20.05.2024, 15:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.05.2024, 15:42 przez Anthony Shafiq.)
Dwie głowy, cztery ręce, dwie niemalże identyczne różdżki. Kłódka jak obrączka zawisła na szczęście, toast wypity, metaforyczny tort przekrojony. Dziwnie mu tak było z tą myślą, że oto pan snów i przepowiedni miał w swoim życiu cokolwiek stałego i że on właśnie był tą stałą. Dziwnie mu było, surrealistycznie, jakby Somnia zaprosił go do domeny swojego imiennika. Dziwnie, ale też bezpiecznie. Dobrze było to powiedzieć. Dobrze było to usłyszeć.
Zajął miejsce na ławce, nieco sztywno, w kontrze do rozłożonego na drugim jej końcu Longbottoma.
– Tak sobie... tak sobie pomyślałem, że skoro żyjemy obecnie w obopólnej zgodzie wzajemnego zaufania... że...– och, to znów się działo, przychodziło uporczywie, gdy temat zbaczał w te rejony. Nie powinien mieć problemu z tym, żeby się wysłowić, nie teraz, nie wobec tak szumnych i dumnych deklaracji. Potarł nerwowo przedramię, bo w sumie był w jego sercu sekret, którego nie odkrył dotąd przed przyjacielem, w dużej od niego odległości obawiając się jego reakcji. – Skoro już wiemy, że nigdy raczej, wobec praktykowania teorii o anam cara, nie powinien na mnie spaść Twój gniew, w sumie musiałbym Ci się do czegoś przyznać Somnia. Nosiłem się z tym od pewnego czasu, ale teraz... bieg wydarzeń nabrał rozpędu i... – umilkł znów zadzierając głowę ku niebu, palce wyginał nerwowo, jakby stremowany czekał na koncert przed publicznością większą niż jego cztery ściany.
Zajął miejsce na ławce, nieco sztywno, w kontrze do rozłożonego na drugim jej końcu Longbottoma.
– Tak sobie... tak sobie pomyślałem, że skoro żyjemy obecnie w obopólnej zgodzie wzajemnego zaufania... że...– och, to znów się działo, przychodziło uporczywie, gdy temat zbaczał w te rejony. Nie powinien mieć problemu z tym, żeby się wysłowić, nie teraz, nie wobec tak szumnych i dumnych deklaracji. Potarł nerwowo przedramię, bo w sumie był w jego sercu sekret, którego nie odkrył dotąd przed przyjacielem, w dużej od niego odległości obawiając się jego reakcji. – Skoro już wiemy, że nigdy raczej, wobec praktykowania teorii o anam cara, nie powinien na mnie spaść Twój gniew, w sumie musiałbym Ci się do czegoś przyznać Somnia. Nosiłem się z tym od pewnego czasu, ale teraz... bieg wydarzeń nabrał rozpędu i... – umilkł znów zadzierając głowę ku niebu, palce wyginał nerwowo, jakby stremowany czekał na koncert przed publicznością większą niż jego cztery ściany.