Stella coś kiedyś wspominała Stanleyowi o jakimś Vakelu Dolohovie. Coś tam chyba mówiła o jakiejś jego książce... ale kto by słuchał o jakichś opisach numerologicznych? O jakiś gwiazdach? Wróżeniu z fusów po kawie i innych bierkach czy krótkich paluszkach. Było to jedne, wielkie brednie. Nikt o zdrowych zmysłach nie brał tego na poważnie.
Nie posiadając zbyt wielkiej wiedzy, a w zasadzie to żadnej, na ten temat, słuchał po prostu prowadzącej i jej tłumaczenia.
Kandydatka numer jeden brzmiała właśnie jak idealna artystka, a może bardziej typowa? To co zostało przedstawione Borginowi do tej pory, całkowicie pokrywało się z jego wizją ów osoby. Dużym plusem w życiu na pewno musiała być umiejętność chłonienia wiedzy, wszak z tym zawsze wychodziło się na plus. Trzeba było też przyznać, że prowadząca rzucała żart za żartem. Ot, taki mały przykład - pełne kolorowych barw bo maluje. Badumm tss.
Kandydatka numer dwa też pasowała do opisu kogoś, kto działał w świecie biznesu. W końcu trzeba było tam mieć pełnię energii, aby móc za wszystkim nadążyć i jakoś nie wykitować. Z wielką ambicją szły jednak wielkie problemy - mogła się przeliczyć w wielu kwestiach. Sam Stanley wiedział jak to jest, wszak prowadzenie Głębiny też nie należało do najprostszych zadań. Rozboje, kradzieże i włamania były na porządku dziennym. Zbyt wielka otwartość mogła też sprowadzić ją na manowce i sprawiać więcej problemów, niż pozytywów - musiała uważać. Problem też z krytyką, której Borgin nie szczędził, jeżeli wyszedł już z równowagi.
Kandydatka numer trzy, aktualna liderka podium. Intelekt i błyskotliwość? To stąd ten pomysł na bimber wszystkich smaków? Brzmi jak potencjał na milionowy majątek gdyby to dobrze opchnąć. Silna osobowość ale nie bardzo pewna siebie? A może tylko potrzebowała dodatkowej otuchy, kilku dobrych słów na podbudowanie własnej opinii? Kwestia do wyjaśnienia w przyszłości. Nie mniej jednak jej umiejętność postrzegania emocji brzmiała jak coś na ogół dobrego, ale złego jeżeli chciało się sporo ukryć przed światem, ot na przykład kilka kłamstw.
Stanley był już gotowy, aby odpowiedzieć na pytanie prowadzącej ale dostrzegł pewne poruszenie na widowni. Nie, to zwidy. Zamrugał kilkukrotnie, aby się upewnić. Nie, no... kurwa mać klnął pod nosem na taki obraz, który mu się właśnie rysował. Mulciberowie. Co do diaska tutaj robili? Od kiedy to Robert Mulciber był fanatykiem jakiś posiedzeń w tych przybytkach i tych jakiś randek w ciemno?! Co się stało z tym staruszkiem na wyjeździe do tej całej Francji?!
Teraz nie miał wyboru. Nie było możliwości, aby ujawnili jego tożsamość. Nigdy się z tego nie wytłumaczy ojcu, a dodając do tego fakt, że była tu reszta rodziny - tragedia. A może raczej tragikomedia?
- Ummm... Eee...? - wzruszył odrobinę ramionami - To prawda. Ciężki, zwłaszcza kiedy nie bardzo ma się pojęcie co to oznacza - wyjaśnił po krótce - W rozumieniu znaczenia tych wszystkich znaków, ponieważ nie bardzo się tym interesuję, a zarazem też nie bardzo w to wierzę. Doceniam bardzo tłumaczenia, które zostały przez panią dostarczone. Na pewno mi to pomogło i rzuciło pewien dodatkowy cień na cały ogląd i sprawę - zapewnił.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972