19.05.2024, 16:52 ✶
– Nie wiem czemu na nas poleciał w nocy, ale wywiało go z biblioteki, gdzie wcześniej tańczyliśmy kankana z Alastorami. Znaczy. Z boginami. Musiałam wtedy wpaść mu w oko pewnie i – wzięła głęboki i oburącz uderzyła się o kościste uda. Brat na pewno się ucieszy jak mu opowie co tu się odpierdoliło. Sprzątanie kurzu. A śmiał się, że nic tu po niej, skoro ich mieszkanie od zawsze wyglądało tak jak wyglądało.– Nie ma co czekać, zróbmy hałas.
Konkrety, najs. Wolała być przynętą, niż gryzipiórkiem, jakoś Windermere niczego jej nie nauczyło. Zeskoczyła z szafki, a jej twarz wykrzywiał równie piękny co złowieszczy uśmiech.
– No to chłopcy wyskakujcie z gumek, potrzebujemy balony, najlepiej z brokatem w środku, ale takie bez też przejdą. I żeby wisiały pod sufitem. I...– odwróciła się ku schodom, a oczy jej zaświeciły tym charakterystycznym błyskiem osoby, która może bezkarnie broić. To było pewne, że jeśli Moody by umarła (kolejny raz) zostałaby na 90% poltergeistem. – Będę potrzebowała drzwi. Takich wyjebanych z framugi.
Ściągnęła przez głowę elegancki sweterek, odsłaniając absolutnie nieelegancki, stanowczo na nią za duży, męski T-shirt. Z kieszeni wyciągnęła gumkę, choć zdecydowanie nie z rodzaju tych o które prosiła swoich kompanów. Na czubku głowy pojawił się motek czarnych włosów, niedbały ale skuteczny.
A potem przyzwała miotłę.
– Umiecie wyczarować sobie wuwuzelę? Musimy narobić w chuj hałasu. Ja sobie zjadę ze schodów na drzwiach w magicznym triatlonie, potem na miotłę do biblioteki po dwie książki i trzecia konkurencja to zbijanie balonów pod sufitem na holu. Liczę na Wasze głośne kibicowanie Erik licz mi czas. A jak nic się nie stanie, to Thomas założę się, że nie dasz rady powtórzyć mojego spektakularnego czasu. – Puściła do niego oczko, a potem wskoczyła na miotłę już po to, żeby pojawić się na szczycie schodów. – W wizji Morfiny się topiłam w stawie, więc na lajcie. Erik nie stój przy schodach, bo to Ty na nich skręcałeś kark ok? – dodała jeszcze, okazując drobinki rozsądku w szaleństwie w którym zamierzała się pogrążyć. Choć w sumie nie zamierzała. Ona od dawna już tam była. Nazwisko zobowiązywało.
Konkrety, najs. Wolała być przynętą, niż gryzipiórkiem, jakoś Windermere niczego jej nie nauczyło. Zeskoczyła z szafki, a jej twarz wykrzywiał równie piękny co złowieszczy uśmiech.
– No to chłopcy wyskakujcie z gumek, potrzebujemy balony, najlepiej z brokatem w środku, ale takie bez też przejdą. I żeby wisiały pod sufitem. I...– odwróciła się ku schodom, a oczy jej zaświeciły tym charakterystycznym błyskiem osoby, która może bezkarnie broić. To było pewne, że jeśli Moody by umarła (kolejny raz) zostałaby na 90% poltergeistem. – Będę potrzebowała drzwi. Takich wyjebanych z framugi.
Ściągnęła przez głowę elegancki sweterek, odsłaniając absolutnie nieelegancki, stanowczo na nią za duży, męski T-shirt. Z kieszeni wyciągnęła gumkę, choć zdecydowanie nie z rodzaju tych o które prosiła swoich kompanów. Na czubku głowy pojawił się motek czarnych włosów, niedbały ale skuteczny.
A potem przyzwała miotłę.
– Umiecie wyczarować sobie wuwuzelę? Musimy narobić w chuj hałasu. Ja sobie zjadę ze schodów na drzwiach w magicznym triatlonie, potem na miotłę do biblioteki po dwie książki i trzecia konkurencja to zbijanie balonów pod sufitem na holu. Liczę na Wasze głośne kibicowanie Erik licz mi czas. A jak nic się nie stanie, to Thomas założę się, że nie dasz rady powtórzyć mojego spektakularnego czasu. – Puściła do niego oczko, a potem wskoczyła na miotłę już po to, żeby pojawić się na szczycie schodów. – W wizji Morfiny się topiłam w stawie, więc na lajcie. Erik nie stój przy schodach, bo to Ty na nich skręcałeś kark ok? – dodała jeszcze, okazując drobinki rozsądku w szaleństwie w którym zamierzała się pogrążyć. Choć w sumie nie zamierzała. Ona od dawna już tam była. Nazwisko zobowiązywało.