Odkąd przebywała w Szkocji a Robert nie miał możliwości jej odwiedzać, sprawdzać jak się trzyma, funkcjonuje, Richard go zastępował. I choć nie przepadali oboje za sobą, umiał jednak z kobietą odpowiednio wytrzymać. Przypilnować, aby sobie czasem czegoś nie zrobiła. Tak i tutaj, uratował ją od nieprzyjemnego upadku. Postawił zgodnie z życzeniem na podłodze, ale bliżej fotela. Jakby miał obchodzić się z nią jak z porcelaną. Kobiety były przecież delikatne. I Richard nie przepadał za nią, to jednak musiał akceptować jej obecność w rodzinie.
Potwierdziła mu, że jest cała i innej krzywdy sobie nie zrobiła, skinął głową, przyjmując do wiadomości jej odpowiedź. Ruszył w kierunku przewróconego stołka. Na jej podziękowanie, nie odpowiedział nic. Jedynie wzrokiem, jakby chciał powiedzieć "nie ma za co”, kiedy na nią spojrzał. Skupił uwagę na meblu, po którego schylił się aby podnieść. Postawił tam, gdzie stał i sprawdził stabilność, czy nie połamał się. Obiema rękoma po prostu nacisnął na siedzisko. Nie siadał na niego.
- Tak. Słyszałem w nocy hałasy. Od tego momentu nie mogłem już zasnąć.Odpowiedział na jej pytanie, wracając do niej, obchodząc biurko i zaczął przeglądać zawartość szuflad, w poszukiwaniu papierosów. W każdym takim pomieszczeniu zawsze gdzieś zostawiali jakąś paczkę.
- A Ty? Śmierci szukałaś?
Pociągnął temat, może niezbyt miło, ale zaczepnie nawiązując do tego wdrapywania się po regale aby książę zdjąć z półki.
Trzecia szuflada z biurka miała jedną napoczętą już paczkę papierosów. Wyjął jednego z opakowania i zapałki. Odpalił sobie papierosa. Zapałkę zgaszoną, wrzucił do popielniczki.