23.05.2024, 01:42 ✶
- Tak, mogę to zauważyć - skomentował jej słowa o wściekłości. Cóż jeżeli siostra nie chciała go odwodzić po tym jak zagroził komuś wyrządzeniem mu krzywdy to powody mogły być tylko dwa: albo jest też na tego kogoś wściekła, albo to poplecznik czarnego jełopa.
- Nie chcesz ziółek, mimo, że jesteś wkurwiona? - zmrużył oczy patrząc podejrzliwie na Norę i sięgnął po dwie szklanki. Postawił je przed nią i po chwili też a jakże magicznie w jego reku pojawił się butelka whisky, nalał do obu szklanek i odstawiają butelkę chwycił za jedną z nich.
- Napijemy się i zminimalizujemy straty wyrządzone twojemu lokalowi przez tego jełopa - stwierdził pewny siebie, choć jeszcze do końca nie miał pojęcia, co do tego jak im się to uda, to hej. Przecież zawsze jest jakiś sposób na wyjście z sytuacji. Kilku rozwścieczonych klientów to nie agada, można się przed tym wybronić. Odstawił puste naczynie na blat i wypalił.
- Wiem - szeroki uśmiech zagościł na jego ustach - Moglibyśmy posłać te baby w diabły, niech idą szukać tego całego Yaxleya i do niego niech się drą jak mewy w porcie... - to była naprawdę kusząca opcja, wymagałoby to najmniej roboty od każdego z nich. Bo w sumie oni tu nie mieli co robić, przecież Thoran zamówił słodkości bez mówienia dla kogo to, więc skoro oni mu zaufali to powinni do niego kierować pretensję. Albo... Załagodzimy je mówiąc, że znajdziemy tego fircyka, żeby go do odpowiedzialności pociągnąć. Wydaje mi się, że gdzieś już słyszałem to jego nazwisko - dodał jeszcze drapiąc się po skroni w próbie przypomnienia sobie, gdzie to usłyszał.
- Co Ty na to? - zapytał ją o opinię, wszak to była jej Klubokawiarnia, to ona tu miała moc decyzyjną.
- Nie chcesz ziółek, mimo, że jesteś wkurwiona? - zmrużył oczy patrząc podejrzliwie na Norę i sięgnął po dwie szklanki. Postawił je przed nią i po chwili też a jakże magicznie w jego reku pojawił się butelka whisky, nalał do obu szklanek i odstawiają butelkę chwycił za jedną z nich.
- Napijemy się i zminimalizujemy straty wyrządzone twojemu lokalowi przez tego jełopa - stwierdził pewny siebie, choć jeszcze do końca nie miał pojęcia, co do tego jak im się to uda, to hej. Przecież zawsze jest jakiś sposób na wyjście z sytuacji. Kilku rozwścieczonych klientów to nie agada, można się przed tym wybronić. Odstawił puste naczynie na blat i wypalił.
- Wiem - szeroki uśmiech zagościł na jego ustach - Moglibyśmy posłać te baby w diabły, niech idą szukać tego całego Yaxleya i do niego niech się drą jak mewy w porcie... - to była naprawdę kusząca opcja, wymagałoby to najmniej roboty od każdego z nich. Bo w sumie oni tu nie mieli co robić, przecież Thoran zamówił słodkości bez mówienia dla kogo to, więc skoro oni mu zaufali to powinni do niego kierować pretensję. Albo... Załagodzimy je mówiąc, że znajdziemy tego fircyka, żeby go do odpowiedzialności pociągnąć. Wydaje mi się, że gdzieś już słyszałem to jego nazwisko - dodał jeszcze drapiąc się po skroni w próbie przypomnienia sobie, gdzie to usłyszał.
- Co Ty na to? - zapytał ją o opinię, wszak to była jej Klubokawiarnia, to ona tu miała moc decyzyjną.