Kiedyś się przejmowała. Czuła ukłucie za każdym razem, gdy ktoś komentował jej wygląd. Gdy szeptali, kiedy przechodziła obok, pokazywali ją palcami. Nie była typową pięknością, wątpiła w komplementy, które dotyczyły jej wyglądu, bo miała w domu lustro. Wiedziała, że jest wiele dziewcząt, później kobiet, które faktycznie były dużo bardziej atrakcyjne od niej. Aktualnie nie było to dla niej ważne, z biegiem czasu bowiem zauważyła, że potrafi wzbudzić w mężczyznach zainteresowanie czymś innym, nawet jeśli były to tylko chwilowe uniesienia. Zresztą miała świadomość, że może wzbudzać strach, co było miłą odmianą od początkowego lekceważenia, kiedy zaczęła pracę w swoim zawodzie. Zasłużyła sobie na taką opinię, zdecydowanie wolała, żeby się jej bali, niż nią gardzili. Może nie była to dobra metoda, bardzo zero jedynkowa, ale działała, przynajmniej częściowo w ten sposób, w jaki chciała.
Aktualnie nie miała głowy do tego, żeby rozmyślać na temat swojego złamanego ostatnio serca, zbyt wiele problemów się nawarstwiło, za dużo działo się w jej życiu. To był przeklęty rok, a zaczęło się od tego, że pozwoliła, by wampir zabił Astarotha, może nie w pełni zabił, bo niby żył, tyle, że nie do końca. Wtedy zaczęła spadać, myślała, że jest na dnie, ale zawsze było jeszcze coś pod tym dnem. Ostatnio to do niej dotarło, zawsze może być gorzej.
Chętnie porozmawiałaby z Cainem o tym, jak mu minął urlop, naprawdę była tego ciekawa, chciała go wysłuchać, chciała, żeby opowiedział jej o wszystkim. Tyle, że to nie był dobry moment, głupio jej było z tego powodu, strasznie, że zamiast skupić się na nim, chociaż przez chwilę, to zaczęli od tego, co się u niej posypało. Na pewno mu to jakoś wynagrodzi, zauważyła jego zmęczenie, zastanawiała się nawet czym było spowodowane, czy wszystko u niego w porządku, czy też ostatnio nie miał szczęścia. Strasznie źle się czuła będąc dzisiaj egoistką, ale bywały dni takie jak ten, kiedy musiała myśleć tylko i wyłącznie o sobie.
Ulżyło jej, kiedy weszli do posiadłości, gdy zapytała kochaną skrzatkę Triss o to, czy jest Thoran i uzyskała twierdzącą odpowiedź. Trochę się bała tego spotkania, nie wiedzieć czemu, reagowała ostatnio na jego obecność bardzo niepewnie. Zaczynało jej się mieszać w głowie, wolałaby, żeby się tak nie działo. Znaleźli się tu jednak z konkretnego powodu, Cain mógł zajrzeć do jego umysłu, tam, gdzie zwyczajni ludzie, jak ona nie mieli możliwości. Wierzyła, że to trochę powie jej na czym stoi.
Spodziewała się, że ojca nie ma. Pewnie był w stajni, albo w lesie. Dziwnym trafem kiedy Thoran znajdował się niedaleko to Gerard był w zupełnie innym miejscu. Nie miała pojęcia z czego wynika ta zależność, kiedyś tak nie było, a przynajmniej tak to widziała w swoich wspomnieniach.
Dotarli wreszcie do pokoju Thorana. Zapukała, nie zamierzała wchodzić nie proszona, a może zamierzała? Dobrze jednak sprawiać pozory, przecież nie przyszli tu by węszyć, prawda?
Zaprosił ich do środka, wtedy dopiero nacisnęła klamkę. Weszli do jego pokoju. Gerry zamknęła za nimi drzwi, nie chciała, żeby ktoś ze służby ich podsłuchał, już i tak szeptali, nie powinna dawać im kolejnych powodów do plotek.
Uśmiechnęła się do brata na przywitanie, lekko, jakby wcale nie czuła się niepewnie.
Wyczuła pogardę w jego głosie, dziwne, zazwyczaj nie mówił do niej w ten sposób. - Od kiedy któreś z nas przejmuje się tym, co wypada? - Powiedziała ponownie z uśmiechem, bo przecież to była prawda. Bliźniaki zupełnie nie przejmowały się konwenansami.
- Byliśmy w okolicy i postanowiliśmy wpaść, na chwilę. - Małe kłamstwo jeszcze nikomu nie zaszkodziło. - Chodź Cain, usiądziemy. - Ruszyła w stronę stolika, przy którym siedział Thoran. - Co wycinasz? - Zapytała, żeby jakoś zacząć rozmowę.