21.05.2024, 21:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.05.2024, 21:32 przez Sebastian Macmillan.)
Mogę cię spytać o to samo, skomentował bezgłośnie Sebastian w ramach odpowiedzi na pytania panny Longbottom odnoszące się do Patricka. Sapnął parokrotnie, próbując złapać oddech. Skąd, na matkę, on miał wiedzieć, gdzie znajdował się teraz Steward?! To nie on był jego towarzyszem niedoli przy pracy dla Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Brenna pracowała z nim na co dzień i zapewne to też ona zaciągnęła aurora do ośrodka Windermere w ramach tego... grupowego śledztwa zleconego przez Ministerstwo Magii. Kto jak kto, ale ona miała wręcz obowiązek wiedzieć, gdzie znajdował się Zimny.
— Dzięki za pomoc — mruknął, potrząsając dla pewności parokrotnie nogą,a by sprawdzić, czy faktycznie zaklęte przez kuzyna witki straciły nim zainteresowanie. — Dziwne, że las tak zareagował na jedno zaklęcie. Myślałby kto, że nie było to nic tak gwałto...
Momentalnie przyłożył dłoń do czoła, gdy poczuł łupanie z tyłu głowy, jakby coś napierało na niego z dwóch płaszczyzn - psychicznej i fizycznej. W pierwszej chwili wrażenie to mógł przyrównać do stanięcia zbyt blisko głośno grającego gramofonu, tylko w tym przypadku zamiast muzyki w jego głowie rozlegało się coraz to głośniejsze stukanie. Jak stukanie różdżką o kości na wykopaliskach, pomyślał bezwiednie, wracając myślami do wypraw służbowych, które odbywał w towarzystwie Cathala.
Zamrugał, a cała sceneria wokół niego uległa nagłej zmianie. Przełknął głośno ślinę. Nie musiał się zastanawiać, aby wiedzieć, z czym ma do czynienia. Przeskok do Limbo. Przekleństwo rodziny Trelawney. Tym razem było to bezpośrednie przejście, tradycyjne jak na standardy rodziny jego matki. Czyste przeniesienie w przeciwieństwie do pourywanego obrazu, jaki ujrzał przed kilkoma tygodniami na Polanie Ognisk. Zdziwiła go mgła panująca w ogołoconym z liści lesie, pulsowanie spomiędzy drzew i widok...
— Peregrinus — rzucił w stronę mężczyzny, wpatrując się w niego zszokowany.
Rzadko kiedy zdarzało mu się dzielić wizję zaświatów z kimś innym z rodziny. Bądź co bądź, magia ta działała losowo. Skoro panująca w Windermere magia była na tyle silna, aby uaktywnić ich umiejętności w tym samym czasie... Musiało być źle. I fascynująco. Zależy jak na to patrzeć. Sebastian próbował się przeżegnać, poruszając bezgłośnie ustami i powtarzając w myślach słowa podstawowej modlitwy kowenu, jednak zanim zdołał ją dokończyc, na powrót znalazł się w prawdziwym świecie.
— Mamy kłopoty — poinformował swych towarzyszy, gdy przestał się klepać po ubraniach, jak gdyby sprawdzając, czy faktycznie wrócił z Limbo w całości. Zwrócił się ku Brennie i zmniejszył dzielącą ich odległość, zatrzymując się mniej niż pół metra przed nią. — Gdzieś w tym lesie zakopano drugą kryształową czaszkę. Trzeba znaleźć Patricka.
Sięgnął niezgrabnie po swoją różdżkę, po czym zerknął w stronę krzaków, które oddzieliły ich od reszty ich kompanów.
@Peregrinus Trelawney @Brenna Longbottom + @Norvel Twonk
— Dzięki za pomoc — mruknął, potrząsając dla pewności parokrotnie nogą,a by sprawdzić, czy faktycznie zaklęte przez kuzyna witki straciły nim zainteresowanie. — Dziwne, że las tak zareagował na jedno zaklęcie. Myślałby kto, że nie było to nic tak gwałto...
Momentalnie przyłożył dłoń do czoła, gdy poczuł łupanie z tyłu głowy, jakby coś napierało na niego z dwóch płaszczyzn - psychicznej i fizycznej. W pierwszej chwili wrażenie to mógł przyrównać do stanięcia zbyt blisko głośno grającego gramofonu, tylko w tym przypadku zamiast muzyki w jego głowie rozlegało się coraz to głośniejsze stukanie. Jak stukanie różdżką o kości na wykopaliskach, pomyślał bezwiednie, wracając myślami do wypraw służbowych, które odbywał w towarzystwie Cathala.
Zamrugał, a cała sceneria wokół niego uległa nagłej zmianie. Przełknął głośno ślinę. Nie musiał się zastanawiać, aby wiedzieć, z czym ma do czynienia. Przeskok do Limbo. Przekleństwo rodziny Trelawney. Tym razem było to bezpośrednie przejście, tradycyjne jak na standardy rodziny jego matki. Czyste przeniesienie w przeciwieństwie do pourywanego obrazu, jaki ujrzał przed kilkoma tygodniami na Polanie Ognisk. Zdziwiła go mgła panująca w ogołoconym z liści lesie, pulsowanie spomiędzy drzew i widok...
— Peregrinus — rzucił w stronę mężczyzny, wpatrując się w niego zszokowany.
Rzadko kiedy zdarzało mu się dzielić wizję zaświatów z kimś innym z rodziny. Bądź co bądź, magia ta działała losowo. Skoro panująca w Windermere magia była na tyle silna, aby uaktywnić ich umiejętności w tym samym czasie... Musiało być źle. I fascynująco. Zależy jak na to patrzeć. Sebastian próbował się przeżegnać, poruszając bezgłośnie ustami i powtarzając w myślach słowa podstawowej modlitwy kowenu, jednak zanim zdołał ją dokończyc, na powrót znalazł się w prawdziwym świecie.
— Mamy kłopoty — poinformował swych towarzyszy, gdy przestał się klepać po ubraniach, jak gdyby sprawdzając, czy faktycznie wrócił z Limbo w całości. Zwrócił się ku Brennie i zmniejszył dzielącą ich odległość, zatrzymując się mniej niż pół metra przed nią. — Gdzieś w tym lesie zakopano drugą kryształową czaszkę. Trzeba znaleźć Patricka.
Sięgnął niezgrabnie po swoją różdżkę, po czym zerknął w stronę krzaków, które oddzieliły ich od reszty ich kompanów.
@Peregrinus Trelawney @Brenna Longbottom + @Norvel Twonk