22.05.2024, 12:30 ✶
– Przy twoim obecnym stanie filiżanka już by ci nie zaszkodziła, ale jeśli wolisz herbatę to lepiej. Chcesz zwykłą, czy mogę zasugerować ci coś na wzmocnienie? – powiedział i machnął różdżką, by woda na herbatę zaczęła się gotować. Ton glosu uzdrowiciela sugerował mocno, ktorą opcję powinna wybrać – Obiecuję, że podam ci taką, która działa i nie smakuje jak trawa. – Znał się na tym. W końcu sam ich już ileś przetestował.
– Gdybyś rzeczywiście dała się dźgnąć, tylko po to aby zepsuć jej randkę to na jej miejscu czułbym się zaszczycony – zażartował. – Ile byli razem?
Jeśli więcej, niż jeden dzień, to Erik musiał być najcierpliwszym czarodziejem w Wielkiej Brytanii, a Longbottomowie naprawdę lubili zdesperowanych. No chyba, że Francesca, tak jak gdy rozmawiał z nią jeszcze od czasu do czasu w księgarni, nie wyłożyła od razu wszystkich kart na stół.
Przez chwilę sam nic nie mówił, gryząc właśnie jednego naleśnika. Wyszły mu naprawdę całkiem dobre, a jedzenie było jakoś znacznie łatwiejsze od tłumaczenia swojej dziwnej sześcio-dziewiątkowej teorii.
– Sam nie wiem. Nie rozumiem. Pewnie gdyby powiedział mi tak jakiś pacjent to uznałbym, że przynanajmniej z częścią rzeczy przesadza. – westchnął cicho. – A jeśli to rzeczywiście miałaby być jakaś klątwą to musi być naprawdę sprytna, lub ogłupiać klatwołamacza, na którego ją rzuconą.
Zastanowił się przez chwilę.
– Tak na przyjęciu twojej matki, ale chyba nawet nie rozmawialiśmy wtedy. Wspólnych wrogów pewnie nie mamy, no chyba, że Francescę, ale to dopiero od wczoraj. Nie dotykaliśmy razem dziwnych przedmiotów, ani nie byliśmy razem w dziwnych miejscach. Data to raczej za mało. A też raczej nie trzymaliśmy się nigdy na tyle razem, by ktoś uznał, że trzeba przeklnąć akurat naszą dwójkę. Zresztą myślę, że badałem cię tyle razy, że bym coś zauważył. Chyba, że nie wiem. Została tak stworzona, że z jakiś powodów może ją wykryć tylko ktoś inny.
Zamilkł na chwilę zamyślony wpatrując się w swojego naleśnika. Chichot losu. Tak to określiła Millie. Może miałoby sens gdyby wraz z Brenną poprosili Moody o układ dla tej całej sytuacji, ale Basilius coś czuł, że musiałby najpierw sporządzić całą listę pytań, których Millie ma nie zadawać kartom, a chyba nie miał na to siły.
– W każdym razie cieszę się, że wczoraj na nas wpadłaś i zniszczyłaś mi randkę. – Bo tak w ogóle to wolę, abyś nachodziła mnie w szpitalu i poza nim, niż gdybym to ja musiał przychodzić nad twój grób. No i byłoby bez ciebie nudno.
– Gdybyś rzeczywiście dała się dźgnąć, tylko po to aby zepsuć jej randkę to na jej miejscu czułbym się zaszczycony – zażartował. – Ile byli razem?
Jeśli więcej, niż jeden dzień, to Erik musiał być najcierpliwszym czarodziejem w Wielkiej Brytanii, a Longbottomowie naprawdę lubili zdesperowanych. No chyba, że Francesca, tak jak gdy rozmawiał z nią jeszcze od czasu do czasu w księgarni, nie wyłożyła od razu wszystkich kart na stół.
Przez chwilę sam nic nie mówił, gryząc właśnie jednego naleśnika. Wyszły mu naprawdę całkiem dobre, a jedzenie było jakoś znacznie łatwiejsze od tłumaczenia swojej dziwnej sześcio-dziewiątkowej teorii.
– Sam nie wiem. Nie rozumiem. Pewnie gdyby powiedział mi tak jakiś pacjent to uznałbym, że przynanajmniej z częścią rzeczy przesadza. – westchnął cicho. – A jeśli to rzeczywiście miałaby być jakaś klątwą to musi być naprawdę sprytna, lub ogłupiać klatwołamacza, na którego ją rzuconą.
Zastanowił się przez chwilę.
– Tak na przyjęciu twojej matki, ale chyba nawet nie rozmawialiśmy wtedy. Wspólnych wrogów pewnie nie mamy, no chyba, że Francescę, ale to dopiero od wczoraj. Nie dotykaliśmy razem dziwnych przedmiotów, ani nie byliśmy razem w dziwnych miejscach. Data to raczej za mało. A też raczej nie trzymaliśmy się nigdy na tyle razem, by ktoś uznał, że trzeba przeklnąć akurat naszą dwójkę. Zresztą myślę, że badałem cię tyle razy, że bym coś zauważył. Chyba, że nie wiem. Została tak stworzona, że z jakiś powodów może ją wykryć tylko ktoś inny.
Zamilkł na chwilę zamyślony wpatrując się w swojego naleśnika. Chichot losu. Tak to określiła Millie. Może miałoby sens gdyby wraz z Brenną poprosili Moody o układ dla tej całej sytuacji, ale Basilius coś czuł, że musiałby najpierw sporządzić całą listę pytań, których Millie ma nie zadawać kartom, a chyba nie miał na to siły.
– W każdym razie cieszę się, że wczoraj na nas wpadłaś i zniszczyłaś mi randkę. – Bo tak w ogóle to wolę, abyś nachodziła mnie w szpitalu i poza nim, niż gdybym to ja musiał przychodzić nad twój grób. No i byłoby bez ciebie nudno.