25.12.2022, 15:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.12.2022, 15:37 przez Elliott Malfoy.)
Zbył jej przeprosiny śmiechem i machnął delikatnie ręką. Co prawda jego największym lękiem było, że będzie taki jak ojciec, że powoli, z każdymi kolejnymi urodzinami i bruzdami życia na skórze czoła się nim staje. Nie sądził jednak, aby ta pełna wigoru, radosna blondynka chciała sprawić mu jakąkolwiek przykrość. Właśnie dlatego zdecydował się na tak ekspresyjne gesty rezygnując ze swojej zwyczajowej powściągliwości i, chociaż emocje, jakie pokazywał były podbite, aby rozmówczyni nie czuła się niekomfortowo ze swoją gafą, tak na pewno były, u swoich korzeni, szczere.
Postanowił nie kontynuować tematu pomyłki w ostentacyjny sposób, nie chcąc, aby właścicielka lokalu brnęła w kolejne wyjaśnienia oraz usprawiedliwienia, nie było mu to potrzebne, a byli też z ojcem bardzo podobni z wyglądu, z każdym rokiem coraz bardziej, co Elliottowi niezbyt leżało.
– Bardzo ładne imię, moja matka się tak nazywa – zauważył i zmierzył Norę wzrokiem, odrobinę teatralnie, jakby myślał nad tym, co chce powiedzieć, chociaż bardzo dobrze wiedział jakie będą kolejne słowa – Można powiedzieć, że z urody jesteście dość podobne, ona też jest drobną blondynką. – uśmiechnął się pod nosem – Teraz powinniśmy być kwita, ty mnie porównałaś do mojego ojca, ja ciebie do mojej matki. – mrugnął i rozejrzał się, równie teatralnie co wcześniej zmierzył kobietę wzrokiem. Nachylił się w jej stronę przez ladę, konspiracyjnie – Będziemy używać tego samego kremu na zmarszczki. – czy powinien tak żartować z kobietą? Być może nie, ale nie był na salonach, a dopiero co poznana Eleonora była bliska Erikowi, musiała więc posiadać poczucie humoru.
– Dziękuję ślicznie. – odparł prostując się i przysuwając do siebie skrzętnie zawinięty pakunek. Zaraz siegnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, aby wyciągnąć skórzany portfel – Ile jestem winien? – dopytał jeszcze zanim zastanowił się nad kawą, na jaką miał dzisiaj ochotę.
– Poproszę czarną z dwiema łyżeczkami cukru. – odparł ostatecznie – Pijam czasami z mlekiem, ale w ostatnich latach nie toleruje go najlepiej, więc staram się omijać jeżeli mogę – wyjaśnił jeszcze w swoistej pogawędce, zachęcając Norę, aby ona tez pociągnęła dialog – Szczerze powiedziawszy preferuję tez herbatę, ale dobrze jest od czasu do czasu czymś się zaskoczyć, a jest też dość wcześnie. Przyda mi się energia na resztę dnia. – ludzie mogli mówić o Elliocie różne rzeczy, tak samo jak o wszystkich Malfoyach – że są chłodną, skostniałą i wywyższającą się nad wszystkimi rodziną – ale bycie kulturalnym i dostosowywanie się do atmosfery miejsca było równie ważne co dystansowanie się od emocji, gdy było się w miejscu publicznym. U Elliotta faktorem był też fakt, że zanim przeżarła go gorycz ciężaru ojcowskiego dziedzictwa był energicznym i pozytywnie nastawionym do świata chłopcem uważającym, że każdego powinno traktować się tak samo, bez względu na status. Dopiero w wieku nastoletnim i późniejszej młodej dorosłości dotarło do niego jak wiele dzieli go od większości ludzi, jakich spotyka na swojej drodze poza zdobnymi salami i balami. Życie było grą, a nie skorzystanie z dobrej puli, jaką dostało się na początek świadczyłoby tylko i wyłącznie o głupocie, nawet jeżeli zepsuć miało to jego dobroduszność... o tym, jednak nie mówiło się na głos.
Postanowił nie kontynuować tematu pomyłki w ostentacyjny sposób, nie chcąc, aby właścicielka lokalu brnęła w kolejne wyjaśnienia oraz usprawiedliwienia, nie było mu to potrzebne, a byli też z ojcem bardzo podobni z wyglądu, z każdym rokiem coraz bardziej, co Elliottowi niezbyt leżało.
– Bardzo ładne imię, moja matka się tak nazywa – zauważył i zmierzył Norę wzrokiem, odrobinę teatralnie, jakby myślał nad tym, co chce powiedzieć, chociaż bardzo dobrze wiedział jakie będą kolejne słowa – Można powiedzieć, że z urody jesteście dość podobne, ona też jest drobną blondynką. – uśmiechnął się pod nosem – Teraz powinniśmy być kwita, ty mnie porównałaś do mojego ojca, ja ciebie do mojej matki. – mrugnął i rozejrzał się, równie teatralnie co wcześniej zmierzył kobietę wzrokiem. Nachylił się w jej stronę przez ladę, konspiracyjnie – Będziemy używać tego samego kremu na zmarszczki. – czy powinien tak żartować z kobietą? Być może nie, ale nie był na salonach, a dopiero co poznana Eleonora była bliska Erikowi, musiała więc posiadać poczucie humoru.
– Dziękuję ślicznie. – odparł prostując się i przysuwając do siebie skrzętnie zawinięty pakunek. Zaraz siegnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, aby wyciągnąć skórzany portfel – Ile jestem winien? – dopytał jeszcze zanim zastanowił się nad kawą, na jaką miał dzisiaj ochotę.
– Poproszę czarną z dwiema łyżeczkami cukru. – odparł ostatecznie – Pijam czasami z mlekiem, ale w ostatnich latach nie toleruje go najlepiej, więc staram się omijać jeżeli mogę – wyjaśnił jeszcze w swoistej pogawędce, zachęcając Norę, aby ona tez pociągnęła dialog – Szczerze powiedziawszy preferuję tez herbatę, ale dobrze jest od czasu do czasu czymś się zaskoczyć, a jest też dość wcześnie. Przyda mi się energia na resztę dnia. – ludzie mogli mówić o Elliocie różne rzeczy, tak samo jak o wszystkich Malfoyach – że są chłodną, skostniałą i wywyższającą się nad wszystkimi rodziną – ale bycie kulturalnym i dostosowywanie się do atmosfery miejsca było równie ważne co dystansowanie się od emocji, gdy było się w miejscu publicznym. U Elliotta faktorem był też fakt, że zanim przeżarła go gorycz ciężaru ojcowskiego dziedzictwa był energicznym i pozytywnie nastawionym do świata chłopcem uważającym, że każdego powinno traktować się tak samo, bez względu na status. Dopiero w wieku nastoletnim i późniejszej młodej dorosłości dotarło do niego jak wiele dzieli go od większości ludzi, jakich spotyka na swojej drodze poza zdobnymi salami i balami. Życie było grą, a nie skorzystanie z dobrej puli, jaką dostało się na początek świadczyłoby tylko i wyłącznie o głupocie, nawet jeżeli zepsuć miało to jego dobroduszność... o tym, jednak nie mówiło się na głos.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦