19.05.2024, 17:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.05.2024, 17:54 przez Millie Moody.)
Bardzo pilnowała się, żeby nic nie powiedzieć. Gryzła policzki aż do krwi, żeby nie wypaplać się przy Brennie, była najmniejszą z małych Mi, żeby nie przyciągać na siebie uwagi osoby, której jedno słowo mogłoby odesłać ją do Londynu. A pewnie by się tak wydarzyło, bo jednak kilka boginów, to nie ten sam poziom zagrożenia, co dom wypchany morderczymi zagadkami i poltereczkiem.
Ale w środku ogień Millie płonął. Być może to była kwestia tego, że odstawiła leki nikomu nic nie mówiąc.
Musieli poczekać do świtu, ale szczerze wątpiła by mogła się wyciszyć i powrócić w objęcia hehe pewnego bożka od spania. Dorzucił się do tego mocno jeszcze jeden szczegół, jeszcze jeden detal. Gdy byli już na sam na sam z Morpheusem złapała go za ramie, wczepiła mocno, wgapiając się w jego twarz szeroko rozwartymi oczami.
– Erik schody, Brenna półki, a ja... ja mam uważać na staw prawda? – zapytała szeptając w absolutnym przedawkowaniu emocji, ale nie był to strach o nie! Bo jeśli śnił o krzywdzie bliskich, jeśli ona śniła to samo... Kto wie, może Beltane przyniosło jej coś, co w końcu pobudziło krew Trelawneyów do działania? I gdy skinął głową, w powadze, w milczeniu, z zaciśniętymi ustami, ona wiedziała i nie potrzebowała do tego w pełni rozbudzonego daru, że tej nocy nie zaśnie. Ten zakup był NAJLEPSZĄ decyzją Brenny, podobnie jak ściągnięcie Moody tutaj. I choćby Zakon miał odpuścić, to ona ukochała Księżycowy Staw ponad wszystko, gotowa nazajutrz sprowadzić tu wszystkie swoje śmieci. I trzeba będzie ze stawu wyłowić trupy i wdupić tam ryby. Żeby Alastor miał więcej powodów, aby tu przyjeżdżać...
Ale w środku ogień Millie płonął. Być może to była kwestia tego, że odstawiła leki nikomu nic nie mówiąc.
Musieli poczekać do świtu, ale szczerze wątpiła by mogła się wyciszyć i powrócić w objęcia hehe pewnego bożka od spania. Dorzucił się do tego mocno jeszcze jeden szczegół, jeszcze jeden detal. Gdy byli już na sam na sam z Morpheusem złapała go za ramie, wczepiła mocno, wgapiając się w jego twarz szeroko rozwartymi oczami.
– Erik schody, Brenna półki, a ja... ja mam uważać na staw prawda? – zapytała szeptając w absolutnym przedawkowaniu emocji, ale nie był to strach o nie! Bo jeśli śnił o krzywdzie bliskich, jeśli ona śniła to samo... Kto wie, może Beltane przyniosło jej coś, co w końcu pobudziło krew Trelawneyów do działania? I gdy skinął głową, w powadze, w milczeniu, z zaciśniętymi ustami, ona wiedziała i nie potrzebowała do tego w pełni rozbudzonego daru, że tej nocy nie zaśnie. Ten zakup był NAJLEPSZĄ decyzją Brenny, podobnie jak ściągnięcie Moody tutaj. I choćby Zakon miał odpuścić, to ona ukochała Księżycowy Staw ponad wszystko, gotowa nazajutrz sprowadzić tu wszystkie swoje śmieci. I trzeba będzie ze stawu wyłowić trupy i wdupić tam ryby. Żeby Alastor miał więcej powodów, aby tu przyjeżdżać...
Koniec sesji