22.05.2024, 20:35 ✶
A więc nie żartował. Lestrange odłożył ostrożnie kubek na blat stolika, dbając o to, by naczynie dotknęło najpierw podkładki. Nie zniósłby, gdyby na blacie pojawił się nieestetyczny okrąg z wody, skraplającej się na ściankach naczynia. W sumie nie wiedział, czemu założył, że Nick żartuje. Przecież Travers nie potrafił w żarty. Ale... To brzmiało tak cholernie abstrakcyjnie, że po prostu nie mógł w to uwierzyć. Rodolphus oparł się wygodnie na kanapie, a wzrok utkwił w suficie. Przygryzł wnętrze policzka, próbując zebrać myśli.
- Jeżeli pytasz mnie, czy coś o tym wiem, to nie - nie mam pojęcia, co się stało i czy ktoś wydał rozkaz z góry, czy była to samowolka - odparł, obracając leniwie głowę w kierunku Nicholasa. - Na pewno był to śmierciożerca? A nie ktoś, kto po prostu postanowił ściągnąć na nas uwagę, po prostu ubierając się podobnie?
Naśladowcy nie brał pod uwagę, bo przecież takowy musiałby otrzymać rozkaz z góry. A naprawdę nie chciało mu się wierzyć, że ktokolwiek z nich byłby na tyle głupi, by to zrobić.
- Był sam? A wiadomo było, że młody Prewett będzie miał obstawę? - zmrużył oczy, zmieniając pozycję. Sięgnął po herbatę, upił łyk. Jego myśli gnały teraz wokół różnych naprędce stworzonych, możliwie prawdopodobnych planów. - Dziwnie to wygląda. Opcji jest kilka. Pierwszą z nich: to faktycznie ktoś od nas i został wysłany w pułapkę. Wtedy mielibyśmy kolejnego zdrajcę w szeregach. Druga opcja: to prywatna vendetta i ten ktoś nie sprawdził wcześniej terenu. Skąd Prewett wiedział, że ktoś zaatakuje?
Zerknął na Nicholasa. Nie podejrzewał go o sprzedawanie Laurentowi informacji, ale może miał jakiś pomysł, jakim cudem pojawiła się tam obstawa? Oczywiście istniało prawdopodobieństwo, że było to niezamierzone, tak po prostu na wszelki wypadek.
- Wiadomo, kto tam był? Co do koni... Nie wypowiem się. Podobno mugole lubią zastraszać w ten sposób innych, ale słyszałem, że ucinają łby koniom lub świniom i podrzucają do łóżka - wzruszył ramionami. Dość drastyczne, ale w sumie podobała mu się ta idea. - Jeżeli nie wiedział, to musi mieć nadopiekuńczych przyjaciół lub też znajomości w Ministerstwie. To powinien być dla nas sygnał, żeby zostawić Prewettów w spokoju, dopóki nie uda nam się przeciągnąć ich na jedyną słuszną stronę.
Powiedział w końcu, kończąc swoją wypowiedź kolejnym łykiem herbaty. Odstawił ją na stół, by wesprzeć łokcie na udach.
- Niepokoi mnie to, że istnieje prawdopodobieństwo kolejnego szczura wśród naszych - odezwał się zimno, wpatrując przed siebie gdzieś w pustkę. - Wiadomo, co się stało z atakującym?
I co oni niby mieli zrobić z tą wiedzą? Najprościej byłoby zapytać, ale Lestrange nie miał ochoty iść do Mistrza z taką błahostką. Z drugiej strony zdawał sobie sprawę, że jeżeli coś działo się za jego plecami, to sam fakt, że o tym wiedzieli, mógł być odczytany jako zdrada. Mógł jeszcze zapytać kuzyna i chyba ku tej opcji by się skłaniał.
- Jeżeli pytasz mnie, czy coś o tym wiem, to nie - nie mam pojęcia, co się stało i czy ktoś wydał rozkaz z góry, czy była to samowolka - odparł, obracając leniwie głowę w kierunku Nicholasa. - Na pewno był to śmierciożerca? A nie ktoś, kto po prostu postanowił ściągnąć na nas uwagę, po prostu ubierając się podobnie?
Naśladowcy nie brał pod uwagę, bo przecież takowy musiałby otrzymać rozkaz z góry. A naprawdę nie chciało mu się wierzyć, że ktokolwiek z nich byłby na tyle głupi, by to zrobić.
- Był sam? A wiadomo było, że młody Prewett będzie miał obstawę? - zmrużył oczy, zmieniając pozycję. Sięgnął po herbatę, upił łyk. Jego myśli gnały teraz wokół różnych naprędce stworzonych, możliwie prawdopodobnych planów. - Dziwnie to wygląda. Opcji jest kilka. Pierwszą z nich: to faktycznie ktoś od nas i został wysłany w pułapkę. Wtedy mielibyśmy kolejnego zdrajcę w szeregach. Druga opcja: to prywatna vendetta i ten ktoś nie sprawdził wcześniej terenu. Skąd Prewett wiedział, że ktoś zaatakuje?
Zerknął na Nicholasa. Nie podejrzewał go o sprzedawanie Laurentowi informacji, ale może miał jakiś pomysł, jakim cudem pojawiła się tam obstawa? Oczywiście istniało prawdopodobieństwo, że było to niezamierzone, tak po prostu na wszelki wypadek.
- Wiadomo, kto tam był? Co do koni... Nie wypowiem się. Podobno mugole lubią zastraszać w ten sposób innych, ale słyszałem, że ucinają łby koniom lub świniom i podrzucają do łóżka - wzruszył ramionami. Dość drastyczne, ale w sumie podobała mu się ta idea. - Jeżeli nie wiedział, to musi mieć nadopiekuńczych przyjaciół lub też znajomości w Ministerstwie. To powinien być dla nas sygnał, żeby zostawić Prewettów w spokoju, dopóki nie uda nam się przeciągnąć ich na jedyną słuszną stronę.
Powiedział w końcu, kończąc swoją wypowiedź kolejnym łykiem herbaty. Odstawił ją na stół, by wesprzeć łokcie na udach.
- Niepokoi mnie to, że istnieje prawdopodobieństwo kolejnego szczura wśród naszych - odezwał się zimno, wpatrując przed siebie gdzieś w pustkę. - Wiadomo, co się stało z atakującym?
I co oni niby mieli zrobić z tą wiedzą? Najprościej byłoby zapytać, ale Lestrange nie miał ochoty iść do Mistrza z taką błahostką. Z drugiej strony zdawał sobie sprawę, że jeżeli coś działo się za jego plecami, to sam fakt, że o tym wiedzieli, mógł być odczytany jako zdrada. Mógł jeszcze zapytać kuzyna i chyba ku tej opcji by się skłaniał.