Wood zdawała sobie sprawę, że Brenna była w stanie pomóc każdemu, tyle, że coś jej nie grało w tym typie, którego tutaj spotkały. Bardzo mocno nalegał na to, aby nie wzywały medyków. Nie chciał, żeby ktoś go obejrzał, z jakiego powodu? Na pewno widział więcej, niż mówił. Chciał coś przed nimi ukryć, tylko po co? Zdaniem Rudej wszystko samo składało się w całość. Musiał być prowodyrem tej bójki! Wydawało jej się, że go rozgryzła.
- Niby tak, wygląda na poturbowanego, ale nie wiem, czy mu ufam. - Dodała jeszcze, kiedy partnerka powiedziała jej co o tym myśli. Powinna zaufać jej osądowi, bo zawsze tak robiła, ale coś jej nie pasowało, jej przeczucie mówiło, że nie do końca wszystko jest jasne, że coś im umyka. - Podpytam, nie ma problemu.
- Jak możesz nie wiedzieć, jak dobrze się znacie? - Wydawało jej się trochę dziwne, co było trudnego w opisaniu poziomu znajomości. Przeszywała Longbottom wzrokiem. Rozumiała coraz mniej z tej sytuacji, niby się znali, ale nie wiedziała, jak bardzo? Jak to w ogóle możliwe.
- Wakacje to już poważna sprawa, musieliście być blisko. - Przecież nie jeździ się na nie z pierwszym, lepszym znajomym. Gdy wspomniała o czarnej magii otworzyła szeroko oczy, jeszcze szerzej kiedy powiedziała, że o nią też mogła zahaczyć. - Nic ci nie jest? - Przeraziła się nieco, że Brennie mogła stać się krzywda.
Weszła do tego sklepiku, pełna nadziei, że może tutaj czegoś się dowie. Zajrzała do środka, pokazała swoją BUMowską odznakę i zadała kilka pytań. Nikt jednak nic widział, ani nie słyszał. Przed chwilą otworzyli. Wyszła stamtąd rozczarowana, bo nadal nie miały żadnych informacji.
Wróciła do Brenny. Z niezadowoloną miną, widać było, że nie ma jej nic ciekawego do przekazania. Pokiwała jedynie przecząco głową, by dać jej znać, że nic nie wie.
Ruda nie widziała tego kufla z piwem, bo podeszła do nich zbyt późno. Obserwowała jedynie ich wymianę zdań, nie wtrącała się ponownie, bo uważała, że to nie jest do końca jej sprawa.
Kolejna prośba mężczyzny była jeszcze dziwniejsza od poprzedniej. Jasne Ruda rozumiała zakup eliksiru, rozumiała pożyczenie pieniędzy, ale kurwa przenoszenie krzeseł? Co do chuja? Niby był poobijany, ale jak komuś coś obiecał, to powinien sam się tym zająć, wrócić, gdy będzie w pełni sprawny. Longbottom jednak po chwili mu uległa, Wood mrugnęła jedynie, gdy usłyszała jej zgodę na wykonanie tej prośby.
Bez słowa ruszyła za nią, żeby jej pomóc, przecież nie będzie jej pozwalała samej dźwigać, jaka by była z niej koleżanka?