23.05.2024, 09:09 ✶
Wszyscy byli doświadczonymi czarodziejami, nie było więc zaskakujące, że ich magia działa.
Ale zdawało się, że działa aż nazbyt dobrze. Ich czary wychodziły wręcz doskonale.
Jakby to miejsce, Księżycowy Staw, podobno obrzucone klątwą, jak twierdziła kobieta znad wody i dziewczyna z portretu, samo próbowało im pomóc. Komoda natychmiast przekształciła się w wielkie, miękkie materace, które opadły w pobliżu schodów - uwaga na barierkę, uprzedzono ich o tym już wcześniej, trzymać się ściany, wspominała Brenna, więc jeśli zjeżdżać na drzwiach, to powinni to robić po stopniach, zdecydowanie nie po poręczy. "Balony" rozmnożyły się pod zaklęciem Millie, i powstały całe dziesiątki balonów, które w dodatku zmieniły kolory i rozleciały się po pomieszczeniu, napełniając je barwami. Potem czar przeminie, teraz jednak pod sufitem w salonie i nad schodami pełno było kolorów.
Jedna z kołatek sama wyrwała się z dłoni Thomasa Figga. Nie musiał nawet nią potrząsać, sama zaczęła robić hałas, któremu zaraz zawtórował dźwięk z megafonu Thomasa Hardwicka. Księżycowy Staw wypełnił się ruchem, dźwiękami i barwami, jakby przebudzając się ostatecznie z długiego uśpienia.
Poltergeisty były duchami chaosu, od prawdziwych duchów różniące się głównie tym, że mogły poruszać obiekty i były częściowo materialne (mogły na przykład przechodzić przez ściany czy stać się niewidzialne, ale nie musiały) – a także nie narodziły się na ludzie. Ministerstwa kwalifikowało je jako „nieistoty”. Żadne z nich nie wiedziała o nich na razie więcej (jak choćby to, że prawdopodobnie czasem podpisywały kontrakty z ludźmi), ani nie było pewne, jak wygnać go na stałe, ale wspomnienie Irytka i zachowania tego ducha z nocy wystarczyły, aby spodziewać się, że zechce zrobić im na złość.
I tak się stało.
- MUHAHAHAHAHA!!!
Śmiech zdawał się dobiegać zewsząd, a potem przez pomieszczenie przemknęło coś, jakby wiatr. Nie widzieli poltergeista, ale był tutaj: Millie nawet nie musiała biec po niego do biblioteki, sam nadleciał od tamtej strony w stronę schodów. Kilka balonów przemieściło się nagle, i zaczęło bić po głowie Thomasa Hardwicka, jeden z nich wpadł do trzymanej przez niego tuby, a ledwo chwilę później… uniósł się materac, jeden z tych dwóch wyczarowanych z komody – i ten pomknął w stronę Erika.
A potem Thomas Figg mógł poczuć się, jak z powrotem na pierwszym roku w Hogwarcie.
– MAM TWÓJ NOCHAL!!! – zawył poltergeist, zupełnie jak kiedyś lubił to robić Irytek, i coś faktycznie… złapało go za nos.
Tylko Millie chwilowo nie była atakowana. Ale to na pewno nie tak, że poltergeist o niej zapomniał, po prostu nawet on nie mógł robić wszystkiego jednocześnie…
Tura do godziny 20, 27.05
Ale zdawało się, że działa aż nazbyt dobrze. Ich czary wychodziły wręcz doskonale.
Jakby to miejsce, Księżycowy Staw, podobno obrzucone klątwą, jak twierdziła kobieta znad wody i dziewczyna z portretu, samo próbowało im pomóc. Komoda natychmiast przekształciła się w wielkie, miękkie materace, które opadły w pobliżu schodów - uwaga na barierkę, uprzedzono ich o tym już wcześniej, trzymać się ściany, wspominała Brenna, więc jeśli zjeżdżać na drzwiach, to powinni to robić po stopniach, zdecydowanie nie po poręczy. "Balony" rozmnożyły się pod zaklęciem Millie, i powstały całe dziesiątki balonów, które w dodatku zmieniły kolory i rozleciały się po pomieszczeniu, napełniając je barwami. Potem czar przeminie, teraz jednak pod sufitem w salonie i nad schodami pełno było kolorów.
Jedna z kołatek sama wyrwała się z dłoni Thomasa Figga. Nie musiał nawet nią potrząsać, sama zaczęła robić hałas, któremu zaraz zawtórował dźwięk z megafonu Thomasa Hardwicka. Księżycowy Staw wypełnił się ruchem, dźwiękami i barwami, jakby przebudzając się ostatecznie z długiego uśpienia.
Poltergeisty były duchami chaosu, od prawdziwych duchów różniące się głównie tym, że mogły poruszać obiekty i były częściowo materialne (mogły na przykład przechodzić przez ściany czy stać się niewidzialne, ale nie musiały) – a także nie narodziły się na ludzie. Ministerstwa kwalifikowało je jako „nieistoty”. Żadne z nich nie wiedziała o nich na razie więcej (jak choćby to, że prawdopodobnie czasem podpisywały kontrakty z ludźmi), ani nie było pewne, jak wygnać go na stałe, ale wspomnienie Irytka i zachowania tego ducha z nocy wystarczyły, aby spodziewać się, że zechce zrobić im na złość.
I tak się stało.
- MUHAHAHAHAHA!!!
Śmiech zdawał się dobiegać zewsząd, a potem przez pomieszczenie przemknęło coś, jakby wiatr. Nie widzieli poltergeista, ale był tutaj: Millie nawet nie musiała biec po niego do biblioteki, sam nadleciał od tamtej strony w stronę schodów. Kilka balonów przemieściło się nagle, i zaczęło bić po głowie Thomasa Hardwicka, jeden z nich wpadł do trzymanej przez niego tuby, a ledwo chwilę później… uniósł się materac, jeden z tych dwóch wyczarowanych z komody – i ten pomknął w stronę Erika.
A potem Thomas Figg mógł poczuć się, jak z powrotem na pierwszym roku w Hogwarcie.
– MAM TWÓJ NOCHAL!!! – zawył poltergeist, zupełnie jak kiedyś lubił to robić Irytek, i coś faktycznie… złapało go za nos.
Tylko Millie chwilowo nie była atakowana. Ale to na pewno nie tak, że poltergeist o niej zapomniał, po prostu nawet on nie mógł robić wszystkiego jednocześnie…
Tura do godziny 20, 27.05