Mężczyzna stanowczo stwierdził, że nie potrzebuje medyka. Heath trochę w to powątpiewała, nie zamierzała jednak decydować o tym, czy kogoś poinformują. Brenna najwyraźniej go znała, decyzja należała do niej, to w jaki sposób postąpią. Ruda wolała nie decydować w przypadku, gdy chodziło o znajomych jej partnerki, oczekiwałaby podobnej możliwości, gdyby przyszło im zbierać kogoś od niej. Niby wiadomo, prawo prawem, jednak kiedy chodziło o znajomych zawsze można było przykmnąć oko na pewne sprawy, szczególnie gdy nie wydawali się być winnymi. Ten tutaj najwyraźniej tylko mocniej oberwał.
- Jasne, że pomogę. - Skoro Longbottom o to prosiła, to nie miała innego wyjścia. Musiała pomóc swojej partnerce, przecież od tego ją miała.
Podeszła do mężczyzny z drugiej strony, żeby zrównoważyć jego ciężar, był cholernie ciężki, nie ma się co dziwić przy takim wzroście, nie miała pojęcia, jak to możliwe, że ludzie rośli, aż do takich rozmiarów. Słyszała o pewnej rodzinie, której członkowie byli nienaturalnie wysocy przez to, że kiedyś zbyt blisko poznali się z olbrzymami, może to był jeden z nich? Może nie, anomalie przecież zdarzały się też i u innych, sam brat Brenny był taki ogromny, i jego partner też, Thomas, z którym miała okazję kilka razy współpracować.
Jakimś cudem udało im się go dociągnąć do najbliższej ławki, Ruda mimo swojego niewielkiego wzrostu była całkiem silna, Brenna wyższa od niej, też miała sporo siły. Razem mogły wszystko.
Stała przed ławką z rękoma skrzyżowanymi na piersi i przyglądała się temu całemu Thoranowi. Nie wiedziała, co mu się przydarzyło, nie wyglądał najgorzej, ale pewnie lepiej też mu się zdarzało.
Longbottom wyczarowała mu wodę, Rudą zastanawiało dlaczego tak bardzo nie chce, żeby to gdzieś zgłoszono, może sam sprowokował bójkę? Kto go tam wiedział, nie miała pojęcia, na ile Brenna go zna i czy mu ufa.
Skrzywiła się nieco, gdy nazwał ją rudą ślicznotką. - Dla ciebie pani władzo, żadna ruda ślicznotko. - Odparła nieco prowokującym tonem.