19.05.2024, 17:40 ✶
Cieszył się, że podział obowiązków przebiegał sprawnie, tym bardziej, że ufał Erikowi w ochronie ich pleców jak nikomu innemu, Thomas zaś widać miał chyba jedne z największych szans na poradzenie sobie z runami, skoro wiedział o nich coś więcej, niż że istnieją i potrafią sparaliżować kończyny.
- To w takim razie ja pomogę Millie prowokować tego poltergeista. - Nadawał się akurat do takiej roboty.
Choć po chwili mocno się jednak nad tym zaczął zastanawiać.
Słuchał tego planu z coraz większym przekonaniem, że po pierwsze, to najdziwniejszy pomysł, jaki przyjdzie mu pewnie do tej pory wykonać, a przecież jeszcze wczoraj udawał z Millie narzeczeństwo, po drugie, dobrze że jednak Moody była z nimi, bo nikt inny nie wpadłby do wykonania aż tak wielkiego chaosu w tak krótkiej chwili.
- Tylko tak wiesz, bez konieczności późniejszej wizyty w Mungo jakbyś mogła. - Stwierdził, coraz bardziej przekonując się, że żadna z rzeczy która była elementem tego szaleńczego toru przeszkód nie łączyła się z przepisami BHP.
Koszulka była interesująca, jednak nie pochłonęła Thomasa tak jak próba nadążania za tym, co według Millie było do wykonania.
- Zamiast wuwucośtam możemy ewentualnie użyć podkładu z mojej gitary? - zaproponował, bo tak się akurat składało, że słysząc sprzątanie posiadłości bardziej nastawiał się na wieczorne ognisko z kiełbaskami w miłym towarzystwie, a nie ganianie, za cóż, cholernymi duchami. Ale widać tachanie instrumentu może nie poszło na marne.
Ha, wiedziała, jak go wziąć pod włos.
Zmrużył oczy, czując, że tym razem znów nie da jej wygrać przekomarzań i również przyzwał miotłę, czując, że zapewne robi głupio, ale jeśli miało to pomóc w złapaniu ducha, to może się poświęcić.
Zresztą, jemu śmierci chyba jeszcze nie wywróżono, a przynajmniej nikt mu o niczym nie wspomniał. Albo nie było o czym, albo ktoś nie chciał go martwić, tak czy siak zdecydowanie miał mniej wątpliwości.
- Iść po te drzwi? - Balonów jakoś nie miał zamiaru się tykać, bo według słów Millie chyba nie miał przy sobie odpowiedniego składnika do ich transmutowania.
- To w takim razie ja pomogę Millie prowokować tego poltergeista. - Nadawał się akurat do takiej roboty.
Choć po chwili mocno się jednak nad tym zaczął zastanawiać.
Słuchał tego planu z coraz większym przekonaniem, że po pierwsze, to najdziwniejszy pomysł, jaki przyjdzie mu pewnie do tej pory wykonać, a przecież jeszcze wczoraj udawał z Millie narzeczeństwo, po drugie, dobrze że jednak Moody była z nimi, bo nikt inny nie wpadłby do wykonania aż tak wielkiego chaosu w tak krótkiej chwili.
- Tylko tak wiesz, bez konieczności późniejszej wizyty w Mungo jakbyś mogła. - Stwierdził, coraz bardziej przekonując się, że żadna z rzeczy która była elementem tego szaleńczego toru przeszkód nie łączyła się z przepisami BHP.
Koszulka była interesująca, jednak nie pochłonęła Thomasa tak jak próba nadążania za tym, co według Millie było do wykonania.
- Zamiast wuwucośtam możemy ewentualnie użyć podkładu z mojej gitary? - zaproponował, bo tak się akurat składało, że słysząc sprzątanie posiadłości bardziej nastawiał się na wieczorne ognisko z kiełbaskami w miłym towarzystwie, a nie ganianie, za cóż, cholernymi duchami. Ale widać tachanie instrumentu może nie poszło na marne.
Ha, wiedziała, jak go wziąć pod włos.
Zmrużył oczy, czując, że tym razem znów nie da jej wygrać przekomarzań i również przyzwał miotłę, czując, że zapewne robi głupio, ale jeśli miało to pomóc w złapaniu ducha, to może się poświęcić.
Zresztą, jemu śmierci chyba jeszcze nie wywróżono, a przynajmniej nikt mu o niczym nie wspomniał. Albo nie było o czym, albo ktoś nie chciał go martwić, tak czy siak zdecydowanie miał mniej wątpliwości.
- Iść po te drzwi? - Balonów jakoś nie miał zamiaru się tykać, bo według słów Millie chyba nie miał przy sobie odpowiedniego składnika do ich transmutowania.