— Podjąłbym to jako obrazę, gdybyś mi tego nie zleciła, Geraldine. A przyszłość nie jest wykuta w kamieniu. O ile nie jest to głos samych bogów, wszystko może się zmienić, a wiedziałabyś, gdyby to była przepowiednia. Ja bym o niej wiedział. Dowiem się, czego potrzebuję, czego ty potrzebujesz, spotkamy się tutaj jutro rano? — Najwyraźniej mężczyzna zamierzał spędzić całą noc na rozwiązaniu sprawy, którą mu powierzyła. Ustalili termin i godzinę, gdzie opowie jej, czego się dowiedział, co okrasił uspokajającym uśmiechem. Dojadł frytkę, zmył tłusty smak resztą whisky i podniósł się z niewygodnego siedziska. Czarna szata zaszemrała, zapowiadając pożegnanie.
Stojąc już, nachylił się do Geraldine, ujął jej policzek w dłoń i ucałował ją w czoło. Pocałunek dla martwych w niektórych religiach, ale jemu nie o to chodziło. Sądził, że przez swój wzrost i prezencję potężnej wojowniczki, rzadko kobieta ma okazję do tej czułości, gdy ktoś deklaruje opiekę nad nią i jest delikatny wobec jej istnienia.
Kapusta (zazdrość przyczyną kłopotów)
Zanim zostawił ją z myślami, oczekiwaniem, nadpitą butelką whisky i połową koszyczka frytek (o piwie nie wspominając), zauważył plamę na stoliku. Przypominała mu dziwnie... Kapustę. Na szczęście, nie chodziło wcale o dzieci, które się z niej brały, bo sam zacząłby się obawiać, czy nie jest to wróżba dla ich obojga na przyszłość, znając ich upodobania. Nie, chodziło o coś innego.
— Unikaj zazdrości, może ci przynieść więcej kłopotów, a bogowie wiedzą, że ich więcej nie potrzebujesz. Przeżyj.
Odszedł, zabierając za sobą kadzidlany zapach swojej wody kolońskiej, ale zasadzając między jej żebrami nadzieję tego, że nie wszystko jeszcze zostało stracone i jej serce będzie biło na przekór dniom i przewidywaniom jasnowidzów. Może tym razem jego czarna szata była dobrym omenem.