Heather nie zamierzała póki co wypytywać Brenny. Nie był to odpowiedni moment, zapewne później nie omieszka trochę się dowiedzieć na temat tego mężczyzny, kiedy wreszcie stąd odejdą. Ruda nie widziała, czy powinny mu ufać, ale Longbottom na pewno zdawała sobie sprawę co robi, jak zawsze. Wood ufała bezgranicznie jej osądom.
- Zdecydowanie. - Nie zamierzała również powiedzieć o tym, że miała już narzeczonego, bo nie powinno go to w ogóle obchodzić (chociaż tak naprawdę miała ochotę wspominać o tym całemu światu, była to przecież świeża sprawa).
Nie drążył jednak tematu, może źle go oceniła? Po ich stanowczej reakcji jakby zamknął się w sobie, stał się bardziej potulny, może chciał być po prostu miły? Nie znała go niestety, nie mogła więc odczytać intencji mężczyzny.
Przeniosła spojrzenie na przyjaciółkę, kiedy facet zapytał się o to, czy nie kupi mu wiggenowego, nie miał w ogóle oporu, aby zadać to pytanie. Chyba naprawdę dobrze się znali. Rozumiała, że akurat eliksir może mu się przydać, po tym jak wyglądał łatwo było wywnioskować, że coś mogło go boleć.
Te drobne jednak nie okazały się być chyba tym, czego oczekiwał. Pojawiła się kolejna prośba, tym razem, żeby to one kupiły mu eliksir. Nieźle się z nimi ustawił, nie mogły mu jednak odmówić, czyż nie? Skoro cierpiał, był znajomym jednej z nich wypadało wyciągnąć pomocną dłoń.
- Nie zapamiętałeś jak wyglądał sprawca? - Postanowiła się wtrącić, bo coś przecież musiał widzieć, musiał być jakis powód dla którego napadnięto właśnie niego, chyba, że faktycznie po prostu znalazł się w złym miejscu, o złym czasie, czasem i to był niezły powód dla oprawcy.
- Pójdę spytać, jasne. - Oczywiście, że warto było się rozejrzeć, poszukać jakichś wskazówek gdziekolwiek, skoro ten typ nic nie wiedział.
Ulżyło jej, kiedy Brenna powiedziała co o tym myśli, już się bała, że coś ją opętało. - Nie wiem, ten typ jest dziwny, może nie chce się do czegoś przyznać? Jak dobrze się znacie. - Mówiła szeptem, aby Thoran ich nie usłyszał.