Zaczęło się robić jeszcze bardziej obrzydliwie. Peppę zalała fala dumy, gdy udało jej się uratować brygadzistę. Na bank jej nazwisko znajdzie się w Proroku, nie ma innej opcji. Uratowała kogoś, kogo zadaniem było dbanie o nią i resztę tu zgromadzonych. Fantastycznie.
Pokonała ogień swoją transmutacją, a jednocześnie stworzyła dobry grunt, na którym stanęła, gdy okolica zaczęła zamieniać się w bagienko. Uwielbiała błotko, ale teraz to nie czas i miejsce na zabawę. Poza tym, ma na sobie zbyt jasne ubranie na taką okazję. Jaśniutka sukienka zdążyła się zmoczyć oceanem wody, przez co przeklinała w myślach na rzucających mokre czary, jednocześnie chełpiąc się swoim wyborem zaklęcia.
Usłyszała coś. Tłumy ludzi, ale nie dostrzegała ich nigdzie. Może byli jeszcze gdzieś w głębi lasu? Ah nie, to tylko gałęzie bzu. Panicznie rzuciła na nie ten sam czar, co poprzednio — chciała zmienić je we wstążki. Trochę rozproszył ją głos usłyszany gdzieś obok. Przeszedł ją dreszcz i zarumieniła się. W pierwszej chwili myślała, że to ten przystojny mężczyzna zarządzający sytuacją, ale nie — po odwróceniu się ujrzała pustkę, a Longbottom stał kilka metrów od czarownicy.
Kto więc zwrócił się do niej z tą najprawdziwszą prawdą? Oczywiście, że była najlepsza z nich wszystkich. Nieśmiało by formułowała takie zagadnienia, ale wylew wody upewnił ją, że jej strategie okazują się być lepsze. Mimo tego, starała się przesunąć w stronę Morpheusa — w kupie raźniej. Nawet jeśli musiała zacząć stąpać po przemoczonej ziemi.
Transmutacja na zamianę gałęzi bzu we wstążki.
Akcja nieudana
Akcja nieudana