22.05.2024, 21:49 ✶
Już dawno Lorien nauczyła się, że nie musi lubić kogoś, żeby z nim sprawnie kooperować. Czasami po prostu wystarczyło takiego kogoś... przeczekać. Jakkolwiek irracjonalnie by to nie brzmiało w przypadku tej czarownicy.
Nie lubiła szlamiastego Ministra Magii – nie zabrała swoich zabawek z piaskownicy tylko robiła swoje – przeczekała go.
Nie lubiła połowy swoich współpracowników – a jednak wymieniała z nimi uprzejmości na korytarzu, brała udział w rozprawach, a potem dokładała się do prezentów pożegnalnych, gdy odkrywali, że prawo nie jest ich powołaniem i odchodzili w nieznane.
Szwagra też uznała, że przeczeka, dalej wierząc, że pewnego dnia „bardzo ważne sprawy” ściągną go z powrotem do Skandynawii i będzie mogła na nowo cieszyć się świętym spokojem.
Uniosła kąciki ust, bez słowa oglądając jak sprawdza stan stołka. Nie śpieszyła się z dalszą rozmową, tak na wszelki wypadek, gdyby to zadanie wymagające pełnej, niepodzielnej uwagi czarodzieja. Od stołka do biurka odprowadziła go wzrokiem.
Ale fakt - parsknęła cicho na kąśliwą uwagę.
Wbrew pozorom potrafiła docenić dobrą zaczepkę. Dlatego skręciła się lekko, żeby móc spojrzeć na zagracony blat biurka i poklepała książkę po skórzanej okładce jakby była starym modelem miotły, którą próbowała opchnąć pierwszemu lepszemu frajerowi (Panie, stara Longbottomowa tylko raz w tygodniu na Pokątną nią latała!)
Trochę kurzu wzbiło się w powietrze, ale dzięki temu tytuł stał się łatwiejszy do odczytania. Brytyjskie Prawo Handlowe.
- Gorzej. Precedensów podatkowych.- Powiedziała tonem godnym wykończonego prawnika, który widział o jeden przepis prawny za dużo w swoim życiu. Kiedy stanął po drugiej stronie biurka, odwróciła się. Machnęła lekko ręką, pokazując na kilka zapisanych formularzy. Jeśli znał bratanicę na tyle mógł się zorientować, że to jej pismo. Tak czy inaczej nie były to charakterystyczne gryzmoły Lorien.- Tak podejrzewałam, że obudziła pół domu. Szkoda, że nie wpadłeś do nas na herbatkę. Dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy.- A może to i lepiej? Pojawienie się Richarda mogłoby doprowadzić rozhisteryzowaną i przerażoną Sophie do jeszcze większego ataku paniki.
Przechyliła lekko głowę. Lorien, gdy chciała potrafiła być wyjątkowo ekspresyjna – nieważne czy było to krzywienie się, gdy ktoś pieprzył głupoty podczas rozpraw czy tak jak teraz, gdy miała do sprzedania ploteczki.
„No dalej, zapytaj co mi powiedziała.”- mówiła jej mina, gdy wsparła łokcie o blat stołu, splatając palce i wspierając o nie podbródek.
Nie lubiła szlamiastego Ministra Magii – nie zabrała swoich zabawek z piaskownicy tylko robiła swoje – przeczekała go.
Nie lubiła połowy swoich współpracowników – a jednak wymieniała z nimi uprzejmości na korytarzu, brała udział w rozprawach, a potem dokładała się do prezentów pożegnalnych, gdy odkrywali, że prawo nie jest ich powołaniem i odchodzili w nieznane.
Szwagra też uznała, że przeczeka, dalej wierząc, że pewnego dnia „bardzo ważne sprawy” ściągną go z powrotem do Skandynawii i będzie mogła na nowo cieszyć się świętym spokojem.
Uniosła kąciki ust, bez słowa oglądając jak sprawdza stan stołka. Nie śpieszyła się z dalszą rozmową, tak na wszelki wypadek, gdyby to zadanie wymagające pełnej, niepodzielnej uwagi czarodzieja. Od stołka do biurka odprowadziła go wzrokiem.
Ale fakt - parsknęła cicho na kąśliwą uwagę.
Wbrew pozorom potrafiła docenić dobrą zaczepkę. Dlatego skręciła się lekko, żeby móc spojrzeć na zagracony blat biurka i poklepała książkę po skórzanej okładce jakby była starym modelem miotły, którą próbowała opchnąć pierwszemu lepszemu frajerowi (Panie, stara Longbottomowa tylko raz w tygodniu na Pokątną nią latała!)
Trochę kurzu wzbiło się w powietrze, ale dzięki temu tytuł stał się łatwiejszy do odczytania. Brytyjskie Prawo Handlowe.
- Gorzej. Precedensów podatkowych.- Powiedziała tonem godnym wykończonego prawnika, który widział o jeden przepis prawny za dużo w swoim życiu. Kiedy stanął po drugiej stronie biurka, odwróciła się. Machnęła lekko ręką, pokazując na kilka zapisanych formularzy. Jeśli znał bratanicę na tyle mógł się zorientować, że to jej pismo. Tak czy inaczej nie były to charakterystyczne gryzmoły Lorien.- Tak podejrzewałam, że obudziła pół domu. Szkoda, że nie wpadłeś do nas na herbatkę. Dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy.- A może to i lepiej? Pojawienie się Richarda mogłoby doprowadzić rozhisteryzowaną i przerażoną Sophie do jeszcze większego ataku paniki.
Przechyliła lekko głowę. Lorien, gdy chciała potrafiła być wyjątkowo ekspresyjna – nieważne czy było to krzywienie się, gdy ktoś pieprzył głupoty podczas rozpraw czy tak jak teraz, gdy miała do sprzedania ploteczki.
„No dalej, zapytaj co mi powiedziała.”- mówiła jej mina, gdy wsparła łokcie o blat stołu, splatając palce i wspierając o nie podbródek.