24.12.2022, 21:26 ✶
Victoria jeszcze nie doszła do podobnych i właściwych wniosków, ale do niej informacje dochodziły jako do ostatniej. O zaangażowaniu, o wyborze partnera, o tym że jednak matka się przejęła jej narzekaniem, o tym, że Eryk normalnie miał wszystko i wszystko za nic. O tym, że Sauriela był trupem i miał problem z zaufaniem innym – i nic dziwnego. Gdyby miała te wszystkie dane, to wyciągnęłaby odpowiednie wnioski, ale wiedząc to, co wiedziała… jakoś nie przyszło jej do głowy że tu komukolwiek na kimkolwiek zależy, a tylko i wyłącznie na interesie.
Cóż, historyjka musiała być jakkolwiek wiarygodna, żeby nie połączono od razu jego twarzy i pojawienia się tutaj z informacjami jakie nagle Viki dostała, a które trzeba było sprawdzić. Dlatego ckliwa opowiastka o tym, że (przyszła) narzeczona nie ma dla niego czasu była tutaj na miejscu. Po prostu chciała ustalić wspólną wersję.
- Bar… warto sprawdzić – mruknęła do siebie myśląc na głos. To wszystko będzie wymagało pracy pod przykrywką, przecież nie wpadną tam w mundurach aurorów, bo od razu urządzi się tam krwawa jatka. Wysłuchała też reszty jego opowieści. Sauriel był niezwykle konkretny kiedy chciał. Sama zauważyła, jak o wiele łatwiej prowadzi się tak z nim rozmowę, gdy było to pozbawione kąśliwych uwag, denerwujących komentarzy i tego sarkastycznego tonu. Było to wręcz niesamowicie łatwe. A w swej łatwości nawet… przyjemne.
- Mam nadzieję, że na siebie uważasz – nie musiał jej mówić wprost, że to co robił, było nielegalne. Nie musiał mówić na głos, że jeśli nie ona jako auror, to powinien za nim się zakręcić ktoś z Brygady Uderzeniowej – czyli do niedawna też ona. Ale choć go nie lubiła, bo nie pozwolił nawet się poznać, to rodzina była dla niej ważna. Ta przyszła rodzina też. Więc… Wcale nie chciała, żeby miał na ogonie połowę Ministerstwa. Chociaż jego reputacja agresora i zabijaki go wyprzedzała, więc domyślała się tego i owego. Ale na pewno nie wszystkiego. Uśmiechnęła się do niego nieznacznie. - I jak mam cię znaleźć w razie potrzeby?
Cóż, historyjka musiała być jakkolwiek wiarygodna, żeby nie połączono od razu jego twarzy i pojawienia się tutaj z informacjami jakie nagle Viki dostała, a które trzeba było sprawdzić. Dlatego ckliwa opowiastka o tym, że (przyszła) narzeczona nie ma dla niego czasu była tutaj na miejscu. Po prostu chciała ustalić wspólną wersję.
- Bar… warto sprawdzić – mruknęła do siebie myśląc na głos. To wszystko będzie wymagało pracy pod przykrywką, przecież nie wpadną tam w mundurach aurorów, bo od razu urządzi się tam krwawa jatka. Wysłuchała też reszty jego opowieści. Sauriel był niezwykle konkretny kiedy chciał. Sama zauważyła, jak o wiele łatwiej prowadzi się tak z nim rozmowę, gdy było to pozbawione kąśliwych uwag, denerwujących komentarzy i tego sarkastycznego tonu. Było to wręcz niesamowicie łatwe. A w swej łatwości nawet… przyjemne.
- Mam nadzieję, że na siebie uważasz – nie musiał jej mówić wprost, że to co robił, było nielegalne. Nie musiał mówić na głos, że jeśli nie ona jako auror, to powinien za nim się zakręcić ktoś z Brygady Uderzeniowej – czyli do niedawna też ona. Ale choć go nie lubiła, bo nie pozwolił nawet się poznać, to rodzina była dla niej ważna. Ta przyszła rodzina też. Więc… Wcale nie chciała, żeby miał na ogonie połowę Ministerstwa. Chociaż jego reputacja agresora i zabijaki go wyprzedzała, więc domyślała się tego i owego. Ale na pewno nie wszystkiego. Uśmiechnęła się do niego nieznacznie. - I jak mam cię znaleźć w razie potrzeby?