Na świat spogląda się tylko raz, w dzieciństwie. Reszta to tylko wspomnienie. Ludzie mogą wtedy bawić się dużo radośniej, bo nic nie było naznaczone bliznami i pocałunkami minionego czasu. Teraz gdy wspominał ananasy, przypominało mu się, jak zwinęli jednego z hogwarckiej kuchni, czwórka jeźdźców apokalipsy, podzielił je na cztery, nieszczególnie równe części, słodki sok spływał po ich dłoniach, przedramionach, na posadzce Łazienki Prefektów. Ten ananas uczynił ich wszystkich tak radosnymi, nawet jeśli stres nadchodzących egzaminów i oczekiwań rodziny pożerał ich żywcem. Oni pożerali wtedy słodki miąższ i wymieniali się informacjami o tym owocu. O tym, że trzymany na języku, zaczyna rozpuszczać białka mięśnia, dlatego nieco piecze, jedzony, że oznacza pomyślność i szczęście w wielu kulturach, o tym, że odwrócony sugeruje sprośne zachowania małżeńskie.
Żadne z nich nie było wojownikiem, ale potrafili walczyć w tandemie. Smoczy Król i jego Lwie Serce. Słowo orężem, w przypadku Antoniusza. Za jego plecami upojony winem i sytuacją, zdeterminowany Morpheus, rzucił zaklęcie. Sięgnął do źródeł, których zwykle nie naruszał, ale teraz wydały mu się najbardziej odpowiednie. Początkowo, ze złośliwą radością, chciał zmienić oficera policji w porcelanowy czajniczek i puścić go jeziorem w siną dal, ale w otrzeźwieniu uznał, że nie dość, że złamałby tym prawo o ukrywaniu magii, ale też prawdopodobnie go zamordował. A przecież mężczyzna nie był winny społeczeństwu, które go wychowało na nienawistną duszę. Dlatego cisowa różdżka poruszyła się subtelnie z innym zamiarem. Zamiarem narzucenia na niego zapomnienia.
Sukces!
Akcja nieudana
Policjant, trafiony zaklęciem prosto w klatkę piersiową, otrząsnął się, popatrzył w dal, zamrugał kilkukrotnie, potarł oczy i wymamrotał coś o zmęczeniu i nadgodzinach, obrócił się na pięcie i odszedł, ignorując zupełnie dwóch czarodziejów. Morpheus wyraźnie odetchnął, gdy tamten zniknął im z oczu i spojrzał w na zadymione niebo, które ledwie pokazywało gwiazdy, gdy ruszyli w stronę jednej z ławeczek, po przeciwnej stronie brzegu do tego, gdzie zniknął policjant. Usiedli na niej wygodnie, kukułka i smok.
— Cieszę się, że ciebie mam, wiesz o tym? Nawet jeśli nasze życia nigdy nie zapewnią nam szczęścia w miłości, będziemy zawsze mieli siebie — westchnął z nostalgią i nadzieją. Zapalił papierosa i zaciągnął się nim. Dym ofiarny dla bogów w podzięce za ten wieczór, jakkolwiek chaotyczny nie był jego początek.