Miała po prostu pewne obawy, wynikające z proszenia o pomoc, bo było to dla niej coś nietypowego. Zupełnie nowa sytuacja, w której próbowała się jakoś odnaleźć. Nie miała jak zwyczajowo reagują ludzie w takiej sytuacji, samej zdarzało jej się pomagać innym, jednak nigdy sama nie musiała prosić. Było to w pewien sposób dla niej upokarzające. Nie znosiła tego uczucia. Wiedziała jednak, że inaczej może sobie w tej chwili nie poradzić, bo problem był, aż nadto złożony.
- Co racja to racja, dlatego mawiają, żeby zawsze wziąć jeszcze jeden dzień wolnego, żeby odpocząć po urlopie. - Sama nie do końca wiedziała, jak to działa, bo dawno nie była na urlopie, zresztą w jej sytuacji wyglądało to zupełnie inaczej, bo pracowała, kiedy miała na to ochotę. Bycie swoim własnym szefem miało swoje zalety.
Normalnie zapewne zaczęłaby go wypytywać o to, gdzie był na urlopie, z kim i co ciekawego robił. Teraz jednak nie miała głowy do takiej rozmowy, na pewno wróci do tematu, gdy ta cała sytuacja nieco się ustabilizuje, chociaż może zapomni. Miała nadzieję, że nie będzie miał jej tego za złe, ale dzisiaj trochę nie była sobą.
- Czy ja wiem, czy dobrze, uwielbiam lato za to, że można spać pod gołym niebem, już niedługo będę mogła zostawać w lasach bez tych wszystkich rzeczy. - Nie będzie musiała wracać do domu, czasem, podczas długich polowań było to kłopotliwe, szczególnie, kiedy musiała nosić na swoich własnych barkach cały sprzęt.
Znaleźli się wreszcie w Snowdonii - jej domu. Cisza, jaka ich przywitała koiła zmysły, była tak bardzo różna od tego, co można było zastać o tej porze w Londynie. Do tego niebo - pełne gwiazd, istny spektakl rozgrywał się im nad chmurami. Czasem za tym tęskniła, trochę, jakby znaleźli się w zupełnie innym świecie. - Ten las nie jest, aż taki straszny, ale rozumiem z czego wynikają złe wspomnienia. - Wiedziała, że dla większości osób lasy są miejscem, które wzbudza lęk, szczególnie ich wnętrze, gdzie docierały resztki promieni słonecznych, gdzie można było spotkać stworzenia, które nie były przyjaźnie nastawione na obcych przybyszy. Dla niej to było zupełnie naturalne środowisko, została wychowana, by radzić sobie w nim bez lęku.
- Dziwnym trafem nie pojawia się nigdy, kiedy obok jest ojciec, tak, jakby nie chciał go spotkać. - Nie próbowała go zaciągnąć jeszcze przed jego oblicze siłą, a może powinna? - Chodźmy do środka, może będziemy mieli szczęście i będzie po prostu w swojej sypialni, jeśli nie stawiam na stajnię, podobno trochę za bardzo lubi stajennego. - Widziała, jak na siebie patrzą, to mogło sugerować, że spędzają ze sobą zdecydowanie więcej czasu, niż mogło się wszystkim wydawać.