Nie można było jakoś w spokoju zjeść śniadania. Ich dzieci, poza Stanleyem, są dzisiaj wyjątkowo niekulturalne i nieznośne. Charles szybciej słuchał się Richarda, to można mu wybaczyć. Może i nie powinien przesadzać z używaniem magii bezróżdżkowej, co może zostać odebrane za popisywanie się. Lecz jeśli spojrzeć w drugą stronę, Charles mógł ćwiczyć jej kontrolę choćby przy prostych czynnościach. Gdzie będzie mógł to robić, jeżeli nie w otoczeniu rodziny? Bo na pewno nie w miejscach publicznych.
Jako że chłopak siedział obok, Richard zauważył, że się trochę pochylił, zaś spojrzenie miał skierowane do upomnianej już przez Roberta Sophie. Od Richarda, bratanica też mogła otrzymać dość poważne i upominające spojrzenie.
Kolejna próba zjedzenia cokolwiek, co miał na swoim talerzu. Robert tradycyjnie, chowając za gazetą. Próbując cokolwiek przeczytać. Jeżeli dobrze mu szło, to powadzenia. Richard już dawno by odpuścił.
Wsłuchiwał się w rozmowę między Charlesem a Stanleyem, a także między Sophie i Lorien. Skupiony jednak na krojeniu swojej kiełbaski, nie zarejestrował kolejnego nieodpowiedzialnego zachowania bratanicy. Oderwał wzrok od talerza, kiedy usłyszał szuranie krzesłem i pierwsze co, to wyłapał spojrzenie Lorien z naprzeciwka, odczytując jej nieme słowa. "Co ja mogę?" - tak samo odpowiedział Lorien, niemym otwieraniem ust. Sophie nie była jego córką. To Robert powinien odpowiednio reagować. Nie on.
W tym samym zaś momencie usłyszał przeprosiny Sophie, kierowane do Stanleya. Zaraz po tym odezwał się Robert, odkładając gazetę. Wypowiadając słowa, po których Richard doskonale wiedział, o co mu chodziło.
Zadał Robertowi pytanie w odpowiedzi, na jego zrozumienie zaistniałego problemu, kierując na niego swoje poważne spojrzenie. Rozumiejąc do czego nawiązywał. Choć ich dzieci były już pełnoletnie, to jednak nadal sprawiały problem wychowawczo kulturalny przy stole. Nie pozwalając dorosłym spokojnie zjeść śniadania. Bo same nie mogły się nazywać w tej chwili "dorosłymi". Przy Francisie nie można było się tak wygłupiać. Inaczej kończyło się rozkazem opuszczenia stołu, bez możliwości dokończenia posiłku.
Jeżeli cała trójka nie umie się nadal zachować odpowiednio, może powinni mieć osobne miejsce do spożywania posiłków. Jak choćby kuchnia?
Chwilę później, Robert zwrócił się do niego, odnośnie późniejszego rozmowy w gabinecie, jaką widocznie zaplanował, mającą także mieć związek z ustaleniami dotyczącymi wyjazdu. Lorien wyłapała ten temat, zadając swoje pytanie.
- Tak. Mamy tam kilka spraw do załatwienia.Odpowiedział Lorien za brata, a Robertowi z kolei potwierdził, kierując na niego swoje spojrzenie.
- Możemy omówić to dzisiaj po śniadaniu.
Po tych słowach, nim wrócił do dalszego spożywania swojego śniadania, rzucił okiem na zachowanie swoich chłopców. I naprawdę, był tym razem zawiedziony zachowaniem Leonarda. Nie chodziło o samo wtrącanie się do talerza swojego brata. Ale niekulturalne reagowanie na zachowanie Sophie.
- Leonard. Prosiłem o coś.
Specjalnie też wychylił się, aby chłopak go widział, czy nawet Richard jego. A że ten się widocznie chyba krztusił, zwrócił się do Charlesa.
- Pomóż mu.
Klepnięcie w plecy powinno pomóc mu z przełknięciem albo wypluciem tego, czym się zakrztusił.