Geraldine,
cóż, wszystko wskazuje na to, że mieszka obok mnie na Pokątnej…
Z początku myślałam, że to jakieś dziecko sobie robi kawały, wiesz, ktoś dzwonił i pukał do drzwi, a tam nikogo nie było. Ale potem do tego doszły jakieś… Jakaś muzyka do tańców godowych chyba. Wrzaski, ryki, dźwięki jakby ktoś walił metalowymi łyżkami we wszystkie garnki w domu, a do tego chyba jeszcze afrykańskie bębny, całkowita kakofonia. Dziwie się, że nie widziałam z balkonu żadnego rytualnego ogniska.
Było jeszcze darcie ryja w środku nocy, że trzeba obalić rząd. Zarządca tej drugiej kamienicy powiedział mi, że mieszka tam Thoran Yaxley.
Zastanawiałam się po prostu czy to jakaś Twoja bliska rodzina i nie obraź się, ale Thoran nie zachowuje się jak Twój bliźniak. Właściwie to zachowuje się tak bardzo niepodobnie do Ciebie, że naprawdę myślałam, że to może być jakiś bardzo daleki krewny, a na ile miałam do czynienia z bliźniętami, to na pewien sposób są do siebie dość podobne. Może naprawdę coś mu się stało, kiedy zaginął…
Najdziwniejsze jest tylko to, że nikt prócz mnie nie skarży się na te hałasy – a to już trwa jakiś czas. Ale skoro to Twój brat, to postaram się dowiedzieć, o co tutaj chodzi. Jak się czegoś dowiem, to dam Ci znać.
PS. Nie szukam męża.