23.05.2024, 22:26 ✶
Niestety w kwestii pieczętowania, Erik wiedział praktycznie tyle, co Hardwick. A może i mniej, bo na dobrą sprawę nie przypominał sobie, aby był blisko z kimkolwiek, kto zawodowo zajmował się nakładaniem lub ściąganiem czarów pieczętujących. Tak to jest, jak większość twoich znajomych wywodzi się z jednego i tego samego departamentu. Brygadzista, Auror, jeden pies. W tym przypadku to, że mało kto z ich zaufanych współpracowników się na tym znał, znacznie utrudniało im przeprowadzenie śledztwa.
— I tak lepiej, żeby wylądowała w Ministerstwie, niż siedziała tutaj, nawet jak jakiś Auror czy Brygadzista będzie pilnowal — skomentował, wskazując ruchem podbródka na skrzynię. — A obłożenie jej paroma zaklęciami zabezpieczającymi w pustej sali też nie zaszkodzi.
Zmrużył oczy, gdy zauważył spojrzenie przyjaciela wbite w roślinę na jego głowie.
— Już szybciej będzie, jak pójdę do Apteki Lupinów — mruknął, kręcąc głową na propozycję Thomasa. — Im więcej osób z Ministerstwa to zobaczy, tym większa szansa na to, że będzie się to za mną ciągnąć... A mam wrażenie, że jak wezwą klątwołamacza do skrzyni, to będzie to ktoś od nas, a nie niezależny ekspert. Ten drugi przynajmniej załatwiłby sprawę i zapomniał o niej na drugi dzień.
Tymczasem pracownicy Ministerstwa raczej nie odpuściliby sobie szansy na to, aby rozpuścić paru plotek w kilku departamentach. W obliczu zdarzeń z ostatnich miesięcy pokroju Beltane dowcipy na temat znanego Brygadzisty na pewno potrafiły poprawić atmosferę, w co poniektórych biurach. Jednak Erikowi nie za bardzo uśmiechało się to, żeby plotkowano o jego wielkim kaktusie. Wystarczyło, że w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów będą o tym gadać. Już chyba wolę te plotki o moich randkach z Norą i Geraldine, pomyślał przelotnie, krzywiąc się lekko.
Te doniesienia mógł łatwo przekuć na swoją korzyść, rozpoczynając rozmowę na temat tego, jak dobrze dogaduje się obiema kobietami. Nawiązałby tu i ówdzie do ich biznesu, zapewnił i profesjonalizmie, wplótł kilka żartów na temat cukiernictwa czy łowiectwa i sprawa załatwiona. Przy kaktusie mógłby co najwyżej zaczerwienić się i przestrzec ludzi przed tym, aby nie kupowali szamponów z podejrzanych miejsc. Jakoś nie potrafił sobie wyobrazić tego, aby był w stanie przedstawić tę wpadkę w jakkolwiek pozytywnym świetle.
— To co? Wracamy na górę i szybki komunikat do kwatery głównej? — zasugerował, trącając czubkiem buta najniższy szczebelek drabiny. — Możemy jeszcze raz rozejrzeć się po parterze, ale nie wiem, czy coś tam znajdziemy. Mam wrażenie, że jeśli coś się wydarzyło, to miało to miejsce w głównej sali, tam, gdzie znaleźliśmy te ślady przypaleń na ścianach.
Nawet jeśli zdecydowaliby się na ponowne przeszukanie zaplecza sklepu, to po przyjeździe posiłków z departamentu, Erik zamierzał przekazać na moment dowodzenie Thomasowi, aby samemu przemknąć z Nokturnu na Ulicę Pokątną. Wyjście w tym stanie na patrol z Hardwickiem i tak nie było najlepszym pomysłem, jednak jeśli miało się tu kręcić jeszcze więcej pracowników Ministerstwa Magii, to zdecydowanie powinien załatwić sobie jakiś specyfik, który pozbędzie się tego przeklętego kaktusa. Może jakieś pachnidło? Eliksir? Zaklętą tabletkę? Przyjąłby wszystko, żeby tylko zadziałało.
Puścił Thomasa przodem, po raz ostatni przyglądając się znalezionej przez nich skrzyni. Rozbudziła jego ciekawość; te wszystkie zabezpieczenia, uniemożliwienie potencjalnemu złodziejowi uchylenia wieka... To zdecydowanie była większa sprawa. Taka w jaką dobrze by było zaangażować ekspertów, którzy upewniliby się, że otwarcie skrzyni odbyłoby się w kontrolowanych warunkach. Erik westchnął cicho i podążył za swym partnerem na parter.
— I tak lepiej, żeby wylądowała w Ministerstwie, niż siedziała tutaj, nawet jak jakiś Auror czy Brygadzista będzie pilnowal — skomentował, wskazując ruchem podbródka na skrzynię. — A obłożenie jej paroma zaklęciami zabezpieczającymi w pustej sali też nie zaszkodzi.
Zmrużył oczy, gdy zauważył spojrzenie przyjaciela wbite w roślinę na jego głowie.
— Już szybciej będzie, jak pójdę do Apteki Lupinów — mruknął, kręcąc głową na propozycję Thomasa. — Im więcej osób z Ministerstwa to zobaczy, tym większa szansa na to, że będzie się to za mną ciągnąć... A mam wrażenie, że jak wezwą klątwołamacza do skrzyni, to będzie to ktoś od nas, a nie niezależny ekspert. Ten drugi przynajmniej załatwiłby sprawę i zapomniał o niej na drugi dzień.
Tymczasem pracownicy Ministerstwa raczej nie odpuściliby sobie szansy na to, aby rozpuścić paru plotek w kilku departamentach. W obliczu zdarzeń z ostatnich miesięcy pokroju Beltane dowcipy na temat znanego Brygadzisty na pewno potrafiły poprawić atmosferę, w co poniektórych biurach. Jednak Erikowi nie za bardzo uśmiechało się to, żeby plotkowano o jego wielkim kaktusie. Wystarczyło, że w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów będą o tym gadać. Już chyba wolę te plotki o moich randkach z Norą i Geraldine, pomyślał przelotnie, krzywiąc się lekko.
Te doniesienia mógł łatwo przekuć na swoją korzyść, rozpoczynając rozmowę na temat tego, jak dobrze dogaduje się obiema kobietami. Nawiązałby tu i ówdzie do ich biznesu, zapewnił i profesjonalizmie, wplótł kilka żartów na temat cukiernictwa czy łowiectwa i sprawa załatwiona. Przy kaktusie mógłby co najwyżej zaczerwienić się i przestrzec ludzi przed tym, aby nie kupowali szamponów z podejrzanych miejsc. Jakoś nie potrafił sobie wyobrazić tego, aby był w stanie przedstawić tę wpadkę w jakkolwiek pozytywnym świetle.
— To co? Wracamy na górę i szybki komunikat do kwatery głównej? — zasugerował, trącając czubkiem buta najniższy szczebelek drabiny. — Możemy jeszcze raz rozejrzeć się po parterze, ale nie wiem, czy coś tam znajdziemy. Mam wrażenie, że jeśli coś się wydarzyło, to miało to miejsce w głównej sali, tam, gdzie znaleźliśmy te ślady przypaleń na ścianach.
Nawet jeśli zdecydowaliby się na ponowne przeszukanie zaplecza sklepu, to po przyjeździe posiłków z departamentu, Erik zamierzał przekazać na moment dowodzenie Thomasowi, aby samemu przemknąć z Nokturnu na Ulicę Pokątną. Wyjście w tym stanie na patrol z Hardwickiem i tak nie było najlepszym pomysłem, jednak jeśli miało się tu kręcić jeszcze więcej pracowników Ministerstwa Magii, to zdecydowanie powinien załatwić sobie jakiś specyfik, który pozbędzie się tego przeklętego kaktusa. Może jakieś pachnidło? Eliksir? Zaklętą tabletkę? Przyjąłby wszystko, żeby tylko zadziałało.
Puścił Thomasa przodem, po raz ostatni przyglądając się znalezionej przez nich skrzyni. Rozbudziła jego ciekawość; te wszystkie zabezpieczenia, uniemożliwienie potencjalnemu złodziejowi uchylenia wieka... To zdecydowanie była większa sprawa. Taka w jaką dobrze by było zaangażować ekspertów, którzy upewniliby się, że otwarcie skrzyni odbyłoby się w kontrolowanych warunkach. Erik westchnął cicho i podążył za swym partnerem na parter.
Koniec sesji
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞