21.05.2024, 21:39 ✶
Ich spacerek po lesie i zbieranie kolejnych poszlak, przerwał okrzyk który przedarł się do nich przez drzewa. Ambrosia mimowolnie odwróciła się w stronę nadbiegających mężczyzn, którzy z jakiegoś powodu postanowili gwałtownie zakłócić spokój otaczającej ich natury. Natury, która jak się okazywało nie miała problemów z tym, żeby zacząć się bronić.
Wszystko podziało się bardzo szybko, począwszy od pierwszych płomieni, które wznieciła różdżka rozgorączkowanego nieznajomego. Noah? Chyba tak nazwał go jego kolega, ale kiedy tylko ogień zapłonął, roślinność ożyła, ruszając do ataku na napastników. Blondynka najpierw utkwiła spojrzenie w oplatanym przez korzenie Robertsie, ale zaraz jej uwagę zwróciły dwie dziewczyny, biegnące w ich kierunku. Penny? Zdążyło tylko niepewnie przemknąć jej przez głowę, bo zaraz ruda czupryna runęła w dół, pochłonięta przez rozstępiającą się ziemię.
- Millie! - krzyknęła, bo przecież kuzynka poszła wyładować swoje przypuszczenia i frustracje na roślinności. Zwróciła na nią spojrzenie akurat, kiedy ta podzieliła los Weasley, znikając z zasięgu wzroku pod ziemią. Całej scenerii dopełnił obraz Noah, kiedy pnącze wbiło się w jego ciało, przebijając je na wylot.
Dłoń mimowolnie sięgnęła do różdżki i nie potrzebowała do tego nawet stanowczego głosu Morpheusa, który najwyraźniej postanowił zadbać, by zabrali się za rzeczy w odpowiedniej kolejności. Przebił się też do niej Alex i na jego słowa, skrzywiła się delikatnie, nie mogąc jednak oderwać spojrzenia od scen dziejących się przed nią. Chciał, żeby uciekała, ale obydwoje przecież wiedzieli, że nie było takiej opcji.
Machnęła różdżką, zgodnie z zaleceniami Longbottoma, próbując wyczarować strumień wody, którym chciała ugasić płonący nieopodal ogień.
Może powinna obejrzeć się za siebie, sprawdzić co z Alexem, ale prawdę powiedziawszy zbyt przekonana była o tym, że nic nie mogło mu być. Cokolwiek się nie działo, zawsze wstawał, znowu gotowy do bezsensownej walki, dlaczego więc i w tym momencie nie miała być przekonana o tym, że wszystko było z nim dobrze?
kształtowanie na utworzenie strumienia wody
Wszystko podziało się bardzo szybko, począwszy od pierwszych płomieni, które wznieciła różdżka rozgorączkowanego nieznajomego. Noah? Chyba tak nazwał go jego kolega, ale kiedy tylko ogień zapłonął, roślinność ożyła, ruszając do ataku na napastników. Blondynka najpierw utkwiła spojrzenie w oplatanym przez korzenie Robertsie, ale zaraz jej uwagę zwróciły dwie dziewczyny, biegnące w ich kierunku. Penny? Zdążyło tylko niepewnie przemknąć jej przez głowę, bo zaraz ruda czupryna runęła w dół, pochłonięta przez rozstępiającą się ziemię.
- Millie! - krzyknęła, bo przecież kuzynka poszła wyładować swoje przypuszczenia i frustracje na roślinności. Zwróciła na nią spojrzenie akurat, kiedy ta podzieliła los Weasley, znikając z zasięgu wzroku pod ziemią. Całej scenerii dopełnił obraz Noah, kiedy pnącze wbiło się w jego ciało, przebijając je na wylot.
Dłoń mimowolnie sięgnęła do różdżki i nie potrzebowała do tego nawet stanowczego głosu Morpheusa, który najwyraźniej postanowił zadbać, by zabrali się za rzeczy w odpowiedniej kolejności. Przebił się też do niej Alex i na jego słowa, skrzywiła się delikatnie, nie mogąc jednak oderwać spojrzenia od scen dziejących się przed nią. Chciał, żeby uciekała, ale obydwoje przecież wiedzieli, że nie było takiej opcji.
Machnęła różdżką, zgodnie z zaleceniami Longbottoma, próbując wyczarować strumień wody, którym chciała ugasić płonący nieopodal ogień.
Może powinna obejrzeć się za siebie, sprawdzić co z Alexem, ale prawdę powiedziawszy zbyt przekonana była o tym, że nic nie mogło mu być. Cokolwiek się nie działo, zawsze wstawał, znowu gotowy do bezsensownej walki, dlaczego więc i w tym momencie nie miała być przekonana o tym, że wszystko było z nim dobrze?
kształtowanie na utworzenie strumienia wody
Rzut O 1d100 - 93
Sukces!
Sukces!
Rzut O 1d100 - 74
Sukces!
Sukces!
she was a gentle
sort of horror
sort of horror