Sprawdzała go? Uniósł brew ku górze, kiedy usłyszał taką odpowiedź. Rozegrała dziecinną scenę narażając się samą na upadek. Czy ona względem wzrostu, zatrzymała się też w rozwoju w wieku nastolatki?
- Nie bądź lekkomyślna.Odparł, jakoś nie bardzo przejmując się jej sytuacją, że mogła sobie coś zrobić, gdyby nie zareagował. Jednak Richard wykazał się refleksem i okazaniem szwagierskiej ochrony, żeby ratować ją przed tragicznym upadkiem. Wystarczająco mieli już problemów, dodatkowych nie potrzebowali, gdyby faktycznie coś jej się stało i nie pozbierała się z podłogi. Nie był wobec temu obojętny, biorąc pod uwagę wiekowość tego domu i mebli. Już nie jeden wypadek przecież miał tutaj miejsce. Przynajmniej tak słyszał?
Trzymał Lorien w swoich ramionach, nie mając pojęcia co w jej małym mózgu się święci i radośnie popiskuje. Kobieta uchyliła powiekę, ale nie otworzyła w pełni swych oczu. Zmęczenie? Strach? Cokolwiek jej teraz dolegało, zmarszczył lekko brwi. Wtem zauważył jak podnosi rękę i dotyka dłonią jego policzka. Zarost miał co prawda jednodniowy. Brat przecież nie pozwoliłby mu chodzić z zarostem kilkudniowym. Lorien mogła poczuć, że jego policzek nie był gładki, a trochę jak delikatny papier ścierny? Jakoś tak. Urwała nawet swoje słowa, jakie wypowiedziała, kiedy badała jego twarz. Już wiedział że rozpoznała.
- Nie pozwoliłbym.Dokończył za nią ale jako swoja odpowiedź. I kiedy otworzyła szerzej oczy, patrzył na nią z lekkim uśmiechem, ale poważnym spojrzeniem. Być może nie tak, jakby patrzył na nią Robert. A może odrobinę? Może i nie był jej ”rycerzem na białym rumaku”. Prędzej ”wybawcą śmierci na czarnym rumaku”.
Gdyby umiała zabijać wzrokiem, zapewne by nie wahał się jej teraz puścić, aby obiła sobie dupę o posadzkę biblioteki. Szybko z kolei zabrała rękę. I ten rozkaz. Aż uniósł brew ku górze. Już miał to zrobić gwałtownie ale szybko dodała istotną uwagę. Powoli.
- Jak. Sobie. Życzysz.Odparł z lekkim cwanym uśmiechem. Odszedł pierw od miejsca nieudaneg wypadku i powoli, postawił ją na nogach blisko fotela. Gdyby się źle z jakiegoś powodu poczuła, mogłaby usiąść. Nie postawił ją blisko biurka, gdyż tam spoczywała jej różdżka i jeszcze przyszłoby jej do głowy, trzaskać na niego zaklęciami.
Obejrzał się jeszcze kontrolnie w stronę drzwi, czy czasem kogoś hałas upadającego stołka nie przywołał do biblioteki, ale chyba nikt się tym nie zainteresował. Przynajmniej na razie.
- Jesteś cała?Zapytał, kontrolnie, przenosząc neutralne spojrzenie na jej osobę. Badawczo sprawdzając, czy chociaż pion jest wstanie utrzymać, czy jednak skorzystała z pobliskiego fotela. Czy zachwianie się nie sprawiło jej jakiegoś bólu, kontuzji, zawrotów głowy, cokolwiek. Była w szpilkach, mogła też zwichnąć sobie kostkę. ”Jak kobiety mogą chodzić w butach z wystającymi gwoździami…” – pomyślał, choć ilekroć je widział w takim obuwiu, nigdy nie zrozumiał ich mody. Poza tym, że próbowały być wyższe.