Pokiwała głową słysząc słowa Brenny, jeśli znała jego siostrę, to może faktycznie dobrze, że się nim zainteresowała. Pewnie sama Longbottom również by chciała, żeby ktoś zareagował, gdyby Erik znalazł się w podobnej sytuacji. Wood może nie miała rodzeństwa, ale próbowała zrozumieć, jak to działa i ten argument nawet do niej przemówił. - Rozumiem, oby doszedł do siebie i sobie poszedł, to problem sam się rozwiąże. - Kto wiedział, w czym jeszcze przyjdzie im mu pomóc, Yaxley wydawał się mieć do nich naprawdę wiele próśb. - To dobrze, jakby było gorzej to mów, coś z tym zrobimy. - Przyglądała się przez chwilę Brenn, czy aby na pewno dobrze wygląda.
- W sklepie nikt nic nie widział, ani nie słyszał, ale tego się spodziewałam. - Nie wiedzieć czemu podejrzewała, że nikt im nic nie powie. Może otworzyli po całym zajściu? Zapewne tak było. Ruda nie do końca wiedziała, co myśleć o Thoranie, no zdecydowanie nie pasowało jej to, że nie chce im nic powiedzieć, to sugerowało, że ma coś do ukrycia, a może krył tego, kto mu to zrobił? W końcu bywały bójki w których udział brali przyjaciele, szczególnie, gdy za dużo wypili.
Kolejna dziwna sprawa. Zaniosły te krzesła, ale mężczyzna wcale ich nie potrzebował. Ciekawe po co więc niosły je na to piętro? Podał im zły adres? Spoglądała skonfundowana na Brennę. - Nie wiem o co mu chodzi, ale coś jest nie tak. Myślisz, że mógł tak mocno przypierdolić łbem, że zaczęło mu brakować jakiejś klepki? - Najważniejsze, że obie się w tym osądzie zgadzały. Zaniosły, przelewitowały z powrotem te krzesła. Co za bezsensowna robota.