25.12.2022, 00:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.12.2022, 00:30 przez Fergus Ollivander.)
Deszcz siekł ostro za oknem, sprawiając, że w zamkniętym pomieszczeniu Fergus tym bardziej czuł się jak w bańce. Mokre ubranie kleiło mu się do skóry, wywołując nieprzyjemny dreszcz chłodu. Kusiło go rozpalić ogień w kominku, ale nie był w stanie się ruszyć. Wpatrywał się w Castiela, którego coraz to kolejne słowa spływały na niego niczym ulewa na zewnątrz. Znów miał wrażenie, że pogoda dostosowywała się do sytuacji. A może na odwrót - to ona wpływała na to, co odczuwał. Sielski nastrój z początku spotkania bezpowrotnie minął, a wszystko to było winą Ollivandera, jego upartości i dumy, która została urażona.
- Nie lubię takich drogich prezentów. Czuję się przez nie niezręcznie - przyznał, ostatkami sił utrzymując neutralny ton wypowiedzi. Nie chciał dodawać na głos, że otrzymując od kogoś określony podarunek czuł się zobowiązany odwdzięczyć czymś o podobnej wartości. A na to zwyczajnie nie było go stać.
- Zawsze znajdzie się jakiś powód - zauważył, wzruszając ramionami, ale brzmiał przy tym zbyt zjadliwie. Cały lęk, wszystkie podejrzenia wobec Castiela i frustracja wywołana ostatnimi dniami próbowały teraz z niego ujść. Przebijały się przez skorupę, która przecież miała powstrzymywać je przed ujrzeniem światła dziennego. Zazwyczaj zapoznanie się z własnymi uczuciami było kojarzone z zaczerpnięciem świeżego oddechu. Tyle tylko, że Fergus czuł się, jakby się topił, a słowa Castiela zanurzały go coraz głębiej. Wiedział, że nie wolno mu było panikować, zarówno w wodzie, jak i teraz. I chociaż starał się ze wszystkich sił wierzyć, że Flint w swoich planach na ich spotkanie miał dobre zamiary, umysł podpowiadał mu zupełnie inne rozwiązanie. Jak miał mu ufać, skoro nie potrafił samemu sobie? To wymagało otwarcia się na drugą osobę.
Chociaż wyobrażał sobie tę rozmowę setki razy, przebiegała zupełnie inaczej, niż sądził.
- Ja nie potrafię zapomnieć! - Uniósł głos, jeszcze bardziej napędzany irytacją Castiela. Tracił hamulce i czuł w kościach, że jeśli się zaraz nie zamknie, powie o wiele więcej, niż należałoby. - Naprawdę wierzysz, że mógłbym cię znienawidzić? Ja pierdolę, Castiel, to jest naprawdę bez sensu. Nie to między nami - zaczął, wskazując na nich obu. - Tylko to, że nie potrafimy ze sobą o tym porozmawiać. Nawet nie wiem, jak to nazwać. To jest cholernie głupie, ja jestem głupi, skoro po prostu nie mogę przestać o tobie myśleć.
Zacisnął palce na brzegu biurka, przy którym stał, próbując przy tym uspokoić oddech. Powiedzenie, że był zdenerwowany raczej ujmowałoby jego odczuciom. Był wściekły. Wściekły na pogodę, która ich tu zaprowadziła, pozwalając mu zacząć tę (i tak w końcu nieuniknioną) rozmowę, wściekły na Castiela i w końcu wściekły na samego siebie, że nie potrafił sobie poradzić z tą sytuacją przez tak wiele dni. I chociaż powoli zaczynał myśleć, że może jakimś cudem kiedyś uda mu się powrócić do normalności… zobaczenie go uaktywniło cały problem na nowo. Bo zadurzenie w drugim mężczyźnie było problemem. Niezależnie od tego, jak pięknie wyglądał w tym półmroku deszczowej atmosfery. Niezależnie, jak bardzo pragnąłby znów posmakować jego ust. Nie patrząc na to,że nawet kiedy się gniewał, im dłużej z nim przebywał, tym bardziej czuł, że mógłby się w nim zakochać. I tak nie znalazłby zrozumienia wśród otaczających go osób. Mógł z tym zostać zupełnie sam. Lub z Castielem, ale najwyraźniej zaczynał tracić tę szansę.
- Będę na ciebie krzyczał i będę cię obwiniał - przyznał, odpychając się od biurka i ruszając w kierunku dzielącego go od Castiela krzesła, którego ten najwyraźniej używał jako tarczy. - Ale odejdziesz stąd tylko z własnej woli. Dlaczego miałbym cię wyrzucać? - Oparł się rękoma o oparcie, pochylając w stronę Flinta i patrząc mu w oczy. - Jedyne, co tracę, to ciebie. Przez własną bezmyślność. Już raz ci mówiłem, że jeśli tego chcesz, mogę odpuścić. I trzymałem się tego, myśląc, że taka jest twoja wola. Ale uwierz mi, że skoro sam do mnie przyszedłeś, nie będę potrafił dać ci spokoju.
Nie odrywał od niego wzroku i tylko zaciskanie palców na oparciu tuż obok jego dłoni powstrzymywało go przed tym, żeby odepchnąć na bok to przeklęte krzesło. W pomarańczowym świetle lampy oczy Castiela przypominały mu zachód słońca na morzu. Wystarczyło zaledwie jedno spojrzenie na usta. Kusiło, tak cholernie kusiło. A przez to jeszcze bardziej się bal. Tyle że nienawiść ze strony Castiela chyba przerażała go w większym stopniu niż to, że i jemu mogło zależeć.
- Nie lubię takich drogich prezentów. Czuję się przez nie niezręcznie - przyznał, ostatkami sił utrzymując neutralny ton wypowiedzi. Nie chciał dodawać na głos, że otrzymując od kogoś określony podarunek czuł się zobowiązany odwdzięczyć czymś o podobnej wartości. A na to zwyczajnie nie było go stać.
- Zawsze znajdzie się jakiś powód - zauważył, wzruszając ramionami, ale brzmiał przy tym zbyt zjadliwie. Cały lęk, wszystkie podejrzenia wobec Castiela i frustracja wywołana ostatnimi dniami próbowały teraz z niego ujść. Przebijały się przez skorupę, która przecież miała powstrzymywać je przed ujrzeniem światła dziennego. Zazwyczaj zapoznanie się z własnymi uczuciami było kojarzone z zaczerpnięciem świeżego oddechu. Tyle tylko, że Fergus czuł się, jakby się topił, a słowa Castiela zanurzały go coraz głębiej. Wiedział, że nie wolno mu było panikować, zarówno w wodzie, jak i teraz. I chociaż starał się ze wszystkich sił wierzyć, że Flint w swoich planach na ich spotkanie miał dobre zamiary, umysł podpowiadał mu zupełnie inne rozwiązanie. Jak miał mu ufać, skoro nie potrafił samemu sobie? To wymagało otwarcia się na drugą osobę.
Chociaż wyobrażał sobie tę rozmowę setki razy, przebiegała zupełnie inaczej, niż sądził.
- Ja nie potrafię zapomnieć! - Uniósł głos, jeszcze bardziej napędzany irytacją Castiela. Tracił hamulce i czuł w kościach, że jeśli się zaraz nie zamknie, powie o wiele więcej, niż należałoby. - Naprawdę wierzysz, że mógłbym cię znienawidzić? Ja pierdolę, Castiel, to jest naprawdę bez sensu. Nie to między nami - zaczął, wskazując na nich obu. - Tylko to, że nie potrafimy ze sobą o tym porozmawiać. Nawet nie wiem, jak to nazwać. To jest cholernie głupie, ja jestem głupi, skoro po prostu nie mogę przestać o tobie myśleć.
Zacisnął palce na brzegu biurka, przy którym stał, próbując przy tym uspokoić oddech. Powiedzenie, że był zdenerwowany raczej ujmowałoby jego odczuciom. Był wściekły. Wściekły na pogodę, która ich tu zaprowadziła, pozwalając mu zacząć tę (i tak w końcu nieuniknioną) rozmowę, wściekły na Castiela i w końcu wściekły na samego siebie, że nie potrafił sobie poradzić z tą sytuacją przez tak wiele dni. I chociaż powoli zaczynał myśleć, że może jakimś cudem kiedyś uda mu się powrócić do normalności… zobaczenie go uaktywniło cały problem na nowo. Bo zadurzenie w drugim mężczyźnie było problemem. Niezależnie od tego, jak pięknie wyglądał w tym półmroku deszczowej atmosfery. Niezależnie, jak bardzo pragnąłby znów posmakować jego ust. Nie patrząc na to,że nawet kiedy się gniewał, im dłużej z nim przebywał, tym bardziej czuł, że mógłby się w nim zakochać. I tak nie znalazłby zrozumienia wśród otaczających go osób. Mógł z tym zostać zupełnie sam. Lub z Castielem, ale najwyraźniej zaczynał tracić tę szansę.
- Będę na ciebie krzyczał i będę cię obwiniał - przyznał, odpychając się od biurka i ruszając w kierunku dzielącego go od Castiela krzesła, którego ten najwyraźniej używał jako tarczy. - Ale odejdziesz stąd tylko z własnej woli. Dlaczego miałbym cię wyrzucać? - Oparł się rękoma o oparcie, pochylając w stronę Flinta i patrząc mu w oczy. - Jedyne, co tracę, to ciebie. Przez własną bezmyślność. Już raz ci mówiłem, że jeśli tego chcesz, mogę odpuścić. I trzymałem się tego, myśląc, że taka jest twoja wola. Ale uwierz mi, że skoro sam do mnie przyszedłeś, nie będę potrafił dać ci spokoju.
Nie odrywał od niego wzroku i tylko zaciskanie palców na oparciu tuż obok jego dłoni powstrzymywało go przed tym, żeby odepchnąć na bok to przeklęte krzesło. W pomarańczowym świetle lampy oczy Castiela przypominały mu zachód słońca na morzu. Wystarczyło zaledwie jedno spojrzenie na usta. Kusiło, tak cholernie kusiło. A przez to jeszcze bardziej się bal. Tyle że nienawiść ze strony Castiela chyba przerażała go w większym stopniu niż to, że i jemu mogło zależeć.