19.05.2024, 21:36 ✶
Kalejdoskop sytuacji oraz emocji przewija się przez kobiecą głowę. Krótka chwila trwa, jej palce znajdują się na jego ramieniu zaś całe to zdarzenie kobieta traktuje niczym… Eksperyment. Coś w rodzaju sprawdzenia granic, wybadania czy te niewielkie gesty są w stanie wpływać na Roberta Mulcibera. A może zwyczajnie było to częścią gry, w którą bezwiednie grali podczas tych negocjacji? Te rozważania odsuwa na jedną z bezsennych nocy które w ostatnich miesiącach przychodzą do niej aż nazbyt często.
Nie to było celem tego spotkania.
Uśmiecha się delikatnie pod nosem, gdy słyszy odpowiedź. Dokładnie taką, jakiej się spodziewała - bezpieczną, do bólu konkretną, skupioną na celu, który wisiał nad nim niczym marchew napędzająca do działania.
- Nie porzucę dla ciebie pracy, stąd moje pytanie. - Przyznaje, jednocześnie odwraca się tak, by widzieć męską twarz. Kilka lat temu, w tym dawnym świecie ruszyła by za nim w ogień. Z małżeństwa wyciągnęła jedną lekcję - najważniejsza jest ona sama. - Prowadzę projekt, który muszę doprowadzić do końca… - Dodaje i tym samym zapewnia o swoim profesjonalizmie. Nie chodziło o urazę czy dawne żale lecz fakt, iż jeśli Vera Travers coś zaczyna potrzeba niezwykle wielkiej siły, aby ją od tego odwieść.
Układa usta w dzióbek, będący wyrazem skrajnego niezadowolenia.
- Czasopiśmie? Nie musisz darzyć mnie sympatią, liczyłam jednak na odrobinę szacunku… - Cmoka, z zawodem kręcąc głową, zupełnie jakby karciła niesforne szczenię. Ostatnie lata obfitowały w nowe doświadczenia, również te z wszelakiego rodzaju czasopismami. Nie żywi sympatii do czytadeł naukowych, mimo iż jej własne dzieła niejednokrotnie zdobiły ich stronice. Doświadczenie mówi jasno, że jest na to stanowczo za dobra. Nie jest pewna, czy Robert zdaje sobie z tego sprawę, podejrzewa jednak, że doskonale przygotował się do przedsięwzięcia i prowadzonej właśnie rozmowy.
- Kto jest twoim wspólnikiem? Pracujecie we dwójkę czy w projekt zaangażowany jest ktoś jeszcze? - Pyta, ponownie robiąc kilka kroków po pomieszczeniu. Nie jest już tą samą ufną kobietą co kilka lat temu. Śmierć Mannana jak i zabójstwo jej ojca odcisnęły na niej piętno. Odebrały umiejętność obdarzenia zaufaniem, zwłaszcza w projektach których moralność można byłoby poddać w wątpliwości. Wie, że zabójca ojca może iść jej śladami, co stale podszeptuje jej, iż powinna być ostrożna…
- Nie wiem, czy umiem ci zaufać. - Przyznaje opuszczając gardę i wykładając część swojej talii na stół. I choć pozornie zaufanie może wydawać się kwestią drugorzędną tak mieli pracować nad tematem wrażliwym.
Tematem, który mógł ściągnąć na nich kłopoty.
Nie to było celem tego spotkania.
Uśmiecha się delikatnie pod nosem, gdy słyszy odpowiedź. Dokładnie taką, jakiej się spodziewała - bezpieczną, do bólu konkretną, skupioną na celu, który wisiał nad nim niczym marchew napędzająca do działania.
- Nie porzucę dla ciebie pracy, stąd moje pytanie. - Przyznaje, jednocześnie odwraca się tak, by widzieć męską twarz. Kilka lat temu, w tym dawnym świecie ruszyła by za nim w ogień. Z małżeństwa wyciągnęła jedną lekcję - najważniejsza jest ona sama. - Prowadzę projekt, który muszę doprowadzić do końca… - Dodaje i tym samym zapewnia o swoim profesjonalizmie. Nie chodziło o urazę czy dawne żale lecz fakt, iż jeśli Vera Travers coś zaczyna potrzeba niezwykle wielkiej siły, aby ją od tego odwieść.
Układa usta w dzióbek, będący wyrazem skrajnego niezadowolenia.
- Czasopiśmie? Nie musisz darzyć mnie sympatią, liczyłam jednak na odrobinę szacunku… - Cmoka, z zawodem kręcąc głową, zupełnie jakby karciła niesforne szczenię. Ostatnie lata obfitowały w nowe doświadczenia, również te z wszelakiego rodzaju czasopismami. Nie żywi sympatii do czytadeł naukowych, mimo iż jej własne dzieła niejednokrotnie zdobiły ich stronice. Doświadczenie mówi jasno, że jest na to stanowczo za dobra. Nie jest pewna, czy Robert zdaje sobie z tego sprawę, podejrzewa jednak, że doskonale przygotował się do przedsięwzięcia i prowadzonej właśnie rozmowy.
- Kto jest twoim wspólnikiem? Pracujecie we dwójkę czy w projekt zaangażowany jest ktoś jeszcze? - Pyta, ponownie robiąc kilka kroków po pomieszczeniu. Nie jest już tą samą ufną kobietą co kilka lat temu. Śmierć Mannana jak i zabójstwo jej ojca odcisnęły na niej piętno. Odebrały umiejętność obdarzenia zaufaniem, zwłaszcza w projektach których moralność można byłoby poddać w wątpliwości. Wie, że zabójca ojca może iść jej śladami, co stale podszeptuje jej, iż powinna być ostrożna…
- Nie wiem, czy umiem ci zaufać. - Przyznaje opuszczając gardę i wykładając część swojej talii na stół. I choć pozornie zaufanie może wydawać się kwestią drugorzędną tak mieli pracować nad tematem wrażliwym.
Tematem, który mógł ściągnąć na nich kłopoty.