Wróciła pamięcią do korytarzy Ministerstwa. Ilu pracowników tam mogło się zmieścić?
— Nie wiem, ale dość sporo. Jest dużo pięter, a korytarze wyglądają, jakby się nie kończyły. Dodatkowo, jest dość ciasno, więc to też daje wrażenie, że jest więcej ludzi. Można się tam pewnie nieźle zgubić.
Albo utknąć w windzie — dodała w myślach. Praca w Ministerstwie kojarzyła się Peppie do niedawna z czymś prestiżowym, ale po wizycie, zmieniła zdanie. Miała wrażenie, że co drugi czarodziej tam pracuje, a samo wnętrze jest przygnębiające i nie wróży miłego czasu pracy.
— Rabastan Lestrange — rzuciła siląc się na neutralny ton, ale James mógł usłyszeć w jej głosie pewną dozę odczuwanej przyjemności z wymienienia nazwiska kolegi. Odchrząknęła, samej też to dostrzegając. — Jest dwa lata starszy, też ze Slytherina. Kolegowaliśmy się jakiś czas.
Peppa miała od grona znajomych, dlatego nie było powodu, by James jej nie uwierzył w to ostatnie zdanie, chociaż daleko mu od prawdy. W końcu pierwszy raz zamieniła słowo z Rabastanem dopiero dzisiaj, jednocześnie informując go o swojej egzystencji. Lepiej późno, niż wcale. W głowie panny Potter już kłębiło się milion pomysłów na to, jak zaaranżować kolejne spotkanie z "kolegą ze szkoły", a rozmarzony wyraz twarzy powrócił. Mimowolnie wróciła wspomnieniem do momentu, kiedy wpadła w jego ramiona w tej nieszczęsnej windzie... Zasłoniła sobie usta dłonią, by zdusić rozemocjonowany pisk. Znów odchrząknęła.
— Strasznie mi w gardle zaschło, jak ta herbata? — Próbowała się wymigać z problemu z odruchowymi dźwiękami.