25.12.2022, 15:58 ✶
Szczerze mówiąc to przez ostatnie piętnaście lat zastanawiał się jakim cudem Zeinada go lubi. Co zrobił, że ktoś taki jak Ida Moody chce się z nim przyjaźnić? Lubił ich sporadyczne spotkania podczas których nie było nudno. Dzięki niej podtrzymywał na odpowiednim poziomie swoje czarodziejskie umiejętności ofensywno-defensywne. Łatwiej było z nią walczyć niż spoglądać jej w piękne oczy. To był ten rodzaj kobiet przy których Castiel nie wiedział jak się zachowywać. Ida go sobie "oswoiła" na tyle, że umiał przy niej mówić i to w końcu bez chorobliwego jąkania się. To ewidentny sukces! Przez to wszystko budziła w nim instynkt opiekuńczy a warto przyznać, że nawet własna siostra nie była w stanie tego w nim uruchomić.
Deportował się kilkanaście metrów stąd, przy drogowskazie i resztę drogi pokonywał pieszo. Ubrany był całkowicie zwyczajnie, w stylu czarodziejskim, w ciemnych kolorach. Szata łopotała za jego plecami zdradzając tempo z jakim się przemieszczał.
- Tak, jestem. Mam nawet wygodniejsze buty.- podniósł stopę, na której nie miał jak zazwyczaj topornego glana a obuwie sportowe. Cóż, też czarne. Omiótł wzrokiem sylwetkę towarzyszki i byłby ślepcem gdyby nie zauważył spuchniętej wargi i grymasu na twarzy kiedy wstawała. Nadąsał się. Zatrzymał się przed nią i skrzyżował ręce na ramionach.
- Jesteś biała jak ściana, spięta jak struna i ja mam ciskać w ciebie zaklęcia? Zeinada, na brodę Merlina.- rozmasował dwoma palcami swoje brwi i przestąpił z nogi na nogę z irytacji.
- Wiesz, że jeśli zamiast treningu zaproponujesz spotkanie w "Dziurawym Kotle" to absolutnie świat się nie skończy?- zapytał, chowając różdżkę do kieszeni. Męska duma, kultura osobista i wychowanie nie pozwalało mu rzucać zaklęciami w osłabionego przeciwnika i to w dodatku taką kobietę!
- Co ci dolega? Powikłania po pracy, przewiało Cię?- dopytywał z troską, nie biorąc jeszcze pod uwagę jej tajemniczej choroby, o której przez tyle lat mu nie opowiedziała. Najwyraźniej było to na tyle intymne, że osoby trzecie nie powinny się tym interesować. Nie dopytywał jednak na ten temat, cały czas szanując jej decyzję. Nie znaczy to, że będzie ciskał w nią zaklęciami kiedy krew odpływa jej z twarzy! Chyba oszalała. Najpierw sobie o tym porozmawiają i dopiero później zadecydują o następnych krokach.
Deportował się kilkanaście metrów stąd, przy drogowskazie i resztę drogi pokonywał pieszo. Ubrany był całkowicie zwyczajnie, w stylu czarodziejskim, w ciemnych kolorach. Szata łopotała za jego plecami zdradzając tempo z jakim się przemieszczał.
- Tak, jestem. Mam nawet wygodniejsze buty.- podniósł stopę, na której nie miał jak zazwyczaj topornego glana a obuwie sportowe. Cóż, też czarne. Omiótł wzrokiem sylwetkę towarzyszki i byłby ślepcem gdyby nie zauważył spuchniętej wargi i grymasu na twarzy kiedy wstawała. Nadąsał się. Zatrzymał się przed nią i skrzyżował ręce na ramionach.
- Jesteś biała jak ściana, spięta jak struna i ja mam ciskać w ciebie zaklęcia? Zeinada, na brodę Merlina.- rozmasował dwoma palcami swoje brwi i przestąpił z nogi na nogę z irytacji.
- Wiesz, że jeśli zamiast treningu zaproponujesz spotkanie w "Dziurawym Kotle" to absolutnie świat się nie skończy?- zapytał, chowając różdżkę do kieszeni. Męska duma, kultura osobista i wychowanie nie pozwalało mu rzucać zaklęciami w osłabionego przeciwnika i to w dodatku taką kobietę!
- Co ci dolega? Powikłania po pracy, przewiało Cię?- dopytywał z troską, nie biorąc jeszcze pod uwagę jej tajemniczej choroby, o której przez tyle lat mu nie opowiedziała. Najwyraźniej było to na tyle intymne, że osoby trzecie nie powinny się tym interesować. Nie dopytywał jednak na ten temat, cały czas szanując jej decyzję. Nie znaczy to, że będzie ciskał w nią zaklęciami kiedy krew odpływa jej z twarzy! Chyba oszalała. Najpierw sobie o tym porozmawiają i dopiero później zadecydują o następnych krokach.