłby być od niego lepszy, bardziej ciekawy. Był za to niezadowolony z faktu, że to po spotkaniu z nim Nicholas poczuł się gorzej. Wiedział, że choroba mogła atakować bez powodu, tak po prostu, ale nie do końca ufał w to, że tak było w tym przypadku. Być może faktycznie to te abraksamy. - Kojarzę.
Lestrange przeniósł się na kanapę i usiadł w pewnej odległości od Nicholasa, otaczając ciepły kubek dłońmi. Oczywiście, że kojarzył ten wywiad, przecież przed chwilą sam się nawet do niego odniósł. Nie kojarzył jednak, żeby po nim nastąpił atak na stadninę. Wiedział, czego i kogo wywiad dotyczył, a sugestywne spojrzenie Nicholasa tylko potwierdziło jego przypuszczenia.
- Chyba nie sądzisz, że ktoś od nas postanowiłby zaatakować konie ze skrzydłami, bo bogaty gówniarz postanowił nam nawtykać w gazecie? - parsknął. Wyobraził to sobie: wielki Lord Voldemort czyta gazetę, dociera do kolumny z wywiadem. Na jego bladej twarzy pojawia się wściekłość i wysyła swoją Prawą lub Lewą rękę po to, by... No właśnie, po co? Żeby kopnąć konia? Złamać mu skrzydło? Albo nakarmić zatrutą marchewką? Sama idea była tak absurdalna, że nie mógł powstrzymać się przed pokręceniem głową z rozbawieniem. Zaraz jednak spoważniał, bo coś w postawie Nicka sugerowało, że... To nie był taki absurd. - Mówisz poważnie?
- Być może nie on bezpośrednio, ale mógł się do tego przyczynić - zauważył z niezadowoleniem, zgarniając swój kubek z herbatą. Nie był zazdrosny - Rodolphus miał tak wyjebane w kosmos ego, że nie brał w ogóle pod uwagę faktu, że Laurent Prewett mógłby być od niego lepszy, bardziej ciekawy. Był za to niezadowolony z faktu, że to po spotkaniu z nim Nicholas poczuł się gorzej. Wiedział, że choroba mogła atakować bez powodu, tak po prostu, ale nie do końca ufał w to, że tak było w tym przypadku. Być może faktycznie to te abraksamy. - Kojarzę.
Lestrange przeniósł się na kanapę i usiadł w pewnej odległości od Nicholasa, otaczając ciepły kubek dłońmi. Oczywiście, że kojarzył ten wywiad, przecież przed chwilą sam się nawet do niego odniósł. Nie kojarzył jednak, żeby po nim nastąpił atak na stadninę. Wiedział, czego i kogo wywiad dotyczył, a sugestywne spojrzenie Nicholasa tylko potwierdziło jego przypuszczenia.
- Chyba nie sądzisz, że ktoś od nas postanowiłby zaatakować konie ze skrzydłami, bo bogaty gówniarz postanowił nam nawtykać w gazecie? - parsknął. Wyobraził to sobie: wielki Lord Voldemort czyta gazetę, dociera do kolumny z wywiadem. Na jego bladej twarzy pojawia się wściekłość i wysyła swoją Prawą lub Lewą rękę po to, by... No właśnie, po co? Żeby kopnąć konia? Złamać mu skrzydło? Albo nakarmić zatrutą marchewką? Sama idea była tak absurdalna, że nie mógł powstrzymać się przed pokręceniem głową z rozbawieniem. Zaraz jednak spoważniał, bo coś w postawie Nicka sugerowało, że... To nie był taki absurd. - Mówisz poważnie?