21.05.2024, 20:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.05.2024, 23:30 przez Millie Moody.)
– Słuchaj, jak chcesz, żeby Ci tą gitarę rozjebał, to śmiało przynoś – zasugerowała troskliwie, czekając aż zasypie ją tabun gumek, a tu tylko jeden, ostatni sprawiedliwy brat Norci miał coś czego potrzebowała. No ładnie. Co za banda jebanych cnotek niewydymek. Nic dziwnego, że kurwa nazywali sami siebie Zakonem. Jeszcze rzeczywiście Erik zacznie propagować śluby czystości albo milczenia wśród swych braci i sióstr. Mieli już za sobą podobną rozmowę, ale jego mina teraz jak ślizgał się wzrokiem po jej koszulce mówiła sama za siebie. No prawiczek jak nic!
Wzięła jedną JEDYNĄ gumkę, wyciągnęła swoją różdżkę [tu wstaw poetycki opis drewna i rdzenia, ale jakie to ma znaczenie, jak jest się Moody i ostatnie trzy miechy spędziło się w wariatkowie, to nie pytajcie], wyjebała język na zewnąrz i zagryzła go w koncentracji.
– Ok... no to... mnóżcie się.
kształtowanie II
I tak jak Jezus mnożył chleb i ryby, tak teraz Milli w dłoniach rozmnożyły się paczuszki ze zbawiennym dla nich silikonem. Wyjebała je na stół i zębami otworzyła pierwsze opakowanie. Z wprawą.
– Erik. Morfina przekazał Brennie, a ona miała przekazać Tobie. Schody kuku. Ja nie jestem Twoją siostrą...– umilkła na moment, wspominając sobie ich niedawną rozmowę. Kurwa. Szybka kalkulacja, czy ten gwóźdź już mu się przydarzył czy nie... Dobra chuj, najwyżej go poskładają. Jej oczy przetoczyły się wewnątrz czaszki. – Dobra, trochę jestem Twoją siostrą jeb się.– urwała tylko po to, by nadmuchać pierwszy "balonik" i zawiązać supełek, używając do tego dwóch palców, wskazującego i środkowego. Z wprawą. – Po prostu nie stój przy schodach. Ktoś już się tak z nich zjebał, dobrze? Będzie super, jeśli Ty się nie zjebiesz, ok? – tak, to brzmiało jak legitna groźba, że jeśli on spadnie, to ona mu zrobi coś gorszego.
Gdy wszystkie "balony" były już gotowe, różdżka znów poszła w ruch, by tych kilkanaście pęcherzy silikonowych wznieść pod sufit.
hel z translokacji
Wyglądały bardzo pięknie, z tym dziubkiem z jednej i ogonkiem z drugiej strony bimbające się vingardium leviosą gdzieś gen tam u góry.
– Figgas uratowałeś honor całej ekipie, dzięki, następnym razem ogarnij jakieś wiśniowe ok? A teraz drzwi i triatlon, róbcie hałas, ja też się będę wydzierać. Nasz fun, powinien go wkurwić, zajrzę po niego do biblio, a potem prosto na strych. – powtórzyła plan wchodząc po stopniach na górę, w ręku trzymajac swoją starą, wysłużoną, ale bardzo zaufaną miotłę.
Odetchnęła głęboko. Czy to sen? Czy to dzieje się na prawdę? Czuła się dziwnie, to miejsce było bardzo. Bardzo intensywne, mimo, że to oni wtłoczyli w nie życie. Czy nic sobie nie zrobi? A może to nie Erika widział Morpheus w swoim śnie, może widział ją. Może skręci sobie kark, może dołączy do duchów, dotrzymując obietnicy, którą dała Alastorowi, że zostanie, choćby nie wiem co. Dreszcz przeszedł po jej plecach, a splot przeznaczenia zacisnął się na gardle. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie wargi poruszyły się bezgłośnie, ale nie było odwrotu. Nigdy nie było. Mogła tylko przeć naprzód.
– NO DOBRA FAJFUSY! POKAŻĘ WAM TERAZ KURWA, KTO JEST NAJLEPSZY W ŁAPANIU TYCH JEBANYCH BALONÓW! – krzyknęła nagle wściekła, bo łatwiej było być wściekłym, niż przestraszonym, czy smutnym. To był sen. To był tylko sen.
Wzięła jedną JEDYNĄ gumkę, wyciągnęła swoją różdżkę [tu wstaw poetycki opis drewna i rdzenia, ale jakie to ma znaczenie, jak jest się Moody i ostatnie trzy miechy spędziło się w wariatkowie, to nie pytajcie], wyjebała język na zewnąrz i zagryzła go w koncentracji.
– Ok... no to... mnóżcie się.
kształtowanie II
Rzut O 1d100 - 91
Sukces!
Sukces!
Rzut O 1d100 - 90
Sukces!
Sukces!
I tak jak Jezus mnożył chleb i ryby, tak teraz Milli w dłoniach rozmnożyły się paczuszki ze zbawiennym dla nich silikonem. Wyjebała je na stół i zębami otworzyła pierwsze opakowanie. Z wprawą.
– Erik. Morfina przekazał Brennie, a ona miała przekazać Tobie. Schody kuku. Ja nie jestem Twoją siostrą...– umilkła na moment, wspominając sobie ich niedawną rozmowę. Kurwa. Szybka kalkulacja, czy ten gwóźdź już mu się przydarzył czy nie... Dobra chuj, najwyżej go poskładają. Jej oczy przetoczyły się wewnątrz czaszki. – Dobra, trochę jestem Twoją siostrą jeb się.– urwała tylko po to, by nadmuchać pierwszy "balonik" i zawiązać supełek, używając do tego dwóch palców, wskazującego i środkowego. Z wprawą. – Po prostu nie stój przy schodach. Ktoś już się tak z nich zjebał, dobrze? Będzie super, jeśli Ty się nie zjebiesz, ok? – tak, to brzmiało jak legitna groźba, że jeśli on spadnie, to ona mu zrobi coś gorszego.
Gdy wszystkie "balony" były już gotowe, różdżka znów poszła w ruch, by tych kilkanaście pęcherzy silikonowych wznieść pod sufit.
hel z translokacji
Rzut PO 1d100 - 91
Sukces!
Sukces!
Wyglądały bardzo pięknie, z tym dziubkiem z jednej i ogonkiem z drugiej strony bimbające się vingardium leviosą gdzieś gen tam u góry.
– Figgas uratowałeś honor całej ekipie, dzięki, następnym razem ogarnij jakieś wiśniowe ok? A teraz drzwi i triatlon, róbcie hałas, ja też się będę wydzierać. Nasz fun, powinien go wkurwić, zajrzę po niego do biblio, a potem prosto na strych. – powtórzyła plan wchodząc po stopniach na górę, w ręku trzymajac swoją starą, wysłużoną, ale bardzo zaufaną miotłę.
Odetchnęła głęboko. Czy to sen? Czy to dzieje się na prawdę? Czuła się dziwnie, to miejsce było bardzo. Bardzo intensywne, mimo, że to oni wtłoczyli w nie życie. Czy nic sobie nie zrobi? A może to nie Erika widział Morpheus w swoim śnie, może widział ją. Może skręci sobie kark, może dołączy do duchów, dotrzymując obietnicy, którą dała Alastorowi, że zostanie, choćby nie wiem co. Dreszcz przeszedł po jej plecach, a splot przeznaczenia zacisnął się na gardle. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie wargi poruszyły się bezgłośnie, ale nie było odwrotu. Nigdy nie było. Mogła tylko przeć naprzód.
– NO DOBRA FAJFUSY! POKAŻĘ WAM TERAZ KURWA, KTO JEST NAJLEPSZY W ŁAPANIU TYCH JEBANYCH BALONÓW! – krzyknęła nagle wściekła, bo łatwiej było być wściekłym, niż przestraszonym, czy smutnym. To był sen. To był tylko sen.