20.05.2024, 12:34 ✶
Obrzucił Brennę czujnym spojrzeniem. Dalej była trochę blada i ogólnie wyglądała, jakby przeszła przez wiele, ale nie słaniała się na nogach, ani nie wyglądała, jakby miała zaraz zemdleć, więc było dobrze. Nigdzie też nie widział przesiąkającej koszulkę krwi, a specjalnie dal jej białą, tak by łatwo było to zauważyć.
– Jak się czujesz? – spytał wstając ze swojego miejsca, jednocześnie wskazując głową na krzesło obok, aby usiadła. Sam Prewett całkiem nieźle potrafił maskować niewspanie. Owszem, pewnie wyglądał nieco bardziej, niż zazwyczaj, jakby potrzebował kilku dodatkowych godzin snu (a kiedy ich nie potrzebował?), ale siedział już ubrany z mniej więcej ogarniętymi włosami, chociaż jeden zakręcony kosmyk uparcie wisiał mu nad czołem. Uśmiechnął się nieco słysząc jej dalsze słowa. – Chcesz mi się odwdzięczyć posyłaniem mnie na tamten świat? Dziękuję, ale nie trzeba. Nóż jest zabezpieczony w moim gabinecie. Nie sprawiał dodatkowych problemów. Jesteś głodna? Zrobiłem śniadanie. I poważnie Brenno... Nie jesteś mi nic winna. Zwłaszcza, że na dobrą sprawę uratowałaś mnie przed bardzo złą randką.
Podszedł do lodówki, by wyjąć z niej gotowe naleśniki i postawił je na stole. Zerknął na Brennę. Na Matkę, to co właśnie chciał jej powiedzieć, brzmiało tak głupio i dziecinnie. Może to jednak był przypadek, a wczorajsza data nie miała szczególnego znaczenia? No bo jednak byłoby to trochę żenujące, gdyby Los naprawdę postanowił płatać im figle w tak nieśmieszną datę. A powinien jej powiedzieć. W końcu dostała wczoraj rytualnym sztyletem w bok.
– Brenno... – zaczął ostrożnie, wbijając wzrok w naleśniki. – Wiesz jaka wczoraj była data?
– Jak się czujesz? – spytał wstając ze swojego miejsca, jednocześnie wskazując głową na krzesło obok, aby usiadła. Sam Prewett całkiem nieźle potrafił maskować niewspanie. Owszem, pewnie wyglądał nieco bardziej, niż zazwyczaj, jakby potrzebował kilku dodatkowych godzin snu (a kiedy ich nie potrzebował?), ale siedział już ubrany z mniej więcej ogarniętymi włosami, chociaż jeden zakręcony kosmyk uparcie wisiał mu nad czołem. Uśmiechnął się nieco słysząc jej dalsze słowa. – Chcesz mi się odwdzięczyć posyłaniem mnie na tamten świat? Dziękuję, ale nie trzeba. Nóż jest zabezpieczony w moim gabinecie. Nie sprawiał dodatkowych problemów. Jesteś głodna? Zrobiłem śniadanie. I poważnie Brenno... Nie jesteś mi nic winna. Zwłaszcza, że na dobrą sprawę uratowałaś mnie przed bardzo złą randką.
Podszedł do lodówki, by wyjąć z niej gotowe naleśniki i postawił je na stole. Zerknął na Brennę. Na Matkę, to co właśnie chciał jej powiedzieć, brzmiało tak głupio i dziecinnie. Może to jednak był przypadek, a wczorajsza data nie miała szczególnego znaczenia? No bo jednak byłoby to trochę żenujące, gdyby Los naprawdę postanowił płatać im figle w tak nieśmieszną datę. A powinien jej powiedzieć. W końcu dostała wczoraj rytualnym sztyletem w bok.
– Brenno... – zaczął ostrożnie, wbijając wzrok w naleśniki. – Wiesz jaka wczoraj była data?