26.12.2022, 16:00 ✶
Mógłby przysiąc, ze usłyszenie jeszcze jednych kondolencji doprowadziłoby go do szału. Z każdym, kolejnym łykiem miał coraz większą ochotę oblać rozmawiającego z nim delikwenta zawartością sześciennej szklanki. Nie tylko po to, aby sobie poszedł i znalazł inne towarzystwo, ale też, aby pozbyć się tej obrzydliwości i nie musieć już jej pić. Zamiast tego ogrzewał trunek dłonią, a każdy, nawet najmniejszy ruch czy wibracja wprawiały go w ruch. Bursztynowy płyn odbijał się mniejszymi i większymi falami o ścianki, zupełnie jak większość słów Elliotta skierowanych do młodego pracownika Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Alkohol rozwiązywał język, ale Malfoy był przekonany, że rzeczy, które słyszy nie powinny nigdy wyjść z ust osoby zatrudnionej by pracować z ustawami i przepisami, przynajmniej nie w kontekście pracy. Pokiwał głową unosząc kąciku ust nieznacznie, gdy uścisnął rękę drugiego mężczyzny, a wypowiedziane wcześniej nazwisko wryło mu się w pamięć - trzeba pamiętać, aby obrócić czyjąś słabość na swoją korzyść.
Odprowadził byłego rozmówce spojrzeniem i z zawodem wrócił do zawartości szklanki. Wziął głęboki oddech i wypił ciepłą whisky na raz. Skrzywił się, bo gorąc i szczypanie połączyło się z brakiem schłodzenia trunku i pozostawiło nieprzyjemny posmak na języku, zupełnie jak wcześniejsze słowa, które teraz wydawały się topnieć jak śnieg po zimie, zostawiając na powierzchni wszystkie niedoskonałości przyprószone i zakryte pierzyną.
Czuł się obserwowany, ale to uczucie bardzo rzadko go opuszczało, a w stanie lekko podchmielonym nie chciał dawać swoim paranojom opanowywać całego umysłu, nie skończyłoby się to niczym dobry.Odetchnął raz jeszcze i odstawił szklankę na stolik nieopodal tylko po to, aby wziąć kolejną z tacki nadchodzącego kelnera. Zrobił to automatycznie, nawet o tym nie pomyślał i przymrużył oczy ze swojej własnej głupoty, wyuczonych nawyków, które miały pozwalać odbierać jego osobę przez innych, tak jak mieli to robić. Momentami nie spostrzegał nawet jak mocno przybierana maska wczepiała się pazurami w jego własną osobowość, nie był pewien czy ta w ogóle miała prawo bytu bez całego przedstawienia zdobnych materiałów, mosiężnych, dębowych biurek i marmurowych posągów. Czasami czuł się jakby sam się w takowy zamieniał, różni ludzie przychodzili, aby powiedzieć bardziej lub mniej pochlebne słowa na jego temat i odchodzili tak szybko, aby zrobić miejsce dla kolejnych z nowymi, bądź takimi samymi, opiniami. Dlatego wlewał w siebie tak wiele trunków różnego rodzaju, aby biała skorupa z zaszpachlowanymi umiejętnie bruzdami pękła w końcu pozwalając, aby ruchy były bardziej swobodne, policzki odpowiednio zarumienione, a słowa nie przypominały tych w cytowanych, szkolnych sonetach. Niestety, szampana wypił już zbyt wiele, aby było to dobrze odebrane, bąbelki nie słuzyły też podniebieniu ani żołądkowi jeżeli jego innym wypełnieniem były krakersy, koreczki czy słodycze. Musiał posiłkować się czymś, co sączyło się wolniej, dostojniej, a w jego wypadku nie mógłby to być kolorowy drink.
Oparł się o stół i oplótł sylwetki balowiczów spojrzeniem. Nie chciał wybierać kolejnej ofiary, najchętniej wróciłby już do domu, ale żył nadzieją, że longbottomowe 'złapie cię później' będzie dotrzymane - jeżeli by nie było to Elliott odpowiednio zanotowałby to w swych personalnych notatkach, skrupulatność była jego prywatną, najlepszą bronią w każdej dziedzinie życia, acz często zmieniała się w miecz obusieczny. Chichoty zlewał się z muzyką, dźwięk kroków był zmywany przesuwanymi po parkiecie materiałami długich kreacji, a uderzanie o siebie szkła i żywe kolory tworzyły piękny obrazek, którego Elliott był częścią na tyle długo, aby wiedzieć, że jak zaraz nie znajdzie kolejnego rozmówcy to będzie musiał ukryć się w ustronniejszym miejscu, na szczęście ten sam postanowił do niego przyjść.
Spojrzał na siostrę bez sztucznego uśmiechu, który towarzyszyłby mu, jakby u jego boku stanął ktokolwiek inny. Uniósł lekko brwi nie odzywając się, pozwalając, aby Eden była prowodyrem ich konwersacji, minął już czas, gdy potrzebował wejść o szczebel wyżej i krzyczeć o decybel głośniej, aby to jego zobaczono i usłyszano lepiej, bardziej i najpierw. Składałby, gdyby powiedział, że lata zbliżyły ich do siebie, prędzej byli zmuszeni do tego ojcowskim rozporządzeniem i w końcu ulegli, czy tego chcieli czy nie, akceptując swoją koegzystencję na tym świecie. Elliott nigdy nie przyznałby na głos, że chcieli się pozbyć siebie nawzajem przez tak wiele lat, dlatego że nie byli przeciwieństwami, które mogły się przeciągać. Nie byli ekspertami w różnych dziedzinach, a tych samych, więc ich starcia były naturalną koleją rzeczy, acz wyciągniętą na poziom, który wychowanym w normalnych warunkach dzieciom nie byłby nigdy znany, chyba, że z książek kryminalnych bądź fantastycznych.
- Grzybobranie staje się faktycznie fascynujące, gdy ktoś natknie się na muchomora i z braku doświadczenia zje go ze smakiem. - podsumował, bo przymusowego udziału w zbieraniu grzybów był w stanie odnaleźć zabawę w patrzeniu na niekompetencję zbierających.
Spojrzał na bliźniaczkę kątem oka, jakby analizując jak pijana, w porównaniu do niego jest i wziął dwa, spore, łyki bursztynowego płynu, przy czym spiął mięśnie twarzy, aby się nie skrzywić. Tak, wywnioskował, że musi odrobinę przyspieszyć, aby rozmowa się kleiła, bo konwersacja trzeźwego z pijanym nigdy nie kończyła się dobrze, zwłaszcza dla tego pierwszego.
- Jestem przeszczęśliwy, że postanowiłaś zostać moim rycerzem na białym koniu, ale niech plotkują, po to wyglądam jakbym był niesamowicie skruszony odejściem mojej biednej, chorej zony. Gdybym chciał zrobić lepsze wrażenie na pewno nie włożyłbym tego garnituru, ale trzeba wypić nawarzone piwo - sprowadził samobójstwo małżonki do przymuszonego wyboru kreacji na bal i nawet się nie zająknął, choć ostatnie słowa dodał półgłosem. Momo że stali odrobinę na uboczu, to ściany miały uszy, więc zawsze należało być uważnym. Mimo sarkazmu uśmiechnął się pod nosem i dokończył zawartość szklanki, ta poszła mu zaskakująco szybko, co znaczyło, że był bliżej przyjemnego rozluźnienia, niż dalej. Jego policzki wciąż pozostawały blade, chociaż róż upicia czaił się za rogiem, aby przyprószyć wpierw nos, a potem resztę jasnej karnacji.
- Samo do mnie przyjdzie w odpowiednim czasie - odparł jakby skrzętnie zaplanował fakt, że Longbottom nie będzie w stanie bez niego żyć, chociaż prawda była taka, że obydwaj do siebie lgnęli. Elliott miał jednak przeświadczenie, że to inni powinni interesować się nim, zwłaszcza w momentach, gdy alkohol wygrywał pierwsze skrzypce, choć jeszcze cicho, to definitywnie dominująco - Po ukazaniu skrawka desperacji dobrze jest się wycofać, inaczej tracą zainteresowanie - nie ukrywał swojego zainteresowania Erikiem w sposób inny niż przyjacielski, przed siostrą nie musiał, bo mogła go oceniać za wiele rzeczy, ale, zaskakująco lub nie, ta nie była jedną z nich. Przeszło mu przez myśl, że może na tej płaszczyźnie też byli ... podobni. Ale nie miał wystarczająco faktów, aby je połączyć, przynajmniej nie takich oczywistych, które nie byłyby domniemaniami z inaczej zabarwionych w rozmowach o parterach czy małżonkach słów.
- Chcesz się wymienić? Nie wyglądasz na zainteresowaną całą tą imprezą pod palmami i parasolkami, która dzieje się w tym kieliszku, a ja chętnie poczuje się jak w ciepłych krajach. - zasugerował i sam złapał za kolejną szklankę czegoś mniej zdobnego, wyglądającego, według niego, okropnie licho - Tam z boku nikt nas chyba nie powinien niepokoić. - wskazał brodą miejsce z kanapami. Niewielu gości się nimi interesowało, bo większość z nich rozmawiała w grupach, stojąc, a inny wciąż zdobili parkiet zawijasami materiałów sukien i wypiętymi torsami z ozdobnymi muszkami.
Odprowadził byłego rozmówce spojrzeniem i z zawodem wrócił do zawartości szklanki. Wziął głęboki oddech i wypił ciepłą whisky na raz. Skrzywił się, bo gorąc i szczypanie połączyło się z brakiem schłodzenia trunku i pozostawiło nieprzyjemny posmak na języku, zupełnie jak wcześniejsze słowa, które teraz wydawały się topnieć jak śnieg po zimie, zostawiając na powierzchni wszystkie niedoskonałości przyprószone i zakryte pierzyną.
Czuł się obserwowany, ale to uczucie bardzo rzadko go opuszczało, a w stanie lekko podchmielonym nie chciał dawać swoim paranojom opanowywać całego umysłu, nie skończyłoby się to niczym dobry.Odetchnął raz jeszcze i odstawił szklankę na stolik nieopodal tylko po to, aby wziąć kolejną z tacki nadchodzącego kelnera. Zrobił to automatycznie, nawet o tym nie pomyślał i przymrużył oczy ze swojej własnej głupoty, wyuczonych nawyków, które miały pozwalać odbierać jego osobę przez innych, tak jak mieli to robić. Momentami nie spostrzegał nawet jak mocno przybierana maska wczepiała się pazurami w jego własną osobowość, nie był pewien czy ta w ogóle miała prawo bytu bez całego przedstawienia zdobnych materiałów, mosiężnych, dębowych biurek i marmurowych posągów. Czasami czuł się jakby sam się w takowy zamieniał, różni ludzie przychodzili, aby powiedzieć bardziej lub mniej pochlebne słowa na jego temat i odchodzili tak szybko, aby zrobić miejsce dla kolejnych z nowymi, bądź takimi samymi, opiniami. Dlatego wlewał w siebie tak wiele trunków różnego rodzaju, aby biała skorupa z zaszpachlowanymi umiejętnie bruzdami pękła w końcu pozwalając, aby ruchy były bardziej swobodne, policzki odpowiednio zarumienione, a słowa nie przypominały tych w cytowanych, szkolnych sonetach. Niestety, szampana wypił już zbyt wiele, aby było to dobrze odebrane, bąbelki nie słuzyły też podniebieniu ani żołądkowi jeżeli jego innym wypełnieniem były krakersy, koreczki czy słodycze. Musiał posiłkować się czymś, co sączyło się wolniej, dostojniej, a w jego wypadku nie mógłby to być kolorowy drink.
Oparł się o stół i oplótł sylwetki balowiczów spojrzeniem. Nie chciał wybierać kolejnej ofiary, najchętniej wróciłby już do domu, ale żył nadzieją, że longbottomowe 'złapie cię później' będzie dotrzymane - jeżeli by nie było to Elliott odpowiednio zanotowałby to w swych personalnych notatkach, skrupulatność była jego prywatną, najlepszą bronią w każdej dziedzinie życia, acz często zmieniała się w miecz obusieczny. Chichoty zlewał się z muzyką, dźwięk kroków był zmywany przesuwanymi po parkiecie materiałami długich kreacji, a uderzanie o siebie szkła i żywe kolory tworzyły piękny obrazek, którego Elliott był częścią na tyle długo, aby wiedzieć, że jak zaraz nie znajdzie kolejnego rozmówcy to będzie musiał ukryć się w ustronniejszym miejscu, na szczęście ten sam postanowił do niego przyjść.
Spojrzał na siostrę bez sztucznego uśmiechu, który towarzyszyłby mu, jakby u jego boku stanął ktokolwiek inny. Uniósł lekko brwi nie odzywając się, pozwalając, aby Eden była prowodyrem ich konwersacji, minął już czas, gdy potrzebował wejść o szczebel wyżej i krzyczeć o decybel głośniej, aby to jego zobaczono i usłyszano lepiej, bardziej i najpierw. Składałby, gdyby powiedział, że lata zbliżyły ich do siebie, prędzej byli zmuszeni do tego ojcowskim rozporządzeniem i w końcu ulegli, czy tego chcieli czy nie, akceptując swoją koegzystencję na tym świecie. Elliott nigdy nie przyznałby na głos, że chcieli się pozbyć siebie nawzajem przez tak wiele lat, dlatego że nie byli przeciwieństwami, które mogły się przeciągać. Nie byli ekspertami w różnych dziedzinach, a tych samych, więc ich starcia były naturalną koleją rzeczy, acz wyciągniętą na poziom, który wychowanym w normalnych warunkach dzieciom nie byłby nigdy znany, chyba, że z książek kryminalnych bądź fantastycznych.
- Grzybobranie staje się faktycznie fascynujące, gdy ktoś natknie się na muchomora i z braku doświadczenia zje go ze smakiem. - podsumował, bo przymusowego udziału w zbieraniu grzybów był w stanie odnaleźć zabawę w patrzeniu na niekompetencję zbierających.
Spojrzał na bliźniaczkę kątem oka, jakby analizując jak pijana, w porównaniu do niego jest i wziął dwa, spore, łyki bursztynowego płynu, przy czym spiął mięśnie twarzy, aby się nie skrzywić. Tak, wywnioskował, że musi odrobinę przyspieszyć, aby rozmowa się kleiła, bo konwersacja trzeźwego z pijanym nigdy nie kończyła się dobrze, zwłaszcza dla tego pierwszego.
- Jestem przeszczęśliwy, że postanowiłaś zostać moim rycerzem na białym koniu, ale niech plotkują, po to wyglądam jakbym był niesamowicie skruszony odejściem mojej biednej, chorej zony. Gdybym chciał zrobić lepsze wrażenie na pewno nie włożyłbym tego garnituru, ale trzeba wypić nawarzone piwo - sprowadził samobójstwo małżonki do przymuszonego wyboru kreacji na bal i nawet się nie zająknął, choć ostatnie słowa dodał półgłosem. Momo że stali odrobinę na uboczu, to ściany miały uszy, więc zawsze należało być uważnym. Mimo sarkazmu uśmiechnął się pod nosem i dokończył zawartość szklanki, ta poszła mu zaskakująco szybko, co znaczyło, że był bliżej przyjemnego rozluźnienia, niż dalej. Jego policzki wciąż pozostawały blade, chociaż róż upicia czaił się za rogiem, aby przyprószyć wpierw nos, a potem resztę jasnej karnacji.
- Samo do mnie przyjdzie w odpowiednim czasie - odparł jakby skrzętnie zaplanował fakt, że Longbottom nie będzie w stanie bez niego żyć, chociaż prawda była taka, że obydwaj do siebie lgnęli. Elliott miał jednak przeświadczenie, że to inni powinni interesować się nim, zwłaszcza w momentach, gdy alkohol wygrywał pierwsze skrzypce, choć jeszcze cicho, to definitywnie dominująco - Po ukazaniu skrawka desperacji dobrze jest się wycofać, inaczej tracą zainteresowanie - nie ukrywał swojego zainteresowania Erikiem w sposób inny niż przyjacielski, przed siostrą nie musiał, bo mogła go oceniać za wiele rzeczy, ale, zaskakująco lub nie, ta nie była jedną z nich. Przeszło mu przez myśl, że może na tej płaszczyźnie też byli ... podobni. Ale nie miał wystarczająco faktów, aby je połączyć, przynajmniej nie takich oczywistych, które nie byłyby domniemaniami z inaczej zabarwionych w rozmowach o parterach czy małżonkach słów.
- Chcesz się wymienić? Nie wyglądasz na zainteresowaną całą tą imprezą pod palmami i parasolkami, która dzieje się w tym kieliszku, a ja chętnie poczuje się jak w ciepłych krajach. - zasugerował i sam złapał za kolejną szklankę czegoś mniej zdobnego, wyglądającego, według niego, okropnie licho - Tam z boku nikt nas chyba nie powinien niepokoić. - wskazał brodą miejsce z kanapami. Niewielu gości się nimi interesowało, bo większość z nich rozmawiała w grupach, stojąc, a inny wciąż zdobili parkiet zawijasami materiałów sukien i wypiętymi torsami z ozdobnymi muszkami.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦