22.05.2024, 09:43 ✶
Szczerze mówiąc oczekiwała, że zostanie odstawiona w tym samym miejscu pod regałem. A jednak Richard postanowił urządzić sobie spacer po bibliotece. Już przy pierwszym kroku złapała go za ramię; tak profilaktycznie, przezornie, co by na pewno nie spaść.
Jak na kogoś kto spędził w życiu statystycznie nieporównywalnie więcej czasu pod ptasią postacią (w porównaniu do zwykłych czarodziejów i mugoli), Lorien wyjątkowo nie przepadała za byciem podnoszoną czy niesioną gdziekolwiek.
Dlatego może brzmiała trochę zbyt ostrzej niż zakładała. Trochę też do niej powoli zaczęło docierać, że mogła sobie zrobić krzywdę i może niekoniecznie miała wszystko pod kontrolą. Na ten temat postanowiła jednak milczeć.
Spojrzała w stronę drzwi jeszcze zanim pokonali krótką odległość między regałem, a fotelem. Wizja bycia nakrytą na… no właśnie, na czym? Wolała nawet nie myśleć jak to mogło wyglądać z zewnątrz, więc nie poświęciła tej myśli więcej uwagi. Na szczęście nie mieli żadnego towarzystwa.
Natomiast, kiedy pierwszy moment zawstydzenia przeminął, rozpogodziła się i sama Lorien.
Odstawiona na ziemię, nie skorzystała z faktu, że może usiąść, pozwolić sobie na moment odpoczynku. W pionie trzymała ją adrenalina, litry kawy i czysta, babska przekora.
- Tak.- Odpowiedziała na pytanie szwagra, otrzepując i wygładzając szatę. Po ciągnącej się niemal w nieskończoność chwili milczenia, w końcu zdobyła się również na krótkie - Dziękuję.
Nie doprecyzowała za co, bo akurat to zdawało się być oczywiste. Mógł w ogóle nie zainterweniować i pozwolić jej się obić. Poza tym to “nie pozwoliłbym”, nieważne czym podyktowane, wciąż było… wyjątkowo miłe.
Sama Lorien trzymała się nieźle jak na kogoś kto bardzo powoli wychodził ze swojego depresyjnego epizodu. Klimat Londynu jej służył. Znajome miejsce, ludzie, atmosfera. Nawet jeśli nie ze wszystkim (wszystkimi?) było jej po drodze i do wielu zmian trzeba było się przyzwyczaić praktycznie z dnia na dzień.
W każdym innym przypadku pozwoliłaby, żeby zapadła między nimi cisza. Komfortowa, pozwalająca każdemu wrócić do swoich zadań. Ale wyjątkowo dobrze złożyło się, że to właśnie ten Mulciber pojawił się w bibliotece, kiedy sama Lorien była zajęta przeglądaniem i poprawianiem dokumentacji firmy pasierbicy.
- Dlaczego nie śpisz?- Zapytała, ostatecznie i tak kierując kroki w stronę biurka. Odłożyła ciężki tom na stertę papierów.- Obudziła cię nasza bimbrownicza principessa?
Jak na kogoś kto spędził w życiu statystycznie nieporównywalnie więcej czasu pod ptasią postacią (w porównaniu do zwykłych czarodziejów i mugoli), Lorien wyjątkowo nie przepadała za byciem podnoszoną czy niesioną gdziekolwiek.
Dlatego może brzmiała trochę zbyt ostrzej niż zakładała. Trochę też do niej powoli zaczęło docierać, że mogła sobie zrobić krzywdę i może niekoniecznie miała wszystko pod kontrolą. Na ten temat postanowiła jednak milczeć.
Spojrzała w stronę drzwi jeszcze zanim pokonali krótką odległość między regałem, a fotelem. Wizja bycia nakrytą na… no właśnie, na czym? Wolała nawet nie myśleć jak to mogło wyglądać z zewnątrz, więc nie poświęciła tej myśli więcej uwagi. Na szczęście nie mieli żadnego towarzystwa.
Natomiast, kiedy pierwszy moment zawstydzenia przeminął, rozpogodziła się i sama Lorien.
Odstawiona na ziemię, nie skorzystała z faktu, że może usiąść, pozwolić sobie na moment odpoczynku. W pionie trzymała ją adrenalina, litry kawy i czysta, babska przekora.
- Tak.- Odpowiedziała na pytanie szwagra, otrzepując i wygładzając szatę. Po ciągnącej się niemal w nieskończoność chwili milczenia, w końcu zdobyła się również na krótkie - Dziękuję.
Nie doprecyzowała za co, bo akurat to zdawało się być oczywiste. Mógł w ogóle nie zainterweniować i pozwolić jej się obić. Poza tym to “nie pozwoliłbym”, nieważne czym podyktowane, wciąż było… wyjątkowo miłe.
Sama Lorien trzymała się nieźle jak na kogoś kto bardzo powoli wychodził ze swojego depresyjnego epizodu. Klimat Londynu jej służył. Znajome miejsce, ludzie, atmosfera. Nawet jeśli nie ze wszystkim (wszystkimi?) było jej po drodze i do wielu zmian trzeba było się przyzwyczaić praktycznie z dnia na dzień.
W każdym innym przypadku pozwoliłaby, żeby zapadła między nimi cisza. Komfortowa, pozwalająca każdemu wrócić do swoich zadań. Ale wyjątkowo dobrze złożyło się, że to właśnie ten Mulciber pojawił się w bibliotece, kiedy sama Lorien była zajęta przeglądaniem i poprawianiem dokumentacji firmy pasierbicy.
- Dlaczego nie śpisz?- Zapytała, ostatecznie i tak kierując kroki w stronę biurka. Odłożyła ciężki tom na stertę papierów.- Obudziła cię nasza bimbrownicza principessa?