22.05.2024, 00:43 ✶
- A w twoich? - Wciął się, kiedy Longbottom przechylał głowę w bok, a później uśmiechnął się nieco szerzej, trochę jakby opowiedział właśnie dobry dowcip i czekał teraz na reakcję. Później wysłuchał go normalnie, jak gdyby nigdy nic, znów stukając przy tym palcami o krawędź zajmowanego przez nich kąpieliska. Mógł się z nim zgodzić, gdyby o kopię mugolskich maszyn analitycznych posądził instytut magicznej maszynerii - nie naukowców oddających się urokom i rytuałom. - Maszyny mają nad nami taką przewagę, iż nie ogranicza ich biologia. Spotkałeś kiedyś człowieka cierpiącego na tak zwaną chorobę Milforda? - Jakże wielkim zawodem dla Dolohova było zorientowanie się, że pamiętanie wszystkiego okazywało się być zawadą, a nie wspomagaczem naukowej kariery. To, w jaki sposób skonstruowany był ludzki mózg, wymagało zapominania, żeby nie przeżywać w kółko tych samych zdarzeń, tylko wypracowywać na ich podstawie mechanizmy obronne i nawyki - Lyssa, Lycoris i Cain byli tego chodzącymi, przykrymi dla oczu dowodami. - Pomyślałbyś, że to wspaniały dar pamiętać wszystko, czego doświadczyłeś, a jednak okazuje się to chorobą, powiedziałbym przekleństwem. Znam osobiście trzy przypadki i każdy z nich okraszony jest wybitnym cierpieniem - cóż z głową zauroczonego musiałyby zrobić wszystkie te procesy, zebrane dane, skoro nie jest w stanie udźwignąć kilkudziesięciu lat życia i obarczeni nią czarodzieje często umierają przedwcześnie?
Dolohov komunikował swoją opinię na ten temat bardzo swobodnie. Brzmiał bardziej jakby chciał wplatać pomiędzy przemyślenia Longbottoma swoje ciekawostki, nie jak ktoś narzucający mu swoją wolę - wynikało to z braku potrzeby zbijania jego argumentów - nie potrafił potraktować rozmowy odbywającej się w obrzydliwej, dotykanej przez inne ciała wannie. Nigdy nie powinien tu przychodzić i to był zdecydowanie ostatni raz, kiedy ktokolwiek go do tego namówił, ale dzisiaj nie wróci do Praw Czasu narzekając, bo spotkał tu jego.
- Nie. - Albo nie zrozumiał pytania. Nie miał nigdy trudności z dojrzeniem przyszłości kogoś, kogo życie zupełnie go nie dotyczyło. - Ale tak - znanie kogoś pomaga w interpretacji symboli. Zawęża możliwości. Tylko to jest już analizą zastanych faktów - zażyłość nie sprawi, że komukolwiek uda się dostrzec więcej. Wręcz przeciwnie - może to przekierować uwagę trzeciego oka na siebie samego - bo chodzi tu o intensywność. Przed Beltane każdy znany mi jasnowidz miał wizję dotyczącą sabatu, domyślasz się pewnie dlaczego - bo to było jedno, wielkie skupisko emocji i wybuch energii, która zamieszała to wszystko jak składniki w kotle.
Notatka w głowie - Erik Longbottom nie uważał na zajęciach z dywinacji w Hogwarcie. Albo w ogóle na nie nie uczęszczał.
- Jest to sztuka wróżenia z pośladków. Wymytych, mam nadzieję. - Przekręcił się w miejscu. Nawet przeszła go taka myśl - ciekawe czy go to speszy.
- Oh ciężko jest pokonać tak dużą liczbę świateł, ale o ile masz dobrą wyobraźnię i uważny słuch, mogę opowiadać ci nawet o pustym niebie. - Pominął fakt posiadania jego wyjątkowo dokładnej mapy na suficie salonu, w którym mógłby ją przyjąć zamiast w Prawach Czasu. - Nawet ich nie lubię - przyznał - ale dam ci się zaskoczyć. Nie pytaj mnie dlaczego, po prostu mam przeczucie.
Dolohov komunikował swoją opinię na ten temat bardzo swobodnie. Brzmiał bardziej jakby chciał wplatać pomiędzy przemyślenia Longbottoma swoje ciekawostki, nie jak ktoś narzucający mu swoją wolę - wynikało to z braku potrzeby zbijania jego argumentów - nie potrafił potraktować rozmowy odbywającej się w obrzydliwej, dotykanej przez inne ciała wannie. Nigdy nie powinien tu przychodzić i to był zdecydowanie ostatni raz, kiedy ktokolwiek go do tego namówił, ale dzisiaj nie wróci do Praw Czasu narzekając, bo spotkał tu jego.
- Nie. - Albo nie zrozumiał pytania. Nie miał nigdy trudności z dojrzeniem przyszłości kogoś, kogo życie zupełnie go nie dotyczyło. - Ale tak - znanie kogoś pomaga w interpretacji symboli. Zawęża możliwości. Tylko to jest już analizą zastanych faktów - zażyłość nie sprawi, że komukolwiek uda się dostrzec więcej. Wręcz przeciwnie - może to przekierować uwagę trzeciego oka na siebie samego - bo chodzi tu o intensywność. Przed Beltane każdy znany mi jasnowidz miał wizję dotyczącą sabatu, domyślasz się pewnie dlaczego - bo to było jedno, wielkie skupisko emocji i wybuch energii, która zamieszała to wszystko jak składniki w kotle.
Notatka w głowie - Erik Longbottom nie uważał na zajęciach z dywinacji w Hogwarcie. Albo w ogóle na nie nie uczęszczał.
- Jest to sztuka wróżenia z pośladków. Wymytych, mam nadzieję. - Przekręcił się w miejscu. Nawet przeszła go taka myśl - ciekawe czy go to speszy.
- Oh ciężko jest pokonać tak dużą liczbę świateł, ale o ile masz dobrą wyobraźnię i uważny słuch, mogę opowiadać ci nawet o pustym niebie. - Pominął fakt posiadania jego wyjątkowo dokładnej mapy na suficie salonu, w którym mógłby ją przyjąć zamiast w Prawach Czasu. - Nawet ich nie lubię - przyznał - ale dam ci się zaskoczyć. Nie pytaj mnie dlaczego, po prostu mam przeczucie.
with all due respect, which is none