Szczęśliwa miłość. Dobre sobie. Opowiedział jej o tym, co zobaczył, o tej szczęśliwej miłości, oraz o tym, że sądził, że to może być pierwszy znak dla tego miejsca, który nie jest omenem i może rzeczywiście pokochają Księżycowy Staw, gdy rozwiążą jego tajemniczą tajemnicę i ujrzą cały fresk tragicznej historii pod warstwami potu, pyłu, łez i krwi.
— Przygotujcie eliksiry uzdrawiające i opatrunki, ktoś będzie krwawił — stwierdził dość stoicko. Morpheus już nawykł do tego, że zostawia bratanicy o poranku informacje na temat tego, że może być ranna. Ona też powinna do tego nawyknąć. Nie lubił wchodzić w szczegóły, obawiając się samospełniającej się przepowiedni. Widział wersję wydarzeń, wolał ostrzec, ale nie manifestować do egzystencji tego, co podpowiadało mu trzecie oko.
— Czasami wystarczy odpowiednia dźwignia, aby ukierunkować tę energię. Miotły używa od zawsze tej samej. A za egzorcystą się rozejrzę.
Otrzepał fragment kamienia, który pokrywał kurz oraz małe gałązki. Dawno temu musiały tu uwić gniazdka jakieś ptaki, ale i one rozsypały się już w proch zapomnienia. Altana wymagała kilku prac remontowych, ale tak jak cały Księżycowy Staw, wymagała po prostu odrobiny miłości, nawet jeśli zginął w niej ktoś, w tragiczny sposób. Mimowolnie spojrzał w górę, na drewniane belki, krzyżujące się w gwiazdę na środku, ozdobione ciesielskimi frezami, które pewnie będzie trzeba wymienić i wyobraził sobie gruby sznur, trzeszczący, gdy bujało się na nim ciało ostatniego z Juliusów. Ciekawiło go, dlaczego akurat ten duch pozostał na tym planie istnienia, a nie żaden inny.
— Chyba nie będziemy musieli specjalnie czekać — stwierdził, siadając na kamiennej ławie, zakładając nogę na nogę i wyciągając paczkę papierosów. Zapalił jednego od mugolskiej zapalniczki; duchy lubiły śmierdzące, zgniłe potrawy i to, co było na granicy przejścia na drugą stronę, tak samo jak oni, więc połowicznie spalony papieros mógł być dodatkowym wabikiem na seniora rodu. Czuł, jak włoski na karku podnoszą mu się od chłodu, który nienaturalnie opadał na dwójkę żywych czarodziejów. Czekali teraz na tego, który był martwy.
— Dzień dobry, panie Julius, przyszliśmy zadać kilka pytań — powiedział w powietrze z pewnością siebie kogoś, kto wie zbyt dużo i nie zamierza tego ukrywać.