24.12.2022, 01:57 ✶
Cóż, tak, do zaręczyn było jeszcze sporo czasu. Ale i tak mówili o sobie, myśleli o sobie i traktowano ich jak parę narzeczonych – a przynajmniej w tym gronie, w którym było to wiadome. Bo tak formalnie to teraz byli dla siebie… kim. Parą przyrzeczonych sobie, którzy zostaną narzeczonymi? Obiecanych sobie? Jakkolwiek tego nie nazwać, zapowiadało się niewinnie, ale było to już dość poważne. I to od pierwszego spotkania. Na tyle poważne, że dwa narzekania Victorii, nie poparte żadnym zerwaniem układu, i już interweniowali rodzice, żeby na pewno wszystko gładko poszło.
- No tak, typowo – wcale nie wiedziała, czy typowo. Nie miała żadnej wiedzy jeśli chodzi o śledztwa mugoli i do tej pory mało ją interesowały. I nadal by tak pozostało, gdyby nie sprawa, która spędzała jej sen z powiek, i to niemalże dosłownie. Sprawą się więc zainteresowała na tyle, że po potwierdzeniu Sauriela, że może je sobie wziąć, położyła je równo na biurku, przygotowując do tego, żeby je później zabrać do domu. - Dzięki.
Oczywiście, że miała mapę. Wyciągnęła ją spod stosiku papierów, przy okazji niszcząc małą wieżyczkę, którą zręcznie złapała i szybciutko ułożyła na nowo. Na mapie znakami X i kółkami były zaznaczone miejsca, w których znaleziono zwłoki i gdzie cuchnęło czarną magią. Tori nachyliła się nad kartą, kiedy Sauriel wskazał jej palcem miejsce. Oczywiście, nie miało to wiele wspólnego z miejscami mordów, ale to nic nie znaczyło – bo czarodzieje mogli się teleportować, w przeciwieństwie do mugoli. I spojrzała też na to, co znajduje się w okolicy. W zasadzie nic podejrzanego.
- Nie trafi. Jesteś informatorem. Oczywiście będziemy musieli sprawdzić twoją wiarygodność, to nic osobistego, takie procedury, ale spokojnie. Nigdzie twoje nazwisko nie padnie. A dlaczego tutaj jesteś to akurat bardzo jasne, prawda? Bardzo martwisz się, że ostatnio nie mam dla ciebie czasu – uśmiechnęła się niemalże ironicznie. Niemalże. - Znasz tą okolicę? Jest tam coś wartego uwagi? – zapytała po chwili, gdy znowu przez jakiś czas gapiła się w mapę. - No tak, to dość oczywiste… Więc tak spędzasz swoje dnie? – nie powiedziała tego z kpiną. Właściwie to lawirowała pomiędzy sprawą biznesową a prywatnymi zajęciami Sauriela dość gładko i jej ton zabrzmiał jakby rzeczywiście kryła się tam nuta ciekawości, albo i zmartwienia.
Zastanawiała się teraz jak to ugryźć. Jak przedstawić to szefowi, żeby jednocześnie nie wkopać Sauriela i nie musieć iść tam samotnie po godzinach pod przykrywką. Bo to nie było zbyt bezpieczne, a ona całkiem lubiła swoje życie.
- No tak, typowo – wcale nie wiedziała, czy typowo. Nie miała żadnej wiedzy jeśli chodzi o śledztwa mugoli i do tej pory mało ją interesowały. I nadal by tak pozostało, gdyby nie sprawa, która spędzała jej sen z powiek, i to niemalże dosłownie. Sprawą się więc zainteresowała na tyle, że po potwierdzeniu Sauriela, że może je sobie wziąć, położyła je równo na biurku, przygotowując do tego, żeby je później zabrać do domu. - Dzięki.
Oczywiście, że miała mapę. Wyciągnęła ją spod stosiku papierów, przy okazji niszcząc małą wieżyczkę, którą zręcznie złapała i szybciutko ułożyła na nowo. Na mapie znakami X i kółkami były zaznaczone miejsca, w których znaleziono zwłoki i gdzie cuchnęło czarną magią. Tori nachyliła się nad kartą, kiedy Sauriel wskazał jej palcem miejsce. Oczywiście, nie miało to wiele wspólnego z miejscami mordów, ale to nic nie znaczyło – bo czarodzieje mogli się teleportować, w przeciwieństwie do mugoli. I spojrzała też na to, co znajduje się w okolicy. W zasadzie nic podejrzanego.
- Nie trafi. Jesteś informatorem. Oczywiście będziemy musieli sprawdzić twoją wiarygodność, to nic osobistego, takie procedury, ale spokojnie. Nigdzie twoje nazwisko nie padnie. A dlaczego tutaj jesteś to akurat bardzo jasne, prawda? Bardzo martwisz się, że ostatnio nie mam dla ciebie czasu – uśmiechnęła się niemalże ironicznie. Niemalże. - Znasz tą okolicę? Jest tam coś wartego uwagi? – zapytała po chwili, gdy znowu przez jakiś czas gapiła się w mapę. - No tak, to dość oczywiste… Więc tak spędzasz swoje dnie? – nie powiedziała tego z kpiną. Właściwie to lawirowała pomiędzy sprawą biznesową a prywatnymi zajęciami Sauriela dość gładko i jej ton zabrzmiał jakby rzeczywiście kryła się tam nuta ciekawości, albo i zmartwienia.
Zastanawiała się teraz jak to ugryźć. Jak przedstawić to szefowi, żeby jednocześnie nie wkopać Sauriela i nie musieć iść tam samotnie po godzinach pod przykrywką. Bo to nie było zbyt bezpieczne, a ona całkiem lubiła swoje życie.