26.12.2022, 08:38 ✶
Dlaczego ich to spotyka? Przecież to utrudnia życie choć jednocześnie ożywia ich dusze. Czemu nie mogłoby to być prostsze? Nie trafiło ich przyciąganie do żadnej kobiety a do siebie nawzajem. Wystarczył jeden pocałunek. Czy gdyby nie tamten zryw Fergusa to zmieniłoby się między nimi cokolwiek? Zastanawiał się czy jego umysł samodzielnie umiałby zrozumieć, że pozytywne zaskoczenie osobą Fergusa miało związek z przyciąganiem? W parze szły uczucia, nie był pewien które ale za to wiedział, że chce być blisko. Fergus odpowiadał, słyszał jego cichy głos i ciche wyznanie, rozwiewające wątpliwości. Stał tak blisko, że radość ewoluowała w jeszcze głębsze pragnienie pocałunku. Ponownie Fergus wydawał się czytać w myślach bo chwilę później czuł na twarzy jego usta. Wtłoczył do płuc powietrze ogrzane jego płucami, obiema dłońmi przycisnął go do siebie i w końcu, po tak długim czasie, wpił się w jego wargi z utęsknieniem. Ten pocałunek nie miał nic wspólnego z nieśmiałością. Lgnął do tej cienkiej skóry na jego wargach, do wilgotnego języka, którego smak musiał sobie przypomnieć, do gorących policzków i spiętego karku. Ręce same decydowały gdzie trafią. Jedna dłoń zatrzymała się na wysokości jego nerek, przyciskając jego ciało mocno do swojego. Druga za to naparła na potylicę aby też nie myślał się odsunąć po zbędny oddech. Pogłębił pocałunek już łapczywie. Wydusił z siebie jęk zachwytu gdy Fergus odpowiadał. Znów czuł, że żyje. Po raz kolejny jego ciało zaczynało się trząść za nim, drżąc z niespożytej energii. Przestał jasno myśleć, bo jednym pragnieniem było zmaltretowanie jego ust pocałunkami, które nawet na moment nie zwalniały. Uwalniał z siebie ukrytą energię i wyładowywał ją w namiętności, pokazując, że i jego krew wrze. Nie myśląc już jasno zacisnął palce na materiale jego koszulki i podwinął ją, ale tylko po to aby dłoń mogła się wkraść na gładkie i rozpalone plecy. Westchnął do jego ust i przesunął palcami, a i nawet paznokciami wzdłuż jego kręgosłupa, wciąż nie pozwalając mu się odsunąć. Zrobił pół kroku w jego stronę, jak niewyżyty. Nie słyszał nic, nie widział nic. Zmysł dotyku, zapachu i smaku zastępował teraz oczy duszy. Dopiero ścisk w płucach zmusił go do zatrzymania pocałunku i dotlenienia mózgu. Nie odsuwał się jednak od jego ust zbyt daleko, może szalone dwa cale, nie więcej.
- Czekałem na to.- usłyszał swój schrypnięty głos, wodząc rękoma po jego plecach a po chwili, gdy znalazła się między nimi zbędna przestrzeń, pomknął dłonią wzdłuż jego brzucha, mostka, gładząc skórę w tylko sobie znanej ścieżce. Nie odsuwał jego koszuli, zahaczonej o swój nadgarstek. Jak na swoją łapczywość był wciąż grzeczny. Nie zapominał gdzie się znajdują. Był przekonany, że oderwanie się teraz od niego graniczyć będzie z cudem. Stał więc w odpowiedniej odległości i dbał o szybkie unormowanie oddechu, aby nie tracić czasu na zbyt długie dotlenianie się.
- Czekałem na to.- usłyszał swój schrypnięty głos, wodząc rękoma po jego plecach a po chwili, gdy znalazła się między nimi zbędna przestrzeń, pomknął dłonią wzdłuż jego brzucha, mostka, gładząc skórę w tylko sobie znanej ścieżce. Nie odsuwał jego koszuli, zahaczonej o swój nadgarstek. Jak na swoją łapczywość był wciąż grzeczny. Nie zapominał gdzie się znajdują. Był przekonany, że oderwanie się teraz od niego graniczyć będzie z cudem. Stał więc w odpowiedniej odległości i dbał o szybkie unormowanie oddechu, aby nie tracić czasu na zbyt długie dotlenianie się.