Gerry dopiła swojego drinka, dosyć szybko zamówiła kolejnego, przy okazji poprosiła barmana o całą butelkę, bez sensu, żeby co chwilę dolewał jej alkoholu, kiedy miała zmiar faktycznie się dzisiaj nieco sponiewierać.
Zamrugała dwa razy, kiedy usłyszała jego wyznanie. Był pijany, to na pewno przez to, może się z niej nabijał? Miała świadomość, że osoby, jak ona raczej nie leżały w centrum zainteresowania takich jak on. Raczej jej unikali, z racji na reputację, która wyróżniała się na tle reszty czystokrwistych panien. Odpowiadało jej to, wiele lat walczyła o to, żeby nie być traktowana jak większość kobiet. Udowadniała swoją siłę, dorównywała najsliniejszym mężczyzną, by nie traktowali jej lekceważąco. Chyba nawet udało jej się wypracować pewną pozycję wśród podobnych sobie.
Roześmiała się w głos, bo nie do końca wiedziała, jak zareagować na jego słowa. - Musisz być trochę wstawiony, że tak mówisz. - Zdawała sobie sprawę, jak wygląda, nie była typową pięknością, która mogła wzbudzać podziw mężczyzn, znajdowali się tacy, którzy lubili jej wyjątkowość, wiedziała, że niektórzy nie podążali za typowymi standardami piękna, jednak nigdy nie spodziewałaby się tego po Perseusie. - Bliżej mi do demona, niż do anioła. - Powinien o tym wiedzieć, nie spodziewała się usłyszeć podobnych słów z jego ust, nieco wybiło ją to z pantałyku. Nie wiedziała, co chce osiągnąć tymi komplementami, a nie znosiła domysłów. Była prostym człowiekiem i wolała bezpośredniość.
- Myślałam, że wy mężczyźni macie więcej do powiedzenia na temat swoich ślubów, niż kobiety. - Kobiety rzadko kiedy mogły wybrzydzać, rodziny traktowały je niczym przedmiot na sprzedaż i oddawały lepszej partii, która się trafiła. Wydawało jej się, że mężczyźni mogą sobie wybierać przyszłe żony, że mieli pod tym względem więcej swobody, może się myliła? Miała ogromne szczęście, że Gerard nie był taki, jak większość czystokrwistych ojców, że nie męczył jej, aż tak tymi sugestiami o staropanieństwie, a wręcz przeciwnie. Uspokajał Jennifer, że ma jeszcze czas, aby założyć rodzinę.
Mrugnęła do niego porozumiewawczo, nim odpowiedziała na kolejne pytanie. - Jestem w stanie coś zdziałać, jakby coś to napisz, zobaczymy, co da się zrobić. - Oczywiście był to żart, bo Yaxley z zasady nie polowała na ludzi.
- Jasne, możemy, prowadź, bo nie mam pojęcia dokąd iść. - Wzięła w dłoń szklankę i butelkę alkoholu, dobrze się stało, że ją zamówiła.