24.05.2024, 11:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2024, 12:10 przez Basilius Prewett.)
Przyglądam się imprezie, potem walczę (o życie) z Morpheusem
Nigdy by się do tego nie przyznał, ale żart, który zafundował Thomasowi dał mu więcej satysfakcji niż przypuszczał. Zwłaszcza, że czarodziej nie zorientował się nawet kto rzucił czas (ukrywanie się pod stołem miało jednak bardzo dużo zalet. To chyba będzie jego nowy ulubiony stół, a przynajmniej nowy ulubiony stół u Longbottomów).
Przyglądał się więc teraz z pewnym rozbawieniem chaosowi, który coraz bardziej postępował, ciesząc się, że może brać w nim udział jedynie jako obserwator. Musiał przyznać, że to wszystko prezentowało się jako całkiem ładny obrazek. Taki namalowany przez malarza abstrakcyjnego po kilku kieliszkach wódki, ale ładny. Gdzieś w tym wszystkim zarejestrował, że Brenna robiła gościom zdjęcie, ale uznał, że nie będzie marudzić, a jedynie wywróci czami jeśli się na jakimś zobaczy. Przynajmniej jeśli ktoś kogoś zabije tym flamingiem, będzie miał dowód, że on jest niewinny.
I pewnie nawet pomyślałby z uśmiechem, że było to naprawdę udane przyjęcie urodzinowe, ale w tym momencie karma dopadła go w postaci nikogo innego, jak Morpheusa Longbottoma.
– Nie, nie, nie, nie!— krzyczał, próbując obronić się przed okrutnym tortowym losem, chcąc przekierować dłoń czarodzieja tak, by sam dostał tym ciastem. Chyba wolał Longbottoma, gdy nie był w stanie trafić w żaden cel. Skandal. On mu ogarnia oczy, a w nagrodę dostaje tortem.
Rzut na tortowy pojedynek z Morpheusem.
Nigdy by się do tego nie przyznał, ale żart, który zafundował Thomasowi dał mu więcej satysfakcji niż przypuszczał. Zwłaszcza, że czarodziej nie zorientował się nawet kto rzucił czas (ukrywanie się pod stołem miało jednak bardzo dużo zalet. To chyba będzie jego nowy ulubiony stół, a przynajmniej nowy ulubiony stół u Longbottomów).
Przyglądał się więc teraz z pewnym rozbawieniem chaosowi, który coraz bardziej postępował, ciesząc się, że może brać w nim udział jedynie jako obserwator. Musiał przyznać, że to wszystko prezentowało się jako całkiem ładny obrazek. Taki namalowany przez malarza abstrakcyjnego po kilku kieliszkach wódki, ale ładny. Gdzieś w tym wszystkim zarejestrował, że Brenna robiła gościom zdjęcie, ale uznał, że nie będzie marudzić, a jedynie wywróci czami jeśli się na jakimś zobaczy. Przynajmniej jeśli ktoś kogoś zabije tym flamingiem, będzie miał dowód, że on jest niewinny.
I pewnie nawet pomyślałby z uśmiechem, że było to naprawdę udane przyjęcie urodzinowe, ale w tym momencie karma dopadła go w postaci nikogo innego, jak Morpheusa Longbottoma.
– Nie, nie, nie, nie!— krzyczał, próbując obronić się przed okrutnym tortowym losem, chcąc przekierować dłoń czarodzieja tak, by sam dostał tym ciastem. Chyba wolał Longbottoma, gdy nie był w stanie trafić w żaden cel. Skandal. On mu ogarnia oczy, a w nagrodę dostaje tortem.
Rzut na tortowy pojedynek z Morpheusem.
Rzut T 1d100 - 67
Sukces!
Sukces!