Wood jak zawsze towarzyszyła Brennie w pracy. Ubrana w typowy dla brygadzistów mundur szła obok niej, również nie do końca zadowolona z przebiegu sprawy. Szkoda, że nie zrobiły porządku z kolejnym złoczyńcom, jeszcze nie mogła się przyzwyczaić do tego, że nie zawsze im się to udawało.
Nie, żeby zależało jej na zamknięciu go równie bardzo co Brennie, skoro ta złożyła anonimowy donos, to pewnie bardziej od niej odebrała tę porażkę.
- Sama wiesz, jak jest, nasz świat czasem zachowuje się jakby utknął gdzieś w przeszłości, nie tylko w temacie kłusowników. - W różnych dziedzinach życia zdarzało jej się łapać na tym zacofaniu, zresztą samo to, w czym bardzo mocno tkwiły - konflikt o czystość krwi był przecież jedną z takich rzeczy. Czarodzieje mogliby zacząć myśleć zdecydowanie bardziej nowocześnie, jak widać, nie zawsze się to udawało, a szkoda. Świat byłby wtedy piękniejszy, a życie prostsze.
Pokątna wydawała się być jednym z najbardziej bezpiecznych miejsc na mapie Londynu. Kręciło się tu wiele patroli, co zresztą między innymi zawdzięczano im dwóm, bo przecież, czy nie przemierzały właśnie tej ulicy? Do tego było to jedno z bardziej tłocznych miejsc. Nawet rano kręcili się tu różni dostawcy, nie tak łatwo było popełnić przestępstwo właśnie na tej ulicy. Oczywiście, gdyby ktoś się bardzo postarał, to pewnie mógłby to zrobić, no ale były miejsca, w których zdecydowanie łatwiej było robić niegodziwe rzeczy.
Oczywiście to poczucie bezpieczeństwa nie wystarczało, żeby Ruda straciła swoją czujność. Była w pracy, musiała rozglądać się na boki za ewentualnymi przestępcami.
Brenna zatrzymała się w pewnej chwili, ręką sięgnęła do jej ramienia, przez co i Wood stanęła w miejscu. Odruchowo sięgnęła po różdżkę, nie do końca wiedząc, czego może się spodziewać, nie widziała jeszcze, co jej partnerka dostrzegła w tej bocznej uliczce, bo przecież znajdowała się krok za nią.
- Będę krok za tobą. - Nie zamierzała oczywiście zostać u wejścia alejki, wiedziała, że z Brenną nie ma co dyskutować, więc zgodziła się na to, by pozostać nieco z tyłu, oczywiście na swoich własnych warunkach.
Dopiero wtedy zauważyła, że ktoś tam leży. Pewnie zabalował wczoraj za bardzo i pomylił bruk z łóżkiem - zdarzało się to najlepszym.
Trzymała różdżkę w gotowości, gdyby tylko Brenna potrzebowała pomocy mogłaby zareagować od razu. Ciągle stała za nią. Zdziwiło ją to, że najwyraźniej znała tego mężczyznę, nie spowodowało to jednak, że schowała różdżkę, kto wie, co właściwie mogło się wydarzyć.
Pomóż. Gdy tylko usłyszała te słowa znalazła się u boku przyjaciółki, aby udzielić jej wsparcia. Nachyliła się nad mężczyzną, by pomóc mu się podnieść, nie wiedziała, jak bardzo jest z nim źle. - Potrzebujemy medyków? - Zapytała jeszcze Brenny.