Persefono, córko potężnego Zeusa, przybądź, błogosławiona. Jedyne życie i śmierć cierpiących udręki śmiertelnych. Persefono! Ta, co żywisz i uśmiercasz wszystko. Wysłuchaj, błogosławiona bogini, wydaj plony z ziemi. Kwitnąca pokojem i uśmierzającym ból zdrowiem i zamożnym, przynoszącym bogate dary życiem. Ze swojej i potężnego Plutona krainy, królowo. Przyjmij go do swojej krainy. Prędka modlitwa za zmarłego, tak bardzo ironiczna, gdy zabrały go pnącza, gdy w Windemere trwała niekończąca się wiosna. Ofiara została przyjęta, na co patrzył z dziwnym zafascynowaniem. Już wiedział, że będzie wracał do tej myśli w myślodsiewni i analizował ciało, że złoży tę historię w całość. Na razie ofiara została złożona, a wszystko, co widział na temat sił, które rządzą tym miejscem, sugerowało bardzo mocne rytuały ochronne, napędzane ofiarą z ludzi.
Pomimo pierwszej reakcji, nie martwił się aż tak o Mildred, była karaluchem, Jezusem z ZSRR*, który powraca po trzech dniach z Beltane zaatakowanego przez Śmierciożerców, całkowicie bez pamięci, jest rośliną przez długie tygodnie w Lecznicy Dusz. Ledwie z niej wyszła jednak, a już szarżowała. Ta energia z jej urodzin. Był pewien, że sobie poradzi, pewnie lepiej niż oni.
— Żadnego atakowania i niszczenia, bo nie damy rady. Nie wołajcie więcej wody, bo zaleje tych, co są pod ziemią. — Rozglądał się po zebranych dookoła, szybko obliczając ich moce przerobowe i oceniając możliwości. Może nie kochali się z Godrykiem i nie byli najlepszym przykładem ojca i syna, ale nadal, żadna jego nauka nie poszła w las, nawet jeśli Morpheus lubił głośno mówić, że jest synem swojej matki. Nie mógł tak mówić, gdy mieli podobny kształt ramion i sposób chodzenia, gdy uśmiechali się w podobny sposób i podobnie nosili marsową minę, skupieni na rozwiązaniu zadania. Na panikę przyjdzie czas, kiedy wszyscy będą już bezpieczni.
Słyszał głos. Słyszał płacz. Echo. Kojarzyło mu się to z szeptami, o których mówił Alistair, o szeptach wyspy. To jak szepty przyszłości, które nie dawały mu spać, gdy był dzieckiem lub gdy był zbyt pijany, aby kontrolować swój dar. A jednak nie leżały na nim tak, jak dobrze skrojone ubrania, nie pochodziły z jego krwi. Tak mu się wydawało przynajmniej. Nie mógł ich zlokalizować. I chociaż sytuacja była poważna, to w jego spojrzeniu lśniła ekscytacja. Uwielbiał tajemnice.
— Zostaw Moody, patrz w przyszłość, szukaj najlepszego wyjścia — czasami, aby wyjść, potrzebna była cienka linia, czasami wyjście z sytuacji jaśniało blaskiem ponad zatoką ciemności, czasami należało podrążyć po zapadniętych tunelach i odkryć grudy ziemi, połamać paznokcie i nałykać się geosaminy, aby złapać promień nadziei z własnego grobu.
Morpheus ponownie rzucił zaklęcie. Chciał dookoła ludzi zbudować krąg energetyczny, który działałby tak samo, jak Expeliarmus, ale dużo słabiej. Krąg, który będzie pulsował, a te pulsacje będą jak delikatne strącenie zbyt ciekawego kociaka, który próbuje dostać się do kartonika z ozdobami choinkowymi. Pulsująca moc, odpychająca rośliny na całej przestrzeni kręgu, chroniąc ich od pnączy oraz korzeni, sfera, kopuła nad nimi, kopuła pod nimi. Bez agresji, jak taniec w noc przesilenia. Łagodna i stanowcza magia, odsuwająca od nich elementy roślinne.
*Lorowa wariacja na temat Jezusa z AliExpress
Sukces!
Akcja nieudana