Gerry nie chciała go w żaden sposób urazić. Zareagowała po prostu tak jak umiała - kiedy poddawała coś wątpliwości zaczynała się śmiać, gdy się denerwowała robiła to samo. Nie było to lekceważenie, broń Merlinie. Nie spodziewała się jednak kiedykolwiek usłyszeć czegoś takiego z ust osoby pokroju Blacka, bo nie oszukujmy się, pochodzili z innych światów, mimo wychowania w rodzinach czystokrwistych. Ona zawsze była trochę wyrzutkiem, nie pasowała do całej reszty. Nie miała o to żalu, wiedziała, gdzie jest jej miejsce.
- Niech ci będzie, powiedzmy. - Musiała jakoś to skomentować, skoro Black w to brnął. Chętnie jutro do niego napisze i zapyta, czy faktycznie nie zmienił zdania, była naprawdę skłonna to zrobić. - Jeśli trzeba będzie to odkryję dla ciebie nawet dziesiąty, o którego istnieniu jeszcze nikt nie słyszał. - Perseus póki co wydawał jej się zupełnie nieszkodliwy i całkiem uroczy w tym swoim drobnym pijaństwie, inaczej pewnie już dawno odwróciłaby się na pięcie i zostawiła go samego w tym miejscu.
Czyli jednak, usłyszała rozżalenie w jego głosie, a może jej się wydawało? Każdy wolałby decydować o sobie sam, nie do końca rozumiała dlaczego rodziny czystokrwistych nadal były takie zacofane, skoro uprzykrzało to życie ich członkom.
Nie musiał za nią płacić, Yaxley była majętna, skoro jednak chciał to zrobić, to mu pozwoliła, on również nie zbiednieje przez te kilka wydanych galeonów.
- Nie mam, nie boję się niczego Perseusie. - Rzuciła bardzo lekko, jakby faktycznie tak było. Miała kilka lęków, jednym z nich był ten, że przez swoje zachowanie, kiedyś zostanie sama, bez przyjaciół, znajomych, że nie będzie miała przy sobie nikogo, jednak to było coś, o czym nie wspominała nikomu. Myśli, które czasem ją nawiedzały.
Nie do końca spodziewała sie tego, że Black wyprowadzi ją z lokalu, co tylko bardziej wzbudziło jej ciekawość. Uwielbiała kiedy działo się coś niespodziewanego. Uśmiechnięta od ucha do ucha podążała więc za nim do miejsca, które chciał jej pokazać.
Mieli alkohol, więc dzień nie był stracony. Weszli w jakąś boczną alejkę, nie do końca wiedziała, gdzie są, nie było to jednak istotne. Wtedy Perseus zaczął wspinać się na zardzewiałą drabinę, nie wiedziała, czy to dobry pomysł, jeszcze oskarżą ją o ewentualny wypadek... No nic, nie zamierzała mu przeryważ. - Jakby coś, będę cię asekurować. - Poczekała, aż wespnie się wystarczająco wysoko, aby i ona mogła zacząć iść za nim.